środa, 15 sierpnia 2012

Lust - 3 - Zdobywanie informacji


Blake poszedł za nim, nalał whisky do odpowiednich szklanek i jedną podał chłopakowi, a sam z drugą usiadł tym razem na kanapie.
•    - Interesuje cię coś konkretnego?
•    - Ile masz lat? - Upił łyk i przymknął na chwilę oczy. Dawno nie pił mocnego alkoholu.
•    - Dwadzieścia siedem – obserwował twarz Dana z przyjemnością. Chłopak był naprawdę przystojny.
Przez chwilę blondyn myślał nad czymś, ale potem przesiadł się ze swoją szklanką na kanapkę, obok mężczyzny.
•    - Kłamałeś, kiedy mówiłeś wtedy o Troy'u, prawda? Czemu?
•    - O Troy'u...? A, odnośnie języka? Tak, kłamałem. Myślałem, że jak cię nieco zastraszę będziesz bardziej pokorny. Nie wyszło.
Zaśmiał się cicho.
•    - Tak, ja zawsze byłem niepokorny. - Oparł się o jego ramię. - Czym się zajmujesz?
•    - Wieloma rzeczami. Niektóre firmy prowadzą moi zastępcy, więc nie jestem tam potrzebny. Wymagam comiesięcznych raportów i jeśli jest coś nie tak dopiero fatyguję się osobiście. Mój ostatni projekt to branża erotycznych gadżetów. Dość dochodowa, nie powiem.
•    - Lydia powiedziała mi, że odkąd tu pracuje było tu pięciu młodych mężczyzn. I że żaden nie wrócił. Nie chcesz mieć partnera na stałe?
•    - Chcę. Za każdym razem miałem nadzieję, że chłopak się do mnie zgłosi ponownie. Ty jesteś pierwszy który trafił tu drugi raz. - Blake zamknął oczy. Cholera, to bolało. Liczył, że duże pieniądze ich skuszą. Nauczył się, że praktycznie wszystko jest na sprzedaż. A jednak wciąż był sam. Tak, to było cholernie przykre.
•    - Z każdym postępowałeś tak, jak ze mną? Powiedziałeś, że pieniądze i siła są najbardziej przekonującymi argumentami. Skąd ci się wziął taki wniosek?
•    - Z obserwacji, mój mały, z obserwacji. - skrzywił się boleśnie na wspomnienie swojego ojczyma. - Miałem idealne możliwości przyglądania się jak mój ojczym pieniędzmi uzależniał od siebie kobietę, a potem zastraszając ją nie pozwalał jej odejść. Sam decydował kiedy ją odeśle.
•    - Uważasz, że to było w porządku? - zapytał cicho. - Chciałbyś, żeby ktoś był z tobą ze strachu?
•    - Kiedyś by mi to nie przeszkadzało. Teraz sam nie wiem – dopił zawartość szklanki i spojrzał na chłopaka opartego o jego ramię. Był taki słodki.
•    - Więc... chcesz ode mnie tylko seksu czy czegoś więcej?
•    - Pociągasz mnie i to bardzo. Co będzie dalej? Nie wiem, nie tworzę scenariuszy. A ty nigdy nie myślałeś, żeby skończyć ze swoją pracą i zająć czymś innym?
•    - Nie robię tego, bo chcę – odparł cicho. - Pieniądze nie są najlepszymi argumentami, ale niestety rządzą tym światem. Nie mam wykształcenia ani doświadczenia. Nikt nie przyjmie mnie do dobrze płatnej pracy. A takiej potrzebuję.
•    - Albo zamożnego partnera... - mruknął cicho głaszcząc go po włosach. - Powinienem spytać dlaczego potrzebujesz aż tylu pieniędzy?
•    - Nie dla mnie. Jestem przyzwyczajony do życia na ulicy, nie potrzebuję luksusów. Ale jest ktoś, komu chcę dać lepsze życie.
•    - Czyli ktoś jest w twoim życiu? - Blake wstał i wlał sobie jeszcze whisky. Podniósł karafkę w jego stronę – chcesz dolewki?
•    - Nie, dzięki. - Odłożył swoją pustą na stolik. - Ktoś... To trochę skomplikowane. Jest dla mnie jak młodszy brat.
•    - Jeśli nie chcesz mówić, nie zmuszam cię. Masz prawo do swoich sekretów, nie mam zamiaru ci ich odbierać. - Usiadł z powrotem na poprzednim miejscu – Nurtuje cię coś jeszcze?
•    - Nie chodzi o sekrety. Wychowałem się na ulicy. Nienawidziłem domów dziecka. Ale potem spotkałem dzieciaka, młodszego ode mnie. Uważałem go za naiwnego, ale... polubiłem go. Zabrałem go do domu dziecka i pomagałem mu jak mogłem. Byłem dość dziwnym dzieckiem. Niektórzy uważali mnie za demona. - Uśmiechnął się lekko wspominając to z rozbawieniem. - Wszystko dlatego, że jakiekolwiek emocje okazywałem przy tym dzieciaku. Kiedy pojawiła się rodzina, która chciała go do siebie wziąć, powiedzieli, że powinienem go zostawić, bo mnie nie zabiorą. Sam o tym wiedziałem. Ale nie sądziłem, że będą chcieli całkowicie go ode mnie odciąć. W każdym razie, zabrali go, a ja po prostu stamtąd odszedłem. Spotykałem się z nim czasem, ale nie mogłem tego robić jawnie, bo jego nowa rodzina nie chciała mieć ze mną nic wspólnego. A potem... potem miał wypadek. Przeżył, ale stracił w nim obie nogi.
•    - Czyli te pieniądze są dla niego?
•    - Potrzebował kilku operacji. Jego nowa rodzina nie miała na nie pieniędzy. Więc postanowiłem, że je zarobię. Sam wiesz w jaki sposób. No i potrzebna mu była specjalistyczna opieka. A to też kosztuje. Ostatnio pojawiła się szansa na protezy. Ale one są drogie, a to była tylko jednorazowa oferta. Musiałbym zbierać na nie przez dłuższy czas. On był jedyną osobą, która kiedykolwiek okazała mi życzliwość. Dlatego przyszedłem do ciebie.
Blake przetrawiał zebrane informacje. Czuł się nieco skołowany
•    - Kochasz go? - spytał, zanim zdążył pomyśleć
•    - Tak. Bardzo – odpowiedział bez wahania. - Ale jak brata. Młodszego braciszka, o którego trzeba się troszczyć.
•    - Jego rodzina nie ma nic przeciwko temu, że mu pomagasz? Przecież mówiłeś, że nie pozwalali ci się z nim spotykać?
•    - Nie wiedzą dokładnie, że to ja. Pieniądze są od anonimowego dobroczyńcy. Pewnie się domyślają. Ale dopóki mnie przy nim nie widzą, jest dobrze. - Westchnął cicho. - Dlatego nie mogę rzucić tej pracy. Wciąż potrzebuje rehabilitacji i opieki.
•    - No cóż...- Blake zasępił się. Nie wiedział co powiedzieć. Chciał w jakiś sposób ukazać wsparcie chłopakowi, ale z drugiej strony tak bardzo on go podniecał, że nie wiedział jak się zachować. - To z nim chcesz się widywać kiedy jesteś u mnie?
Skinął głową.
•    - Przebywa w ośrodku, a jego rodziny nie ma tam cały czas z nim, więc mogę się z nim widywać. - Spojrzał na Blake'a i uśmiechnął się lekko. - Mógłbym z tobą spróbować. Naprawdę. Ale teraz wiesz, że moja sytuacja mi na to nie pozwala. - Pocałował go, przesuwając się na jego kolana.
Blake westchnął głęboko. O tak, ten młody uroczy chłopaczek na jego kolanach. Cudnie. Odwzajemnił pocałunek zasysając się na jego wardze. Pogłaskał go po plecach.
•    - Nie spodziewałem się czegoś takiego.
•    - Czegoś takiego? Odnośnie mojej przeszłości czy tego, co przed chwilą powiedziałem?
•    - Odnośnie wszystkiego. Chociaż nie ukrywam, że ten fragment o spróbowaniu ze mną był bardzo podniecający – uśmiechnął się a jego oczy rozbłysły ciepło. Znów poruszył dłońmi po gorących plecach chłopaka.
•    - Cóż, to co ci powiedziałem to tylko mała część. Kiedy go spotkałem miałem już trzynaście lat. A co do spróbowania z tobą... - Zaczął rozpinać guziki jego koszuli. - Przykro mi. Zostaje tylko ten układ.
•    - Ten układ bardzo mi się podoba – zadrżał czując rękę na swoim torsie – ooo tak, zdecydowanie mi się podoba – westchnął głośno.
•    - Może ktoś tutaj teraz wejść? - Spojrzał na niego, przerywając na chwilę. Nie zamierzał pokazywać się nikomu w takiej sytuacji.
•    - Chcesz się przenieść do sypialni? - z trudem uspokoił oddech i skupił się na twarzy Dana.
•    - Nie zamierzam dzisiaj tego z tobą robić – ostrzegł. - Jeszcze nie dzisiaj. Ale wynagrodzę ci tą rozmowę z Marcusem, więc tak, chodźmy do sypialni. - Zszedł z jego kolan.
Blake poczuł jak krew spływa w stronę jego krocza. Wstał i pochylił się nad chłopakiem zasysając się na jego szyi i liżąc ją.
•    - Jedna prośba...
Spojrzał na niego pytająco, powstrzymując się od cichego westchnięcia.
•    - Śpij nago gdy ze mną jesteś. - pocałował go szybko w usta i ruszył do sypialni.
Dan parsknął cicho, idąc za nim.
•    - W porządku, mogę to zrobić. Jeśli ty odwdzięczysz się tym samym.
Blake przystanął i rzucił mu krótkie spojrzenie.
•    - Uznajmy zatem, że nie było tej rozmowy. - powiedział niepewnym głosem i otworzył drzwi do sypialni.
•    - Dlaczego? - Wszedł tam za nim i spojrzał na niego, zamykając drzwi.
•    - Ponieważ nie będę spał nago. Jak chcesz mi wynagrodzić moją stresującą i przyprawiającą o ból głowy rozmowę z Marcusem? - spytał szybko próbując zmienić temat.
•    - Nie zmieniaj tematu. - Podszedł do niego. - Czemu nie chcesz spać nago?
•    - Bo mi będzie zimno – parsknął z ironią.
•    - Powiedziałem ci właśnie coś, czego nie mówiłem jeszcze nikomu. Nie możesz być ze mną szczery?
Blake spojrzał na niego koso.
•    - Taki chcesz być cwany? To patrz – rozpiął szybko guziki koszuli, po czym obrócił się plecami do niego i zsunął ją. Cały dół pleców był praktycznie wypukły. Gładkie i poszarpane blizny krzyżowały się ze sobą i nachodziły na niebie tworząc makabryczny wzór.
•    - I tym mi się kurwa, chwalić nie chce – odwrócił się zły na siebie i sięgnął po koszulę zakładając ją na plecy, bez zapinania guzików.
•    - Kto ci to zrobił? - zapytał cicho i stanął za nim, zdejmując z niego koszulę spokojnie.
•    - Kochany ojczym, a któżby inny? - warknął.
•    - Nie miałeś łatwego dzieciństwa. - Przesunął delikatnie dłonią po bliznach, a potem powtórzył tą ścieżkę wargami. - Ja też mam jedną bliznę. Przy łopatce.
Mężczyzna czując usta chłopaka na bliznach odsunął się gwałtownie.
•    - Co ty...? - na jego policzkach wykwitły rumieńce zażenowania.
Dan uśmiechnął się delikatnie.
•    - Podziwiam cię, że tyle zniosłeś. Ja nie dałbym rady. - Ściągnął z siebie koszulkę i odwrócił się do niego plecami. Przy prawej łopatce podłużną, średniej wielkości bliznę. Była jednak dość poszarpana.
•    - Pamiątka po bidulu? - spytał, oddychając ciężko.
•    - Nie. Wtedy potrafiłem sobie już radzić. Poza tym, nie byłem tam zbyt długo, a inni się mnie bali. To pamiątka po mojej matce.
•    - Matce? - Blake wyrównał oddech i podszedł bliżej dotykając blizny – Ile miałeś wtedy lat?
•    - Nie jestem pewien... ale chyba pięć. To trochę zatarło mi się w pamięci.
•    - Masz szczęście, jeśli nie pamiętasz tego dokładnie. - Blake przesunął ręce z pleców na tors mężczyzny i pocałował go w ramię.
•    - Och, nie. To, co się wtedy stało pamiętam bardzo dokładnie. Nie da się zapomnieć czegoś takiego. - Obrócił się w jego stronę i pocałował lekko. - Dlatego przy mnie nie musisz się wstydzić swoich blizn.
•    - Och, pierdol się – rzucił szorstko. Nie chciał myśleć o tym jak powstały jego blizny, ani skupiać myśli na człowieku który je zrobił. Poczuł wilgoć pod powiekami.
•    - Kurwa! - jęknął i usiadł na łóżku ukrywając twarz w dłoniach.
Dan stanął przed nim i objął go ramionami tak, że jego głowa na wysokości jego brzucha.
•    - Płacz jeśli chcesz. - Pogłaskał go po głowie. - Możesz mi wszystko opowiedzieć, jeśli to przyniesie ci ulgę.
•    - Powiedziałem coś! Zostaw ten temat! - spojrzał na niego z doły rozpalonym wzrokiem, krzycząc po raz pierwszy od początku ich znajomości.
Klęknął przed nim wciąż go jednak obejmując.
•    - W porządku. Przepraszam.
Klatka piersiowa mężczyzny podnosiła się i opadała w szybkich oddechach.
•    - Nigdy... więcej... nie... poruszaj... tego... tematu – wydyszał ciężko, spokojnym głosem, starając się wyrównać oddech.
•    - Nie będę. - Oparł swoje czoło o jego i spojrzał mu w oczy. - Przepraszam – powtórzył.
Blake przygarnął go mocniej do siebie, liżąc po ustach.
•    - Na czym stanęliśmy w salonie? - wymamrotał, choć podniecenie prawie całkiem go opuściło pod wpływem wspomnień.
•    - Chyba na tym, że miałem ci wynagrodzić tą rozmowę z Marcusem. Swoją drogą, obiecuję, że odpłacę mu się za ten kopniak. - Pocałował go mocniej, przesuwając dłonie w dół po jego torsie.
•    - Marcus ci zalazł za skórę? Myślałem, że Troy – napiął się, czując na brzuchu ręce blondyna.
•    - Marcus mnie wtedy kopnął. Miałem koszmarnego siniaka na brzuchu. - Za dłońmi powędrowały jego wargi, te z kolei zajęły się rozpinaniem jego spodni. - A z Troyem trochę sobie wyjaśniliśmy dzisiaj rano.
•    - Taak? To ciekawe, że ci się to udało.
•    - Lydia trochę pomogła. - Przygryzł jego sutek, jednocześnie masując jego męskość przez materiał bokserek.
Blake wypiął biodra w jego stronę, a policzki zaczerwieniły się tym razem z podniecenia.
Dan szarpnął spodnie mężczyzny i zsunął je z niego niżej. Później to samo zrobił z jego bokserkami. Wargi natomiast zsunął na podbrzusze Blake'a.
Mężczyzna westchnął i pozwolił się rozebrać do końca. Wciągnął cicho powietrze czując gorący oddech tak blisko swojego penisa. Był ciekawy czy Dan był tak dobry w tych sprawach jak sugerował wcześniej.
Blondyn zaledwie musnął wargami jego męskość, powtarzając to kilka razy. Dłonie ułożył na jego udach.
Blake spojrzał na mężczyznę znajdującego się między jego nogami i uśmiechnął się delikatnie. Podobało mu się zachowanie Dana, który faktycznie bez przymusu był zdecydowanie bardziej skory do współpracy, ten zaś wziął w usta czubek jego penisa i zassał się na nim, dłońmi zaczynając uciskać biodra mężczyzna i lekko je masować.
•    - Mocniej – mruknął Blake przez zaciśnięte zęby, poruszając biodrami.
 Chłopak przytrzymał go w miejscu, cofając się i patrząc mu w oczy.
•    - Nie popędzaj.
•    - Nie przyzwyczaiłeś się jeszcze, co? - powiedział i chciał uśmiechnąć się szyderczo, lecz Dan zanurzył penisa głębiej w ustach i zaczął kręcić językiem kółka na jego penisie, zasysając się wyjątkowo mocno na czubku, a ręką złapał nasadę jego penisa i zaczął ją masować, sprawiając, że Blake odchylił głowę do tyłu z niekontrolowanym jękiem.
•    - Nnn... rób.. po swojemu – wyrzucił z siebie, skupiając się na uczuciu przyjemności.
Dan zaśmiał się z jego penisem w ustach, co Blake mógł odczuć i nie przestając, zaczął ugniatać dłonią jego jądra.
Mężczyzna poczuł jak wyjątkowa długa abstynencja seksualna i sprawny język chłopaka sprawiają że znalazł się na skraju. W tym tempie nie będzie potrzebował dużo by skończyć.
Chłopak zaczął mocniej poruszać głową, czując, że Blake jest już blisko.
I faktycznie, leżący na plecach mężczyzna westchnął głośno i doszedł w usta Dana.
Blondyn odsunął się w ostatniej chwili, czując, że Blake kończy.
•    - Uważasz, że to zrekompensowało mi trudy rozmowy z Marcusem, czy też masz dla mnie jeszcze jakieś atrakcje? - spojrzał na Dana spod przymrużonych powiek, wyciągając się leniwie na łóżku.
Dan zaśmiał się cicho i usiadł obok niego.
•    - Myślę, że tyle na dzisiaj wystarczy.
•    - Naprawdę...? Ja myślę nieco inaczej – pogłaskał chłopaka po udzie.
•    - Już mówiłem, że dzisiaj tego nie zrobimy. - Spojrzał na niego znacząco, ale nie zepchnął jego dłoni.
•    - Czego? - uśmiechnął się kpiąco, przesuwając ręką w górę i w dół jego nogi.
•    - Dobrze wiesz czego – prychnął pod nosem. - Zmieniając temat... I jak? Przekonany o tym, że moja cena nie jest wygórowana? - Pochylił się nad nim i pocałował lekko.
•    - Mam nadzieję, że pozwolisz, że wypowiem się na ten temat pod koniec twojego pobytu tutaj – mężczyzna odwzajemniając pocałunek ścisnął mocniej jego nogę.
Dan zaśmiał się cicho.
•    - Jak uważasz. - Odsunął się od niego i rozebrał.
•    - Będziesz spał nago? - spytał szybko, obserwując jego ciało.
•    - O to mnie prosiłeś, prawda? - Wsunął się pod kołdrę i położył się na brzuchu.
•    - Prawda. Ale zdaje się, że postawiłeś przy tym warunek, którego ja nie mam zamiaru spełnić. - wstał i poszedł w kierunku łazienki jednak zatrzymał się słysząc odpowiedź Dana.
•    - Powiedzmy więc, że ceną tej usługi będzie szczerość – rzucił. - Przestaniesz udawać przy mnie cynika.
•    - Udawać? - odwrócił się w jego stronę ze zmarszczonymi brwiami.
•    - Nauczyłem się rozpoznawać, kiedy ktoś kłamie. A ty tylko udajesz. Zgrywasz twardziela, a w rzeczywistości jesteś kimś zupełnie innym. Chciałeś mieć partnera, prawda? Kogoś, do kogo mógłbyś wracać.
•    - Każdy kogoś szuka – rzucił i zniknął w drzwiach łazienki.
•    - Każdy, co? - Dan mruknął do siebie i zamknął oczy, czekając aż mężczyzna wróci.
Po kilkunastu minutach Blake wyszedł z łazienki ubrany w długie spodnie i bawełniany podkoszulek. Podszedł do okna i uchylił je, a ciepłe powietrze wpłynęło do pomieszczenia.
Dan spojrzał na niego, nie ruszając się ze swojego miejsca.
•    - To jak? Umowa stoi?
•    - Umowa? - mężczyzna spojrzał na niego pytająco.
•    - Ja będę spał nago, a ty przestaniesz przy mnie udawać.
•    - Niczego nie udaję. A ty śpij jak ci wygodnie – powiedział szybko, wchodząc do łóżka i przykrywając się kołdrą. Pluł sobie w brodę, że poruszył wcześniej ten temat.
Dan zaśmiał się cicho.
•    - Właśnie, że udajesz. - Podniósł się lekko, tak, że oparł ramiona na jego torsie. - Jak mówiłem wcześniej... nie mogę z tobą być. Ale myślę, że w jakiś sposób mogę dać ci namiastkę związku. Przynajmniej przez te trzy tygodnie. - Pocałował go delikatnie.
•    - Ale jesteś łaskawy – prychnął, ale jego serce zabiło zdecydowanie mocniej. Ileż by dał, żeby moc usłyszeć coś takiego naprawdę, a nie za pieniądze. - Przecież i tak po tych trzech tygodniach nigdy więcej cię nie zobaczę, więc nie wiem czemu się upierasz przy moim rzekomym udawaniu czegokolwiek.
•    - Bo cię lubię. To znaczy, jeśli zapomnieć o naszym pierwszym spotkaniu. Ale myślę, że jestem w stanie ci je wybaczyć. - Zaczął bawić się jego włosami. - A poza tym... kto powiedział, że nigdy więcej mnie nie zobaczysz? To będzie tylko twoja decyzja. Mogę dać ci przyjaźń albo seks, albo jedno i drugie. To zależy od ciebie.
•    - Czy ty się aby nie zapędzasz? - Blake rzucił na niego spojrzenie. Czuł się dziwnie. Przyjaźń i seks? Kurwa, zaraz jeszcze wyleci z tekstem o miłości – przymknęło mu przez głowę. Poczuł, że musi się napić. Coś było tu zdecydowanie inaczej niż zwykle i sprawiało, że czuł się nieswojo. Odchylił kołdrę i usiadł na łóżku, odsuwając od siebie Dana.
Blondyn zaśmiał się cicho.
•    - W porządku, tylko żartowałem. Masz rację, więcej mnie nie zobaczysz. - Odwrócił się do niego plecami i zamknął oczy.
Blake szarpnął za jego ramię, sprawiając że ten położył się na plecach. Przełożył nad jego biodrami nogę i klęknął nad nim, podpierając się rękami przy materacu obok jego szyi.
•    - Co miałeś na myśli mówiąc tamto?
Dan spojrzał mu w oczy.
•    - Zależy co masz konkretnie na myśli. Poza tym, już przed chwilą powiedziałem, prawda? Tylko się z tobą droczę.
Mężczyzna popatrzył na niego i poczuł, że jednak zdecydowanie musi się napić. Był zdezorientowany i zły. Zszedł z chłopaka i znów popatrzył na jego nagie ciało.
•    - Nie jestem typem człowieka z którym się droczy. - zamilkł i zamyślił się. - Idę do salonu, potrzebuję drinka – poinformował go wychodząc z pokoju.
Dan pokręcił głową ze smutnym uśmiechem i zamknął oczy.
•    - Idiota ze mnie – szepnął do siebie.
Już dawno nauczył się, że nie warto odkrywać się przed innymi, a właśnie sam złamał swoje zasady. I po co? Żeby tylko przekonać się, że to nie daje nic dobrego.
Koniec z tym. Musi to po prostu przetrwać. Jutro pójdzie z nim do łóżka i na tym skończą się ich emocjonalne rozmowy.
Tymczasem Blake wparował do salonu i szybko nalał sobie porcję whisky. Wychylił jej zawartość jednym haustem. O co tamtemu chodziło? Zacisnął pięści i nalał sobie jeszcze raz. Wypił równie szybko i nie wytrzymując ruszył z powrotem do sypialni. Gdy się w niej znalazł zauważył, że Dan na szczęście jeszcze nie śpi. Pochylił się nad nim kładąc swoją dłoń na klatce piersiowej chłopaka.
•    - O co ci chodziło gdy mówiłeś, że to zależy tylko ode mnie czy będę miał przyjaźń i seks? Co ty knujesz? - jego głos był już nieco zniekształcony przez alkohol, ale zaciśnięte usta świadczyły o tym, że nie odpuści dopóki nie uzyska odpowiedzi na to pytanie.
Blondyn zmarszczył brwi i podniósł się do siadu.
•    - Jesteś pijany. I już to mówiłem, ale powtórzę. Tylko żartowałem.
•    - Dan! - Blake docisnął rękę, wbijając go w łóżko – nie wkurwiaj mnie. Tamto nie było żartem! 
Chłopak jęknął cicho bardziej z zaskoczenia niż z jakiegoś bólu.
•    - Nie będę rozmawiał z tobą, kiedy jesteś pijany.
•    - Z tobą się w ogóle nie da rozmawiać! Masz albo jakieś pretensje, albo jakieś fochy. Ja pierdolę! - puścił go i stał obok łóżka oddychając ciężko. Gwałtownie obszedł łóżko i usiadł na nim z drugiej strony, przecierając ręką twarz.
•    - Tak, masz rację – warknął Dan po chwili ciszy. - Każdy kogoś szuka. I każdy czuje się samotny. Wiesz o mnie więcej niż ktokolwiek. To takie dziwne, że proponuję ci przyjaźń? Bo mogę dać ci tylko to i seks. Ale przyzwyczaiłem się już, że to pierwsze jest przereklamowane. Tak więc nie martw się, jutro doprowadzimy jeden z punktów umowy do końca. - Podczas tej przemowy wstał i ubrał bokserki, a kiedy skończył mówić, wyszedł z sypialni.
Blake potrząsnął głową i próbował zebrać myśli. Miał niejasne wrażenie, że zostało powiedziane coś bardzo ważnego. Wstał chwiejnie i ruszył za Danem.
Chłopak zszedł do kuchni, licząc, że o tej porze nikogo tam nie zastanie. Było już stosunkowo późno.
Jednak już po chwili przyszedł do niego Blake, trzymając w ręku butelkę z alkoholem. Pociągnął z niej i podszedł bliżej Dana, zostawiając ją na blacie. Jedną rękę oparł na biodrze chłopaka, a drugą na torsie.
Odsunął go od siebie natychmiast.
•    - Upiłeś się. Cholera jasna, po coś brał jeszcze tą butelkę?
•    - Dla kurażu – głos Blake zdecydowanie świadczył o jego stanie upojenia, a zdania które wypowiadał były wymawiane jakby bez jego udziału.
•    - Wracaj do łóżka, nie będę z tobą dyskutował w takim stanie.
•    - Chodź ze mną – spojrzał na niego i pocałował go mocno i krótko w usta a następnie oparł głowę o jego ramię.
•    - Nie zamierzam. Idź na górę, bo nie mam ochoty szukać w tym wielkim domu Troya. Sam cię do sypialni na pewno nie zaniosę.
•    - Ale chodź! Pójdziesz? Proszę? - szepnął pijacko i cmoknął go od dołu w szczękę. Za nic nie przypominał tego stanowczego, opanowanego i stonowanego mężczyzny którym był na co dzień.
Dan westchnął cicho.
•    - Pod warunkiem, że alkohol zostanie tutaj, a ty nie będziesz się do mnie dobierał.
•    - Ale dlaczego alkohol ma zostać? Mówisz mi takie rzeczy, że czuję się skonduf... skufun... skodun... skonfundowany, a drink pomaga oczyścić głowę. No spanie jest warunkiem umowy.- wyrzucił z siebie
•    - Alkohol ma zostać, bo jesteś już wystarczająco pijany. A ja dzisiaj nie będę już więcej mówił, więc żaden drink nie będzie ci potrzebny. Umowę, jak już mówiłem, dopełnimy jutro, kiedy wytrzeźwiejesz. Chodź. - Pociągnął go za sobą do sypialni.
Blake dał się zaprowadzić do pokoju nic nie mówiąc i nie próbując dotknąć Dana, ale w momencie gdy położyli się do łóżka, a chłopak odwrócił się do niego plecami przygarnął go mocno do siebie. Jego uchwyt był mocny i pewny. Ręką przyciskał jego brzuch do swoich bioder, a brodą dotykał tyłu głowy chłopaka.
Dan nie zaprotestował i zamknął oczy. Był już zmęczony.
Blake pocałował go w kark, a ręką zaczął wędrować po całym brzuchu chłopaka, jednak wnioskując po braku reakcji że ten już śpi, westchnął ciężko i zamknął oczy.


Następnego dnia Blake'a obudził pulsujący ból głowy. Otworzył oczy i zaklął, gdy światło słoneczne wpadające przez okno zaświeciło mu prosto w twarz. Było zdecydowanie zbyt jasne. Podniósł się powoli i spojrzał na Dana. Ten spał na boku, z jedną nogą pod, drugą nad kołdrą i odsłoniętą klatką piersiową. Zarejestrował ten fakt i mrużąc oczy wszedł do łazienki. Z szafki za lustrem wyciągnął dwie tabletki i popił je wodą z kranu. Pomału wszedł pod prysznic i ustawił się pod słabym strumieniem letniej wody. Oparł ręce o kafelki i pochylił głowę, ustawiając kark w ten sposób by woda spływała po jego plecach. Trwał w takiej pozycji przez jakiś czas, a następnie zaczął się myć. Gdy spłukiwał szampon z włosów zmartwiał. Przypomniało mu się jak rozmawiał z Danem. Syknął pod nosem gdy zdał sobie sprawę jak się do niego łasił i prosił by poszedł z nim spać. Zacisnął zęby, wściekły na siebie samego.
•    - Kurrrrwa – wyrwało mu się na głos. Wytarł się i nagi wszedł do sypialni.
Dan wciąż spał, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Blake myśląc intensywnie założył garnitur, a następne wyciągnął pokrowiec na następny i zapakował go. Wyjął małą torbę podróżną i spakował dwie koszule, bieliznę i kilka drobiazgów. Spojrzał raz jeszcze na chłopaka leżącego w łóżku i pochylił się nad nim całując go w policzek. Poszedł do kuchni, gdzie Lydia stawiała przez Troyem kubek kakao.
•    - Dzień dobry panie Rifgard – dziewczyna uśmiechnęła się do niego lekko, a ten skinął jej głową, odkładając rzeczy na krzesło obok siebie.
•    - Zrobisz mi kawę? Tylko mocną, dobrze? - gdy dziewczyna odwróciła się w stronę ekspresu popatrzył na Troya.
•    - Wyjeżdżam na krótko. Dzień, może dwa.
Ochroniarz spojrzał na niego pytająco. Jednak Blake skierował na niego zmęczony wzrok czując, że kac nie mija. Lydia postawiła przed nim kawę, jednak niczego nie komentowała. Zaproponowała kawałek ciasta, jednak mężczyzna machnął zrezygnowany ręką i biorąc filiżankę, bez słowa ruszył w kierunku wyjścia z kuchni, jednak zatrzymał go wchodzący do Dan, który skierował swój wzrok na mężczyznę. Może wczoraj obiecał sobie, że skończy z tymi analizami, ale to, że wyjeżdżał akurat dzisiaj, kiedy powiedział, że mu się w końcu odda, było co najmniej dziwne.
Blake spojrzał na niego i minął go bez słowa.
•    - Zamierzasz uciekać? - Dan odwrócił się w jego stronę, nie zwracając uwagi na Lydię i Troya.
Blake zatrzymał się i bez odwracania się powiedział:
    - Wrócę za dzień, lub dwa. Jak chcesz możesz się przez ten czas zająć swoimi sprawami czy czym tam chcesz. - mężczyzna wyszedł na korytarz, upijając łyk kawy i odstawiając filiżankę na stolik przy drzwiach i biorąc swoje rzeczy skierował się w stronę wyjścia.
Blondyn poszedł za nim.
•    - To co najmniej dziwne, że wyjeżdżasz akurat po tym, co wczoraj powiedziałem.
•    - Ja tam nie widzę w tym nic dziwnego. - niespiesznie odwrócił się w jego stronę.
•    - A ja całkiem sporo. To w końcu ty nalegałeś na seks.
•    - A ty teraz nabrałeś ochoty?
•    - No cóż, wczoraj powiedziałem, że zrobimy to dzisiaj, prawda?
•    - Powiedziałeś to bo byłem pijany, a ty chciałeś żebym się odczepił. Poza tym chyba pamiętasz co powiedziałem wcześniej?
•    - Nie, powiedziałem to, bo tak postanowiłem. I zależy o co ci chodzi. Wczoraj wiele mówiłeś.
•    - Nie mówię o wczoraj – prychnął – mówię o tym co mówiłem, jak do mnie przyszedłeś.
•    - Sprecyzuj.
•    - Miałem nie naciskać. A zdaje się, że wczoraj naciskałem i to dość mocno. Najlepiej będzie jeśli po prostu na chwilę wyjadę, a ty zbierzesz myśli.
•    - Nie przypominam sobie, żebyś wczoraj naciskał na seks. A poza tym, nie potrzebuję zbierać myśli. Wszystko przemyślałem.
Blake podniósł brew.
•    - Tak?
•    - Tak. Coś w tym dziwnego?
•    - Dziwnego? Nie... - Blake odłożył torbę i pokrowiec na podłogę i zrobił krok w stronę Dana.
Blondyn nie ruszył się z miejsca, patrząc na niego i czekając na to, co zrobi.
Mężczyzna podszedł bliżej niego, ale zatrzymał się nie dotykając go. Pochylił się nad nim:
•    - Przemyślałeś WSZYSTKO? I co ci z tych przemyśleń wyszło?
•    - Tak, wszystko. A to, co mi wyszło niech zostanie tylko dla mnie.
Blake cofnął się o krok.
Dan nie przestał go obserwować, jednak sam się nie ruszył.
•    - Skoro tak stawiasz sprawę – Blake skrzywił się i odwrócił – najwyraźniej potrzebujesz dnia by zdecydować czym będziesz raczył się ze mną podzielić w tej kwestii. Podniósł swoje rzeczy i ruszył w stronę drzwi.
•    - No dobrze, więc konkretnie jaki temat moich przemyśleń cię interesuje? Jednak Blake nie odpowiedział i wyszedł z domu. Wewnątrz aż w nim buzowało. Ten chłopak był okropny i niereformowalny! Najpierw mówi, że prześpi się z nim dzisiaj, a później nie chce potwierdzić swojej zgody na bycie na dole. Blake zszedł ze schodów rezydencji i zamknął na chwilę oczy. Odetchnął głęboko, przystając w miejscu. Nie umiał z nim rozmawiać, a na pewno nie będzie go o nic prosił. Ojczym wielokrotnie dał mu do zrozumienia, że tylko słabeusze o coś proszą, a prawdziwi mężczyźni biorą siłą to co im się należy.
Dan westchnął i wyszedł za nim, opierając się o drzwi.
•    - Pytam poważnie. Co konkretnie cię interesuje?
Blake odwrócił się gwałtownie i szybkim, sprężystym krokiem podszedł do chłopaka. Złapał go pod brodę mocno i uniósł jego twarzy do góry i wysyczał:
•    - Nie baw się ze mną w słowne przepychanki...! - pocałował go mocno w usta, wzmacniając chwyt na jego twarzy, a następnie oderwał się i spojrzał mu w oczy.
•    - W nic się z tobą nie bawię – odpowiedział spokojnie po krótkiej chwili na złapanie oddechu. - Po prostu nie rozumiem o co ci chodzi.
Blake miał dość. Wkurzało go opanowanie chłopaka i jego opór. Czuł, że wszystko w nim wrze. Ileż można prowadzić tę bezsensowną rozmowę, w której najwyraźniej nie potrafili się zrozumieć. Popchnął chłopaka, a gdy ten oparł się o drzwi oparł jedną rękę na klatce piersiowej Dana, a drugą znów złapał go za szczękę.
Tym razem chłopak sam wyszedł z inicjatywą i pocałował go równie mocno, co on chwilę temu.
Blake odwzajemnił pocałunek z furią. Nie starał się być delikatny i miał w głębokim poważaniu fakt, że stali na zewnątrz. Docisnął go mocniej do drzwi, a rękę którą podtrzymywał jego żuchwę przesunął i oparł o drzwi.
Blondyn objął go za kark, przymykając oczy. Lubił tą jego spontaniczność.
•    - Tak lubisz? - Blake zauważył zamknięte oczy chłopaka i odchylił się, by po chwili skupić się na jego szyi, na której zassał się mocno.
•    - Ach... cholera. Nie tutaj, Blake.
•    - Nie tutaj, czy nie teraz? - Blake uśmiechnął się wrednie, masując przez spodnie krocze chłopaka. Dan jęknął cicho.
•    - Przede wszystkim nie tutaj.
•    - A gdzie chcesz? - Blake uśmiechnął się mściwie – gdzie mi się oddasz?
•    - W twojej sypialni. - Pocałował go znowu, gryząc w wargę.
•    - I znowu mi stchórzysz w połowie?
•    - Powiedziałem ci wczoraj, że zamierzam to dzisiaj zrobić. Ja nie tchórzę.
•    - Obyś był słowny. - oderwał się od niego i otworzył drzwi – Idź pierwszy.
Spojrzał na niego raz jeszcze i wszedł do środka, kierując się od razu do jego sypialni.
Blake jednak nie poszedł od razu za nim, tylko wrócił po zostawione rzeczy. Zaniósł je do swojego gabinetu, wiedząc że będą mu wkrótce potrzebne. Następnie zszedł do pokoju w piwnicy po kilka akcesoriów.
Dan tymczasem wszedł do sypialni i zaczął się rozbierać, nie czekając na niego, dzięki czemu gdy Blake wszedł do pomieszczenia jego oczom ukazał się nagi chłopak, który słysząc otwierające się drzwi odwrócił się.
•    - Tak ci pilno? - Blake otaksował jego sylwetkę spojrzeniem.
•    - Tobie nie? - Podszedł do niego powoli.
Ten jednak nie odpowiedział, obserwując Dana. Rzeczy które przyniósł, odłożył od razu po wejściu do sypialni, więc teraz tylko stał z rękami w kieszeniach i prześlizgiwał wzrokiem po ciele chłopaka.
Chłopak zaczął odpinać koszulę mężczyzny, nie krępując się jego wzrokiem.
Blake pozwolił na to wciąż go nie dotykając, a jedynie uśmiechając się nieco kpiąco. Był ciekawy jak dalej potoczy się akcja i zdecydowanie liczył na to, że Dan się nie wycofa.
•    - Mówiłem ci to już wcześniej, ale powtórzę. Czuję się niezbyt komfortowo, kiedy tylko tak stoisz. - Ściągnął z niego koszulę.
•    - To co chciałbyś żebym zrobił? - pochylił się nad nim i polizał go po szyi, w miejscu gdzie widać było zrobioną wcześniej malinkę.
•    - No nie wiem... Może zabrał się do roboty? - Zaczął ściągać z niego spodnie.
•    - Chcesz powiedzieć, że oddajesz mi inicjatywę? Oddajesz... siebie? - podniósł brew ze złośliwym uśmieszkiem.
•    - Tak, dokładnie to chcę powiedzieć. - Przygryzł skórę na jego szyi, zdecydowanie mało delikatnie.
•    - I zrobisz wszystko co będę chciał? - spojrzał na niego bystrzej.
•    - W granicach rozsądku. - Spojrzał na niego poważnie. Był gotowy mu się oddać, ale wiedział, że seks z nim może nie być do końca normalny. A już na pewno nie będzie przeciętny.
•    - Skąd pewność, że umiem zachować granice rozsądku? - zdjął z siebie resztę ubrań i podszedł do chłopaka i położył mu rękę na podbrzuszu, kciukiem muskając nasadę jego penisa. - Poza tym może ja wcale nie chcę ich zachowywać?
•    - Dlatego jedną z zasad jest to, że nie pozwolę ci się związać. Jakiś instynkt samozachowawczy jeszcze mam. - Pocałował go, tym razem spokojnie.
Blake odsunął się od jego ust, a ręką zaczął schodzić coraz niżej, obejmując miękkiego jeszcze penisa.
•    - Równie dobrze możesz w tym momencie wyjść z tego pokoju. Bo wiązania sobie nie odmówię.
•    - Chyba żartujesz. Właśnie powiedziałeś mi, że nie zamierzasz zachowywać żadnych granic i uważasz, że ot tak pozwolę ci się związać?
•    - Zdaje się, że zapomniałeś, że tym razem to ty przyszedłeś do mnie. I liczyłeś się z rzeczami które się z tym wiążą, czyż nie? - Blake wzmocnił uchwyt na penisie i zaczął poruszać ręką i w górę i w dół.
Dan zacisnął na chwilę wargi, powstrzymując jęk.
•    - Owszem, liczyłem się z wieloma rzeczami, ale nie zamierzam odbierać sobie drogi ucieczki, gdybyś przesadził.
•    - Drogi ucieczki? Powiedziałem, jeśli chcesz możesz jeszcze wyjść, a ja znajdę sposób by odebrać moje pieniądze. Jeśli jednak zostaniesz znaczy, że godzisz się na wszystko. - Blake luzował lub wzmacniał stymulująco męskość chłopaka, która zaczynała sztywnieć.
Dan zaklął pod nosem. On i jego przeklęty honor.
•    - W porządku.
•    - Jesteś pewien? - głos Blake'a był zimny i ostry.
•    - Próbujesz mnie zniechęcić? - Uniósł brew.
•    - Raczej ostrzec. Później nie będziesz miał możliwości wycofnia. I zostaniesz tu na trzy tygodnie...
•    - To nie znaczy, że przez trzy tygodnie mam lądować z tobą w łóżku.
•    - Masz rację. Zostaje jeszcze pokój w piwnicy, kuchnia, dywan, mój gabinet... - powiedział powoli obserwując twarz Dana.
•    - Miałem na myśli, że przez ten czas nie muszę cały czas uprawiać z tobą seksu.
Blake nic nie powiedział. W końcu jakby Dan chciał się wycofać, to już by to zrobił. Z taką myślą przesunął ręce na jego pośladki i zaczął je masować i rozchylać, a ustami chwycił go za płatek ucha i zassał się na nim.
Dan zaczął błądzić wargami po jego torsie, dłoń zsuwając na jego penisa.
•    - Na łóżko – zakomenderował Blake. Podczas ich nieobecności Lydia musiała tu być, bo łóżko było zaścielone, a porozrzucane ubrania sprzątnięte.
Dan parsknął cicho, ale pociągnął go za sobą na mebel.
Mężczyzna położył się na nim, opierając się dłońmi po obu stronach jego klatki piersiowej i pochylił się całując i zasysając się na sutku.
Chłopak mruknął cicho z aprobatą, wplatając dłoń w jego włosy.
Blake pocałunkami schodził w dół jego klatki piersiowej zatrzymując się nad penisem i zaczynając go lizać.
Dan westchnął cicho. Ten facet zdecydowanie umiał sprawić mu przyjemność.
Blake wsunął czubek penisa do ust i zassał się na nim, jednocześnie rozchylając szeroko nogi leżącego chłopaka.
Blondyn obserwował jego twarz. Jego penis już dawno był sztywny.
Ssąc i poruszając głową Blake umiejętnie pobudzał Dana, a gdy ten odchylił głowę do tyłu i napiął mięśnie brzucha zaczął głaskać jego pośladki i przygryzać je.
Dan w reakcji machinalnie spiął się nieco, kiedy Blake dotykał jego pośladków, ale rozluźnił się po chwili. Na razie nie robił nic złego.
Blake uśmiechnął się pod nosem czując że Dan się uspokaja. Przejechał palcem po jego szparce, najpierw szybko, potem zdecydowanie wolniej, ale nadal nie dotykał jego dziurki
•    - Zaczynam wierzyć, że jesteś całkiem wredny, wiesz? - rzucił Dan.
•    - Czyżbyś wcześniej w to nie wierzył? - Blake podniósł nieco głowę i zobaczył, jak chłopak przygryza dolną wargę w napięciu. Cmoknął jego jądra, ale palcem wciąż przesuwał w górę i dół jego szparki.
•    - Powiedzmy, że miałem nadzieję, że się mylę. - Westchnął cicho.
Blake podniósł się przysiadając na piętach.
•    - Usiądź.
Dan spojrzał na niego zaskoczony, ale podniósł się do siadu.
•    - Zegnij nogi w kolanach i rozstaw stopy szeroko.
Posłuchał go, choć nie bardzo wiedział do czego to zmierza.
Blake zszedł z łóżka i podał mu lubrykant. - Wiesz co chcę byś zrobił? Kiedy do Dana dotarło, czego mężczyzna od niego oczekuje, zarumienił się, bo nigdy nie przyszłoby mu to do głowy.
•    - Żartujesz, prawda?
•    - Czy wyglądam jakbym żartował? - Blake stanął obok łóżka patrząc na niego, jednak już się nie uśmiechał.
•    - Zwariowałeś – stwierdził. - Doskonale wiesz, że sam nie przygotuję się odpowiednio.
•    - O to się nie martw, pomogę ci. - pozwolił by te słowa dotarły do Dana – Ale później. Teraz sam.
Dan zaklął pod nosem i wylał lubrykant na swoją dłoń. Robił wiele różnych rzeczy, ale to było tak cholernie krępujące.
Blake przysiadł na łóżku, dokładnie naprzeciw rozkraczonego chłopaka i skierował swój wzrok na jego krocze.
Chłopak skierował dłoń na swoje pośladki i wsunął w siebie jeden palec ostrożnie, starając się nie patrzeć na mężczyznę.
•    - Nie musisz się śpieszyć – Blake porzucił obserwację palców Dana na rzecz jego twarzy. Był cały zaczerwieniony – poza tym powinieneś się cieszyć, że możesz to robić w swoim tempie... - podniósł kącik ust w imitacji uśmiechu.
Blondyn nic na to nie odpowiedział, poruszając tylko palcem w sobie. Nie zamierzał go już do niczego przekonywać ani z nim dyskutować. Za trzy tygodnie wróci do swojego życia i więcej go nie zobaczy.
•    - Już? Chcesz bym dalej ja robił? - Blake po kilku chwilach pochylił się w jego stronę i pocałował go w kolano zaczynając głaskać jego łydkę
•    - Tak – odparł szybko Dan i zabrał swoją dłoń.
•    - Połóż się. Kolana do klatki piersiowej. I szeroko – zakomenderował Blake
•    - Musisz wymyślać takie pozycje? Są całkiem niewygodne, wiesz? - mruknął, ale spełnił polecenie.
•    - Zauważ, jak bardzo jesteś dla mnie otwarty – spojrzał na jego widoczną dziurkę i poklepał ją dwoma palcami, nie wkładając ich do środka.
Dan wciągnął cicho powietrze.
•    - Właśnie. Są też krępujące.
Blake wziął lubrykant i nawilżył pałce, delikatnie wkładając jeden do środka.
Chłopak przygryzł wargę, powstrzymując się od jęku. Było inaczej, kiedy robił to Blake, ale mimo wszystko to było też mniej krępujące.
Mężczyzna wiercił w nim jednym palcem próbując trafić na odpowiedni punkt. Gdy mu się to udało Dan jęknął a on uśmiechnął się do siebie.
•    - Włożyć jeszcze jeden?
•    - Tak – odpowiedział, powstrzymując się przed kolejnym jękiem.
Blake powoli włożył drugi palec i zaczął rozciągać jego otworek. Zauważając napięcie chłopaka pocałował go w pośladek, a drugą ręką sięgnął do jego penisa.
Dan jęknął cicho, pozwalając mu przygotować go na coś więcej. Doskonale pamiętał, że wtedy późniejsze uczucie nie było przyjemne.
Blake cierpliwie kręcił palcami, napierając na ścianki i drażniąc jego prostatę. Przysunął się bliżej niego i zaczął na nowo składać pocałunki na jego członku.
•    - Trzeci...?
Blondyn przygryzł wargę.
•    - Nie pytaj, po prostu to zrób.
Po chwili poczuł jak w jego dziurce zagłębia się kolejny palec. Blake odetchnął i delikatnie wycofywał i wpychał palce, starając się za każdym razem dotykać go w środku w taki sposób by było mu dobrze. Dodatkowo zaczął więcej uwagi przykładać do sztywnego penisa Dana. Wziął go naprawdę głęboko do ust i zamruczał.
Chłopak jęknął głośno. Cholera, jeśli Blake dalej będzie to robił, to długo nie wytrzyma.
Mężczyzna zaczął poruszać głową w górę i dół pozwalając by członek Dana przesuwał mu się po podniebieniu. Palcami poczynał sobie coraz śmielej i mocniej.
•    - Blake... już wystarczy.
Ten podniósł na niego spojrzenie i wypuścił penisa z ust.
•    - Wystarczy...? - uśmiechnął się.
•    - Wystarczy – powtórzył i spojrzał na jego twarz.
•    - Jesteś gotowy?
•    - Tak.
Blake zaczął całować jego brzuch, mostek, szyję i brodę aż doszedł do ust. Zawisł nad nim, pozwalając by chłopak poczuł jego sztywnego penisa pośladku.
•    - Mam nadzieję, że wyniosłeś naukę z naszego ostatniego spotkania – tchnął mu w usta całując go mocno – mam to zrobić szybko czy wolno?
Dan ułożył się normalnie i objął go zaszyję, oddając pocałunek.
•    - Powoli.
Blake wytarł palce w swojego penisa i naparł delikatnie na jego rozluźniony otworek. Od razu poczuł jak mięśnie się zaciskają dlatego przystopował i zaczął go całować nieco delikatniej niż miał w zwyczaju. Zaczął się wsuwać dalej, bardzo spokojnie i cierpliwie, popatrując na reakcję Dana.
Chłopak zacisnął zęby, obejmując go nieco mocniej i starając się rozluźnić. Niewątpliwie bolało mniej niż wtedy, ale jednak bolało.
Blake przestał się poruszać dając możliwość przyzwyczajenia się Danowi do uczucia rozpierania
•    - Jak to możliwe, że tak seksowny chłopak jeszcze nigdy nie wylądował na plecach? - szepnął prawie że czule.
Dan parsknął cicho, powoli się przyzwyczajając.
•    - Zapewniam cię, że lądowałem na nich nie raz.
•    - Ale bez penisa w tyłku co? - pocałował go, chcąc złagodzić nieco swoje słowa.
•    - Na to nikomu nie pozwoliłem. - Oddał pocałunek.
•    - Nnn... ciaśniutki jesteś – wczuł się w pocałunek, starając się by Dan się zrelaksował.
Ten rozluźnił się w końcu, przesuwając językiem po jego wardze.
•    - Możesz się ruszyć – mruknął.
Blake już na samym skraju swojego opanowania pchnął biodrami do przodu, jednak ciągle nie dobijał do końca, całując Dana po podbródku i szyi.
Chłopak był mu wdzięczny za takie tempo i pocałunki. Pomagały mu się rozluźnić.
Blake wysunął się i wbił trochę mocniej czując, że nie wytrzyma i za moment wejdzie w niego jednym szybkim ruchem, jednak starał się wyrównać oddech i skupić na chłopaku tak uroczo rozłożonym pod nim. Chciał by jego pierwszy raz był o wiele przyjemniejszy niż jego. Dodatkowo docenił jego gotowość do oddania się już drugiego dnia pobytu i chciał by w kolejne również miał na to ochotę. Wpił się w jego usta i zassał na dolnej wardze.
Dan oddał pocałunek, przesuwając wargami po jego policzku i w końcu docierając do ucha.
•    - W porządku. Nie musisz się powstrzymywać – szepnął. Dobrze wiedział jakie to było trudne z własnego doświadczenia, a dla Blake'a pewnie jeszcze trudniejsze skoro był raczej gwałtowny. I widział, że mężczyzna jest na skraju.
Ten jednak dobił do końca powoli. Odetchnął ciężko i zaczął się poruszać, czując napływającą przyjemność.
Dan też odetchnął, kiedy Blake wszedł do końca. A potem jęknął cicho, kiedy już po kilku ruchach trafił w ten specyficzny punkt.
Mężczyzna głośno jęknął i zaczął wysuwać się i wsuwać powoli, ale w stałym tempie. Gdy po jęku rozkoszy domyślił się, w które miejsce powinien celować odchylił się nieco i złapał Dana za biodra wsuwając się pod nieco innym kątem.
Chłopak jęknął głośniej, poruszając się pod nim lekko. Nie myślał, że to będzie takie intensywne.
Blake umocnił chwyt i zaczął poruszać się coraz szybciej i tym samym z coraz większą częstotliwością muskał jego prostatę. Dodatkowo złapał jego penisa i zaczął poruszać dłonią w rytmie swoich pchnięć.
Dan jęczał już przy prawie każdym jego ruchu, choć starał się hamować. Czuł, że długo już nie wytrzyma.
Mężczyzna z zadowoleniem przysłuchiwał się temu patrząc na rozgrzaną twarz chłopaka. Wyszedł prawie całkiem i wbił się po same jądra, dociskając i zaczynając falować biodrami. Przyśpieszył także ruchy ręki, wzmacniając i luzując uścisk.
Chłopak doszedł z cichym krzykiem, szarpiąc się pod nim.
Blake uśmiechnął się zmęczony i czując pulsowanie mięśni otaczających jego męskość pchnął kilka razy dochodząc szybko.
Dan przymknął oczy, uspokajając przyspieszony oddech.
Blake zdyszany opadł na niego i pocałował go w skroń, po czym stoczył się na pościel i zaczął głaskać brzuch chłopaka rozcierając tym samym spermę.
Ten zaś spojrzał na niego, kiedy już się uspokoił.
•    - I jak? Zadowolony? - wymruczał, zmęczony.
•    - Ja? To chyba dość oczywiste. Pytanie jak ty się czujesz z .... tym – mężczyzna głaskając jego ciało przesunął dłoń między nogi chłopaka, trafiając palcem na rozluźnioną dziurkę, z której pod wpływem nacisku wypłynęła odrobina nasienia.
•    - Hej, mógłbyś dać mi trochę odpoczynku, wiesz? - Zaśmiał się cicho. - Było bardzo przyjemnie – dodał po chwili. - Gorzej pewnie będę czuł się jutro.
•    - Przyjemne, huh? - mężczyzna zabrał rękę i podciągnął się na ramionach całując go w usta Oddał pocałunek spokojnie, odpychając go jednak po chwili.
•    - Pozwól, że teraz się wykąpię. - Podniósł się, już odczuwając skutki tej zabawy.
•    - Idź, idź. Pójdę zaraz po tobie. - westchnął zadowolony, przekręcając się na plecy i podkładająć sobie ręce pod głowę.
Dan poszedł do łazienki i wziął prysznic. Wyszedł z niej po jakimś czasie i wybrał sobie jakieś ciuchy, ubierając się.
•    - Idę do kuchni. Zrobiłem się głodny.
•    - Zdaje się, że ominęło cię śniadanie... - rozluźniony Blake wydawał się być nieco bardziej przystępny. - Powiedz Lydii, żeby przygotowała dla mnie tosty, dobrze?
•    - Jasne. - Wyszedł z sypialni.
Blondyn wszedł do kuchni, czując nieprzyjemne ściskanie żołądka. Nie jadł dzisiaj śniadania, a w dodatku po seksie zawsze robił się głodny.
Troya nie było już w kuchni, a Lydia wygniatała na stolnicy ciasto na spód do szarlotki. W całej kuchni rozchodził się zapach jabłek smażonych z cynamonem.
Dan mruknął cicho.
•    - Ładnie pachnie. - Stanął za nią i pocałował ją w policzek. - Zrobisz mi coś do jedzenia, ładnie proszę? I Blake chciał tosty.
•    - O... - Lydia zarumieniła się ze szczęścia – jasne, pewnie! Co byś chciał?
•    - Cokolwiek. - Uśmiechnął się. - Zdaję się na ciebie. - Usiadł przy stole.
•    - Na słodko, na słono? - Lydia już szorowała ręce pod kranem, myśląc intensywnie o tym co mogłaby zaproponować Danowi na śniadanie
•    - Na słodko. - Tak, słodycze zdecydowanie były jego słabością.
•    - Może zatem naleśniki z karmelem? Albo z bananami i lodami plus bita śmietana? Czy raczej z twarożkiem i musem truskawkowym? Albo ze smażonymi jabłkami i lodami? - dziewczyna była w swoim żywiole.
Dan zaśmiał się cicho.
•    - Wystarczą z karmelem. A lody możesz mi dać osobno.
Lydia wsypała do miski mąkę, wbiła jajko, dolała wody gazowanej i mleka i uruchomiła mikser. Co i rusz dodawała któregoś ze składników, po czym wsypała łyżeczkę cynamonu i odstawiła całość na bok. Na gazie postawiła rondelek do którego wsypała cukierki – krówki i dwie łyżeczki masła. Sięgając po składniki potrzebne do tostów odwróciła się w stronę Dana:
•    - Pan Rifgard przełożył spotkanie?
•    - Spotkanie? - Uniósł brew. - Aaa... to spotkanie. - Zorientował się po chwili o co może chodzić. - Myślę, że tak.
•    - To do niego niepodobne. Może mieć później kłopoty – zafrasowała się dziewczyna, mieszając drewnianą łyżką w rondelku. Na blacie rozgrzewała toster.
•    - Nie będzie żadnych miał, to spotkanie nie było ważne. - Uśmiechnął się, rozbawiony. Spotkanie, co?
•    - Nie, nie. Nie mieszkasz tu na co dzień, więc nie wiesz, pan Rifgard wyjeżdża co miesiąc na spotkanie ze swoimi zastępcami w firmach. Rozumiesz, jakieś tam ważne sprawy, podpisywanie zleceń czy coś. Ja się na tym tak bardzo nie znam. - dziewczyna zmniejszyła gaz pod masą karmelkową.
•    - No cóż, skoro został to chyba nie będzie miał jakichś wielkich kłopotów. Ja też się na tym nie znam.
•    - No ale faktycznie, pan Rifgard był strasznie z rana wymizerowany! Dawno go takiego nie widziałam. Nie wiem czy mam się martwić – dziewczyna paplała słodko, naiwnie nieświadoma i zaczęła rozgrzewać patelnię ceramiczną przeznaczoną do smażenia naleśników. Posmarowane masłem kromki włożyła do tostera.
•    - Myślę, że był po prostu zdenerwowany. Nie martw się, już mu przeszło i wygląda całkiem dobrze.
•    - Mam nadzieję. Bo bardzo nie lubię gdy jest zły – przyciszyła głos i rzuciła szybkie spojrzenie w stronę chłopaka, wylewając na patelnię porcję ciasta naleśnikowego.
•    - Kiedy tu szedłem, wyglądał na całkiem zadowolonego.
•    - Och, co za ulga! - Lydia przełożyła naleśnika na talerz i wylała kolejną porcję.
Zaśmiał się cicho.
•    - Jest aż tak zły, kiedy nie ma humoru?
•    - Oj bardzo! Zazwyczaj jest bardzo spokojny i uprzejmy, ale gdy ma zły humor, lub coś pójdzie nie po jego myśli jest bardzo ... - Lydia spojrzała na swoje ręce, po czym zsunęła z patelni kolejny naleśnik. Tosty kończyły się dopiekać, więc nastawiła kolejną porcję.
•    - Bardzo? - dopytał. Wolał to wiedzieć, skoro miał tu zostać jeszcze przez długi czas.
•    - No wiesz... Potrafi być przykry, tak? Dlatego ci wczoraj radziłam byś się postarał... - wzruszyła ramionami speszona i wyjęła z lodówki dżem, wędlinę i plasterki sera żółtego. Przełożyła kolejnego naleśnika. Sięgnęła po umyte pomidory i zaczęła je kroić w plasterki, pilnując patelni.
•    - No cóż, na razie nie ma się czym martwić, więc nie będę się przejmował.
•    - A myślałeś już kiedy pójdziesz z nim do łóżka? - na talerzu był stosik złożony z sześciu naleśników. Lydia polała go karmelem z rondelka, i wyciągnęła miseczkę nakładając do niej dużą porcję śmietankowych lodów. Postawiła to przed Danem i podała mu sztućce
•  - Wiesz... nie mam ochoty rozmawiać akurat na ten temat. - Zaczął jeść z zadowoleniem. Był bardzo głodny.
Lydia położyła na tacy cztery tosty na talerzyku i przygotowała dodatki.
•    - Nie wiesz o której pan Rifgard planuje zejść na posiłek?
•    - Zaniosę mu go na górę, kiedy zjem.
•    - To miłe z twojej strony. - dziewczyna stanęła z powrotem przy stolnicy zaczynając rozwałkowywać ciasto i przekładać je do wysmarowanej tłuszczem blachy. Zaczęła wykładać jabłka, oraz ubite wcześniej białka, a na to wszystko dodała kruszonkę i wsunęła blachę do pieca. 
•    - Dogadujesz się z panem Rifgardem?
•    - Powiedzmy. - Dokończył jedzenie naleśników i wstał, zabierając swoje lody i tosty Blake'a.
•    - Przyjdziesz jeszcze? - spytała widząc, że ten zbiera się do wyjścia.
•    - Jasne. - Uśmiechnął się do niej. - Wpadnę później. - Wyszedł z kuchni i poszedł do sypialni.
Lydia westchnęła ciężko. Nie lubiła zostawać sama.
Po chwili Dan był już w sypialni.
•    - Przyniosłem ci tosty.
Blake siedział przy biurku i przeglądał jakieś papiery.
•    - Co? - spytał półprzytomnie – A tak, postaw tutaj.
•    - Dużo pracy? - Postawił talerz na blacie i sam usiadł po jego drugiej stronie.
•    - Tak, mamy pewne nieścisłości w jednym z oddziałów firmy. Powinienem tam już być, ale ... - spojrzał na niego – coś mnie zatrzymało.
Zaśmiał się cicho.
•    - To na co jeszcze czekasz?
•    - Teraz...? Teraz już na nic. Zjem i pójdę. Widziałeś może Troy'a? - sięgnął po tosta nakładając na niego plasterek sera, wędliny i pomidora.
•    - Nie, nie rzucił mi się w oczy. - Podebrał mu jednego tosta.
•    - Nie siedział u Lydii? Aż dziwne. - zjadł szybko i przygotował następnego.
•    - Jak przyszedłem to go nie było. Może już gdzieś poszedł. - Wzruszył ramionami.
•    - No nic, poszukam go później. A ty jakie masz plany na dzisiaj?
•    - Właściwie to nie mam żadnych. Nic ciekawego nie przychodzi mi na myśl.
•    - Mówiłeś, ze planujesz wyjść?
•    - Tak, ale po tej porannej gimnastyce nie zamierzam się nigdzie ruszać.
Mężczyzna przyjrzał mu się uważniej, próbując zorientować się czy była to skarga, czy rzucona uwaga w celu podtrzymania rozmowy.
•    - No co? - Dan zaśmiał się cicho. - To chyba normalne, tak? Jakby nie patrzeć, to był mój pierwszy raz.
•    - Mam nadzieję, że udany pierwszy raz – rzucił spokojnie.
•    - Już ci przecież powiedziałem, że tak. - Zszedł z biurka i położył się na łóżku na brzuchu.
•    - I jak się z tym czujesz?
•    - Normalnie. - Zamknął oczy.
Blake dokończył posiłek i podszedł do niego. Usiadł obok Dana i położył mu rękę nisko na plecach i pogłaskał.
•    - Przynajmniej do jutra nic więcej z tobą nie zrobię. Muszę odpocząć.
•    - Nie wiem czy uda mi się wrócić do jutra – westchnął ciężko. Podobało mu się ciało chłopaka i jego charakter, dlatego trudno było mu wyjeżdżać.
•    - Wiesz, powiedziałem, PRZYNAJMNIEJ do jutra. Może dłuższa przerwa dobrze ci zrobi?
•    - Hmm? Dłuższa przerwa? - Blake zmarszczył brwi, będąc najwidoczniej myślami zupełnie gdzie indziej.
•    - No wiesz, dłuższa przerwa od seksu.
•    - Dlaczego miałaby ona dobrze mi zrobić? - mężczyzna nie nadążał za tokiem myślenia chlopaka.
•    - Podobno wszystko lepiej smakuje, kiedy trzeba na to czekać.
•    - Ty mi smakujesz taki jaki jesteś. A półroczna przerwa jest chyba wystarczająca, nie sądzisz?
•    - Raczej ciężko mi uwierzyć w to, że przez to pół roku nikogo nie miałeś.
•    - No cóż, nie mam zamiaru cię do tego przekonywać, ale tak właśnie było.
•    - W takim razie musisz mieć naprawdę silne nerwy. - Ułożył głowę na jego udzie, nie otwierając oczu.
•    - Albo po prostu nie mogłem wybić sobie ciebie z głowy – jego kpiący uśmiech był jak zwykle w użyciu, gdy jakby od niechcenia zaczął głaskać go po głowie.
•    - Jestem aż tak seksowny?
•    - Raczej intrygujący, mój mały, intrygujący, interesujący i pociągający.
Parsknął.
•    - Doprawdy?
•    - Czyżbyś wątpił?
•    - I to bardzo.
•    - Niby dlaczego? - Blake spojrzał na niego zdziwiony. Był pewien, że Dan jest świadom tego jak odbierają go ludzie.
•    - Doświadczenie mnie tego nauczyło.
•    - Przecież masz powodzenie wśród kobiet. Nie bez powodu wybierają właśnie ciebie, czyż nie...Shin?
•    - Chcą ode mnie przede wszystkim seksu. Poza tym, dla większości ludzi przestaję być interesujący w momencie, w którym cokolwiek im o sobie mówię.
•    - W takim razie do tej pory musiałeś zadawać się z głupcami, ot co.
•    - Wliczasz w to siebie? - Spojrzał na niego, unosząc brew.
•    - A czujesz się przeze mnie niedoceniony? - powielił jego minę i również uniósł brew
•    - Wczoraj nie wykazałeś zbyt wielkiego zainteresowania moją osobą.
•    - O czym mówisz?
•    - Nieważne. Jestem zmęczony. - Zamknął oczy z powrotem.
•    - Odpocznij zatem. I mam nadzieję, że będziesz tęsknił – pocałował go w skroń i pospiesznie wyszedł z pokoju, kierując się w stronę gabinetu, gdzie zostawił bagaż. Po drodze udało mu się złapać Troy'a i razem z nim odjechał z terenu posesji.


Dan zasnął chwilę po tym, rozmyślając.
Po jakimś czasie, kiedy chłopak się już wyspał, zszedł do kuchni do Lydii.
Kiedy tylko przekroczył próg dziewczyna od razu rzuciła w jego stronę.
•    - I widzisz, pojechał. Mówiłam, że pojedzie. Będziesz miał wolne, co? Masz jakieś plany co będziesz robił?
Parsknął.
•    - Na dzisiaj nie. - Usiadł przy stole, patrząc na nią.
•    - Nie...? Czyli zostaniesz tutaj? O, jak dobrze. Chcesz coś do jedzenia w ogóle? Szarlotka jest już gotowa, zostało też trochę tego czekoladowego ciasta z wczoraj. Podać?
•    - Poproszę. I czemu dobrze?
Dziewczyna ukoiła duże porcje każdego ciasta i postawiła przed nim talerz. - No... raźniej jest jak ktoś ze mną siedzi i w ogóle...
Uśmiechnął się lekko.
•    - Lubisz towarzystwo?
•    - Dobrze jest z kimś pogadać. No i jakoś tak się trochę bezpieczniejsza czuję. Tu się ciągle włóczy mnóstwo ochroniarzy, a jedynie Troy jest w miarę miły.
•    - Muszę iść tylko do sklepu, resztę dnia mam wolną.
•    - Do sklepu? Jeśli czegoś potrzebujesz możesz dać mi listę i kupię co będziesz chciał. Ewentualnie... - Lydia przerwała i przygryzła dolną wargę,
•    - Ewentualnie? - Spojrzał na nią uważnie.
•    - Ewentualnie moglibyśmy pójść razem. - spojrzała na niego – Ale oczywiście zrozumiem, jeśłli zechcesz iść sam, wiadomo, głupio iść ze służącą gdzieś, więc oczywiście jeśli nie chcesz to przecież nie naciskam, to było tylko tak rzucone, nie musisz... - dziewczyna wyrzucała z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego.
Dan zaśmiał się cicho.
•    - Możemy gdzieś wyjść, jeśli nie będziesz miała przez to problemów.
•    - Nie, nie będę miała. Problemy mogę mieć wtedy gdy ktoś buszuje w kuchni, ale nic poza tym – uśmiechnęła się do niego, ciesząc się, że się zgodził. Im dłużej Dan będzie z nią tym mniejsze szanse były na to, że przyjdzie do niej Marcus.
•    - No to zaraz pójdziemy. - Zabrał się za te pyszne ciasta, które dziewczyna mu dała.
•    - Ale potrzebujesz iść do jakiegoś konkretnego sklepu, czy wystarczy ci hipermarket? - spojrzała na niego zaciekawiona.
•    - Muszę kupić tylko papierosy, więc wystarczy mi nawet kiosk.
•    - Oooo... Palisz? - dziewczyna wyraźnie zmarkotniała.
•    - Tylko kiedy się denerwuję. To mnie uspokaja.
•    - No ale... Melisa także uspokaja – rzuciła szybko.
•    - Nie lubisz papierosów? Nie palę często, raczej w sporadycznych przypadkach. Ale w razie nagłego wypadku wolę mieć pod ręką paczkę.
•    - Tutaj prawie nikt nie lubi papierosów – znów w jej głowie pojawił się Marcus, która kilka razy zgasił papierosa na jej brzuchu – pan Rifgard cię stresuje?
•    - Jasne, że tak. W tej chwili nie do tego stopnia, żebym miał palić, ale nie wiadomo co mu wpadnie do głowy, więc...
•    - Oj owszem, czasem bywa surowy, ale przecież to nie jego wina, tak? Inaczej pewnie nie potrafi – dziewczyna wstała z krzesła i sięgnęła do lodówki po jajka. Nie mogła siedzieć bezczynnie.
•    - Zostaw te jajka i idziemy, bo jak zaczniesz coś robić to się nie wybierzemy do tego sklepu w ogóle. - Wstał.
•    - Och, no tak – dziewczyna wyglądała na speszoną. Ona z kolei ze stresu zaczynałam tłuc garnkami w kuchni i pichcić cokolwiek. Umyła ręce i zdjęła fartuszek, od którym miała jak zwykle krótką czarną spódniczkę i białą bluzkę zapiętą pod szyję, opinającą się nieco na jej biuście.
•    - No to chodźmy.
•    - Tak czy inaczej musisz mnie pokierować, bo kompletnie nie znam tej okolicy. - Wyszli z rezydencji.
Dziewczyna która po drodze zabrała swoją torebkę, zaczęła w niej grzebać, idąc w stronę garażu.
•    - Pojedziemy samochodem, dobrze? Nie będę musiała ciągnąć wszystkich zakupów.
•    - Nie ma problemu. Mi to jest nawet na rękę. - Szedł spokojnie za nią. Mimo wszystko, odczuwał skutki tej porannej gimnastyki.
Lydia wyłączyła alarm srebrnego Forda B-Max i wpakowała się na miejsce kierowcy. Gdy Dan również usiadł po włączeniu silnika zaczęła majstrować przy radiu.
•    - Jakiej muzyki słuchasz? - spytała
•    - Różnej. Nie mam określonego gatunku. - Oparł się wygodnie o siedzenie.
•    - To w takim razie pozostaje radio – uśmiechnęła się do niego i szybko wyjechała z garażu. Podjeżdżając do bramy kliknęła innym pilotem, a ta się otworzyła. Dziewczyna szybko włączyła się do ruchu, prowadząc samochód w sposób pewny, ale nieco brawurowy.
•    - Lubisz niebezpieczną jazdę? - Uśmiechnął się, rozbawiony.
•    - A ty nie?- rzuciła mu szybkie spojrzenie, całą uwagę skupiając na drodze. Szybkim ruchem kierownicy ominęła idiotę który zaczął wyjeżdżać z bocznej drogi i dalej jechała trzymając się górnej granicy dopuszczalnej prędkości, czasem nawet ją przekraczając.
•    - Kiedyś spotykałem się z kierowcą rajdowym. - Uśmiechnął się pod nosem.
•    - I jaki był?
•    - Zaszczepił we mnie miłość do szybkich aut.
•    - Ja się o osobowość pytam! - roześmiała się cicho – Dlaczego wam nie wyszło?
•    - Bo ja byłem durnym dzieciakiem, a on prawdziwym skurwysynem.
•    - Mężczyźni, co? Potrafią zaleźć za skórę – palnęła, jakby nieświadoma, że mówi do faceta.
•    - Zaszczepił we mnie miłość do szybkich aut i skutecznie zniechęcił do zadawania się z dominującymi facetami.
•    - Naprawdę? - dziewczyna zwolniła odrobinę i spojrzała na niego czujnie. - Przykro mi to słyszeć.
•    - Niepotrzebnie. To przeszłość.
Dziewczyna zmarkotniała odrobinę. Było jej szkoda tak fajnego chłopaka. Przeszłość przeszłością, ale ona dobrze wiedziała jak dawne wydarzenia potrafią wpływać na codzienne życie. Nie odezwała się, a gdy dojechali na teren sklepu zaparkowała w miarę blisko wejścia i posłała mu uśmiech.
•    - Gotowy na wypaśne zakupy?
•    - Ja tam kupuję tylko papierosy. - Uśmiechnął się rozbawiony. - To ty chcesz robić wielkie zakupy.
•    - Nie mów, że ty tylko wejdziesz i wyjdziesz, no proszę cię! Dzisiaj robię zakupy na cały najbliższy tydzień...!
Zaśmiał się.
•    - Wiesz, to, że jestem gejem nie znaczy, że nadaję się do robienia zakupów.
•    - Masz... ile? - otaksowała go wzrokiem idąc obok niego – Metr siedemdziesiąt sześć-siedem? Nadajesz się do sięgania na półki gdzie ja i moje metr sześćdziesiąt nie sięgamy. Orientacja nie ma nic do rzeczy. A tak właściwie... - zatrzymała się - ...jak to jesteś gejem? Przecież pracujesz z kobietami?
Przewrócił oczami.
•    - Biseksualistą, niech będzie. Ale właśnie, z kobietami tylko pracuję.
Dziewczyna ruszyła dalej biorąc po drodze wózek na zakupy.
•    - Tylko pracujesz? A nie myślałeś, żeby sobie kiedyś urządzić z jakąś życie?
•    - Moja sytuacja życiowa jest dość skomplikowana. A nawet gdybym miał sobie z kimś urządzać życie to myślę, że nie wybrałbym kobiety.
•    - Nie? Dlaczego nie? - weszli na teren sklepu, a Lydia od razu zaczęła wybierać owoce i warzywa.
•    - Bardziej pasują do mnie faceci.
•    - A... - zacięła się – a jaki jest twój typ faceta?
•    - Kiedyś pewnie powiedziałbym, że ktoś podobny do Blake'a. Teraz to słodcy chłopcy.
•    - To przez tego rajdowca? - gdy w koszyku znalazły się już pomidory, ogórki, pieczarki, jabłka i banany Lydia pchnęła wózek w kolejną alejkę.
•    - Tak, głównie przez niego. Dlatego Blake sprawia, że robię się nerwowy.
•    - Ale pan Rifgard jest.... no dobra, bywa agresywny, nie zaprzeczę, ale... - pochyliła się nad nim i ściszyła głos – próbowałeś głaskać go po kręgosłupie?
Uniósł brew.
•    - Wiesz, nie chodzi o to, że jest agresywny, bo odkąd przyszedłem do niego sam wcale taki dla mnie nie jest. I nawet go lubię. Ale mimo wszystko, to dominujący facet. No i wiesz, nie byłoby zbyt ciekawie, gdybym się w nim zakochał.
•    - Dlaczego nieciekawie? - dziewczyna najwyraźniej nie widziała problemu ani w tym czym zajmuje się chłopak, ani w jaki sposób mężczyźni się poznali – Nie chciałbyś się zakochać?
•    - Nie mógłbym z nim być. To po pierwsze. A po drugie... Blake tego nie chce, więc...
•    - Głupi jesteś, wiesz? - parsknęła szybko.
•    - Niby dlaczego? Jasno dał mi to do zrozumienia.
•    - Powiedział ci, że nie chce się zakochać? A jednocześnie pożyczył sto tysięcy, nalegając na zamieszkanie i prosząc o wychodzenie z inicjatywą, gdy będziesz sam miał ochotę na seks, oraz pozwolił ci samodzielnie przygotowywać posiłki w kuchni. Chce byś spał w jego sypialni i zaproponował ci ostatnio szofera... Ty naprawdę czasem nie myślisz.
Westchnął cicho.
•    - Wczoraj rozmawialiśmy o wielu rzeczach. I być może poruszyłem temat, którego nie powinienem był poruszać. Ale uwierz, potrafię rozpoznać, kiedy ktoś mnie gdzieś nie chce. A Blake dał mi jasno do zrozumienia, że po tych trzech tygodniach nie chce mieć ze mną nic wspólnego.
•    - Temat którego nie powinieneś poruszać...? Niech zgadnę.... mówisz o jego bliznach? O nich się nie mówi. Po prostu. Przekonałam się o tym na własnej skórze... - dziewczyna sukcesywnie zapełniała koszyk. Najwyraźniej miała doskonale rozplanowane co gdzie jest i co powinna kupić.
•    - A ty? A ty chciałbyś mieć z nim coś wspólnego gdy skończą się te trzy tygodnie? - spytała po chwili milczenia.
•    - Akurat nie ten temat miałem na myśli. Nie powinien nic mówić o moich uczuciach, bo już dawno przekonałem się, że to bezsensowne. I tak, myślę, że bym chciał. Każdy czuje się czasem samotny.
•    - Każdy kogoś szuka, co? - prychnęła, nieświadoma że użyła słów które wypowiedział Blake jakiś czas temu
•    - Długo u niego pracujesz?
•    - Dwa lata
•    - Skąd tyle o nim wiesz? Od Troya?
•    - Powiedzmy, że znałam go zanim zaczęłam u niego pracować. A Troy... tak, też jest kopalnią informacji. Podasz mi tamten makaron? - wskazała na jedną z wyższych półek
Sięgnął opakowanie i podał go jej.
•    - Znałaś skąd?
•    - No... poznaliśmy się niedługo przed tym jak jego ojczym zmarł. Miałam wtedy 18 lat.
•    - Opowiesz mi coś więcej?
•    - O Blake'u? Chociaż powinnam powiedzieć – o panu Rifgardzie?
•    - O Blake'u. I o tym jak go poznałaś.
•    - A co chciałbyś o nim wiedzieć?
•    - Powiedz mi coś o jego ojczymie.
•    - Jego ojczym... No cóż, na pewno był chorym człowiekiem. Nie w sensie fizycznym, wiesz, ale jakieś takie miał skłonności psychopatyczne. Był... bardzo przystojnym mężczyzną. I szarmanckim. I umiał uwodzić kobiety. I robił to nagminnie. Kasiasty był, to mu się udawało. Ale jeśli któraś zaangażowała się bardziej... No, nie zagłębiając się w to zanadto była zastraszana, bita i wyzywana. I Blake to obserwował. Te kobiety już później robiły wszystko byleby tylko ten gość je wypuścił. Robiły wszystko, rozumiesz? Dlatego pan Rifgard nauczył się, że siłą można od siebie uzależnić człowieka. Można go tym złamać. Widziałam jak cierpiał na początku, a później zaczął się zmieniać. To bolało gdy na to patrzyłam... - westchnęła ciężko
•    - Jak się poznaliście? I kiedy dokładnie?
•    - Chcesz wiedzieć jak się poznaliśmy? Naprawdę?
•    - Tak.
•    - Jego ojczym znudził się kolejną złamaną kobietą i pozwolił mu odwieźć ją do domu. To była moja matka.
•    - Kiedy to było?
Lydia oddychała ciężko, gdy sięgała po ręczniki papierowe.
•    - Sześć lat temu. Miałam wtedy siedemnaście lat, on dwadzieścia jeden. Było mu tak bardzo przykro, a ja widziałam, że było to szczere. Moja mama... – Lydia przełknęła ślinę – ...moja mama zmarła po tym wszystkim. Nie była w stanie się pozbierać po tym co zrobił jej ten bydlak. Popełniła samobójstwo. Blake był dla mnie dużym wsparciem, ale po kilku miesiącach naszej znajomości zauważyłam, jak zamyka się w sobie. Przychodził do mnie i siedzieliśmy, a ja go przytulałam. On cholernie potrzebuje czułości, wiesz? - dziewczyna miała załzawione oczy, otarła je szybko i ruszyła dalej. - Gdy miałam osiemnaście lat jego ojczym zmarł. Byłam na pogrzebie, ale Blake... Blake już nie był moim Blakem, nie tym którego znałam. No i kontakt nam się urwał. Nie wiedziałam go przez trzy lata.
•    - Co się stało z rodzicami Blake'a?
•    - Tego akurat nie wiem. Nigdy mi nie powiedział. Nie wiem nawet czy Troy wie.
•    - A Troy? Kim dla niego jest?
•    - Najbliższym przyjacielem. Widzę ich czasem razem, kiedyś niechcący podejrzałam jak Troy go przytula, ale jest hetero, więc było to bez żadnych podtekstów. - Wózek który Lydia pchała przed sobą był naładowany do pełna, więc skręciła w kierunku kas. - Teraz Blake jest dla mnie panem Rifgardem, ale i tak jestem mu wdzięczna za tę pracę. On naprawdę potrzebuje kogoś... kogoś bliskiego, aby... - urwała.
•    - Problem w tym, że Blake szuka w nieodpowiedni sposób. Zresztą nieważne.
•    - On robi dużo rzeczy w nieodpowiedni sposób – prychnęła dziewczyna
•    - To fakt.
Gdy kasjerka kasowała produkty Lydia pakowała je do materiałowych toreb, które wyciągnęła z torebki. Po usłyszeniu kwoty, podała kartę i wpisała PIN. Spojrzała na Dana – Co chcesz na obiad?
•    - Cokolwiek. Nie jestem wybredny.
•    - Bierzesz te papierosy w końcu czy nie? - spojrzała rozbawiona na zamyślonego chłopaka
•    - A, tak, tak. - Wziął paczkę i podał ekspedientce.
Lydia złapała cztery wypchane torby, po dwie do każdej ręki i zaczęła dreptać w stronę auta. Myślała, czy lepiej będzie przygotować pizzę czy może spaghetti. Polubiła Dana i miala cicha nadzieję, że może jednak mimo tego co mówił zechce zostać z Blakem. Co prawda wymagałoby tu uporu, zdystansowania, umiejętności ulegania w odpowiednich momentach, ale zarazem stanowczości i odwagi, ale była przekonana że ten chłopak posiada te cechy.
Zabrał jej dwie torby i już spokojnie poszli do samochodu. Spakowali wszystko i wrócili do rezydencji.
Cały wieczór Dan przesiedział z Lydią. Dziewczyna była bardzo miła i naprawdę ją polubił. Wydawała się być zawsze wesoła. Rozmawiali na różne tematy, ale nie poruszali już tych poważniejszych. Wciąż męczyły go myśli o tym, co dziewczyna powiedziała mu na temat Blake'a. Przede wszystkim, Dan myślał nad tym, dlaczego chciał rozmawiać z Marcusem skoro byli z Lydią w takich stosunkach. No i co się stało z jego rodzicami. Mężczyzna nie wrócił, jak uprzedzał, więc z samego rana następnego dnia poszedł odwiedzić przyjaciela w ośrodku. Wrócił do rezydencji dopiero w południe.
Lydia wychyliła się do niego z kuchni i przywołała go gestem dłoni.
Poszedł do niej, zaciekawiony.
•    - No co tam?
•    - Pan Rifgard wrócił! Ale jest w okropnym humorze, więc uważaj! A tak w ogóle to chcesz coś słodkiego? Zrobiłam gruszki zapiekane z kaszą manną i gorzką czekoladą – dziewczyna szeptała szybko.
•    - Może później. Wiesz gdzie teraz jest Blake?
•    - U siebie w gabinecie. Ale jest bardzo, bardzo zły. Może lepiej tam nie idź? Uśmiechnął się lekko.
•    - Jestem specyficznym człowiekiem. Lubię ryzyko – szepnął do niej, rozbawiony i poszedł do gabinetu mężczyzny.
Blake'a tymczasem faktycznie opanowała zimna furia. Trząsł się z bezsilnej wściekłości, ponieważ przez niedopatrzenie jednej z pracownic na kierowniczym stanowisku przegrali bardzo ważny i dochodowy przetarg.
Siedział przy biurku i przeglądał dokumenty patrząc czy istnieje jakakolwiek luka która by wykluczyła zwycięzcę, ale nic takiego nie było. Oparł się o fotel i zasłonił przedramieniem oczy.
Dan wszedł do środka cicho i spojrzał na mężczyznę.
•    - Czego? - rzucił Blake nie patrząc nawet do kogo mówi.
•    - Bardzo jesteś dzisiaj miły – stwierdził i podszedł do niego spokojnie.
•    - Przyszedłeś mi to powiedzieć? - parsknął, opuszczając rękę.
•    - Nie. Słyszałem, że masz zły humor, więc przyszedłem sprawdzić czy mogę ci go jakoś poprawić. - Usiadł na biurku przed nim.
•    - Plotki szybko się rozchodzą, huh? - nie miał ochoty na pogawędkę, zdecydowanie nie. Chciał coś rozbić, coś roztrzaskać, coś uderzyć. Albo kogoś.
•    - Właśnie wpadłem na świetny pomysł. Wstawaj. Zabieramy szofera i jedziemy.
•    - Pojebało cię? - w oczach Blake'a błysnęła złość, choć ton głosu był spokojny
•    - Absolutnie nie. Wytrzymaj jeszcze trochę, a obiecuję, że za piętnaście minut będziesz miał świetną sposobność, żeby się wyżyć.
Blake wstał i złapał Dana za szyję, dusząc go. Trzymając go w ten sposób pochylił się nad nim i wysyczał:
•    - Znam o wiele lepsze sposoby by się wyżyć, więc lepiej wyjdź, żebyś nie przekonał się na własnej skórze jakie to sposoby. - Odepchnął go mocno od siebie i z powrotem usiadł w fotelu.
Chłopak pomasował szyję, spodziewając się na niej zaczerwienienia.
•    - W porządku, wyjdę. Ale... - Podszedł do niego znowu i uderzył go mocno w twarz. - Ja nie jestem jak te kobiety, które zastraszał twój ojczym. - Wyszedł z pomieszczenia.
Blake wciągnął powietrze w głośnym świstem. Podniósł słuchawkę i połączył się z Marcusem
•    – Przyprowadź do mnie Lydię.
Dan wyszedł z rezydencji nabuzowany i skierował się sam w miejsce, w które planował zabrać mężczyznę.
W tym samym czasie przez hol szedł Marcus popychając i szarpiąc Lydią i wepchnął ją do gabinetu, sprawiając, że upadła na kolana. Blake spojrzał na ochroniarza i kazał mu wyjść, a następnie skierował wzrok na Lydię. Uśmiechnął się okrutnie, ale dziewczyna patrzyła mu prosto w oczy, zaczynając ciężko oddychać...


12 komentarzy:

  1. Nieeeee. Ja nie chcę by już był koniec tego rozdziału. Chcę więcej. Pragnę wiedzieć co dalej. Uch, Dan przesadził z tym uderzeniem mężczyzny i teraz Lidia ucierpi przez to. A to fajna dziewczyna, chociaż strasznie gadatliwa i wydaje się, jakby nie potrafiła zachować tajemnicy dla siebie. Chociaż z drugiej strony chce, aby Dan poznał Blake'a i nie uciekł od niego.

    Seks był super. Blake postarał się i zapanował nad sobą. Teraz to Danowi będzie łatwiej. A Blake powinien być dumny, że był pierwszy. :))

    Lubię go i fakt potrzebuje czułości, ale w chwilach agresji jest nieobliczalny. Ale czuję, że Dan będzie potrafił go zmienić, jak nie do końca, to nauczy się go uspokajać i pokaże, że miłość, partnera zdobywa się czułością, dobrocią, miłością.
    Rozdział długi, co mnie zadowala, ale ja już chcę dalej. :)
    A jeszcze jedno. Blake ma złe doświadczenia ze swoim pierwszym razem, może kiedyś pozwoli Danowi te wspomnienia zatrzeć i wyląduje n pleckach z penisem blondyna w sobie. :)

    Elis

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdziały są coraz lepsze. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.

    alex.

    OdpowiedzUsuń
  3. Popieram seks był cudowny!
    I oni na bank po tych trzech tygodniach spotkają się ponownie..Skoro powoli zauroczenie w nich kiełkuje to może i wykiełkuje coś poważniejszego. Przecież oni obaj tego potrzebują a los sprawił,że znaleźli siebie xD
    O.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu, kocham to opowiadanie. Strasznie szkoda mi Lydii... Czekam na nexta!

    OdpowiedzUsuń
  5. Oki, boje się!
    Co on zrobi Lydii?? Boje się że zrobi jej coś strasznego T_T Nie wiem czemu wszyscy się nad nią znęcają?
    Nie lubię kiedy tak jest :(
    Dan mnie ciekawi, niby chce się trzymać na dystans ale, wciąż sie zbliża do Blake'a. Ciekawe kto kogo oswoi ;]
    I teraz was zjade! OPISY OPISY i jeszcze raz OPISY!! Gdzie one są? Strasznie ich tu brakuje, postaci funkcjonują i żyją w jakiejś pustce! To niestety największy minus tego opka, i będę wam o to truć do śmierci!

    OdpowiedzUsuń
  6. Elis, rozdział miał 25 stron... Wciąż mało? Echhh :)A Lydia to istna gaduła, a jednocześnie kopalnia informacji. Mówi wszystko wszystkim na niemal każdy temat. Pytanie tylko czy zawsze...? A Blake odczuwa raczej satysfakcję i coś na kształt "prawa do własności", nie wiem tylko czy to takie zdrowe. A co do zlądowania na pleckach... no cóż, zależy w dużej mierze od Dana. Czy by chciał i czy by umiał Blake'a przekonać.
    Alex, dzięki :)Kolejny rozdział prawdopodobnie w piątek.
    O., super, że seks się podobał. A te trzy tygodnie. Cóż... wiele się może w zdarzyć w tym czasie ^^
    Anonimowy, wow. Fajnie widzieć kolejnego zadowolonego Czytelnika :) Mam nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej.
    Floo, bój się. I jacy wszyscy? Tylko Marcus. I może Blake. A to coś strasznego może wcale dla niej straszne nie być. Ale cicho sza, ja nic nie mówiłam. Floo, ja nie wiem co z opisami. Chyba nie umiemy ich pisać ;/ Jak złapię gdzieś Himi to postaram się to naprostować. Opisy są moją piętą achillesową. Przykro mi....
    Anonimowy, dzięki :D



    OdpowiedzUsuń
  7. Ładnie proszę o rozdział. (:

    OdpowiedzUsuń
  8. Ehh, znów nic nie ma. :((

    OdpowiedzUsuń
  9. Czekam, czekam, czekam i nie mogę się doczekać. Kiedy nowa notka?

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziewczyny, zlitujcie się nad nami biednymi czytelniczkami. *mruga zalotnie oczkami prosząc o nowy rozdział*.

    Elis

    OdpowiedzUsuń
  11. 28 year-old Web Designer III Thomasina Whitten, hailing from Keswick enjoys watching movies like Demons 2 (Dèmoni 2... l'incubo ritorna) and Gambling. Took a trip to Archaeological Site of Cyrene and drives a Bugatti Type 57SC Atalante Coupe. sprawdz ten link tutaj teraz

    OdpowiedzUsuń