Blake poszedł za nim, nalał whisky do odpowiednich szklanek i jedną podał chłopakowi, a sam z drugą usiadł tym razem na kanapie.
• - Interesuje cię coś konkretnego?
• - Ile masz lat? - Upił łyk i przymknął
na chwilę oczy. Dawno nie pił mocnego alkoholu.
• - Dwadzieścia siedem – obserwował twarz Dana z przyjemnością. Chłopak był naprawdę przystojny.
Przez chwilę blondyn myślał nad czymś, ale potem przesiadł się ze swoją szklanką na kanapkę, obok mężczyzny.
• - Dwadzieścia siedem – obserwował twarz Dana z przyjemnością. Chłopak był naprawdę przystojny.
Przez chwilę blondyn myślał nad czymś, ale potem przesiadł się ze swoją szklanką na kanapkę, obok mężczyzny.
• - Kłamałeś, kiedy mówiłeś wtedy o
Troy'u, prawda? Czemu?
• - O Troy'u...? A, odnośnie języka?
Tak, kłamałem. Myślałem, że jak cię nieco zastraszę będziesz
bardziej pokorny. Nie wyszło.
Zaśmiał się cicho.
• - Tak, ja zawsze byłem niepokorny. -
Oparł się o jego ramię. - Czym się zajmujesz?
• - Wieloma rzeczami. Niektóre firmy
prowadzą moi zastępcy, więc nie jestem tam potrzebny. Wymagam
comiesięcznych raportów i jeśli jest coś nie tak dopiero fatyguję
się osobiście. Mój ostatni projekt to branża erotycznych
gadżetów. Dość dochodowa, nie powiem.
• - Lydia powiedziała mi, że odkąd tu
pracuje było tu pięciu młodych mężczyzn. I że żaden nie
wrócił. Nie chcesz mieć partnera na stałe?
• - Chcę. Za każdym razem miałem
nadzieję, że chłopak się do mnie zgłosi ponownie. Ty jesteś
pierwszy który trafił tu drugi raz. - Blake zamknął oczy.
Cholera, to bolało. Liczył, że duże pieniądze ich skuszą.
Nauczył się, że praktycznie wszystko jest na sprzedaż. A jednak
wciąż był sam. Tak, to było cholernie przykre.
• - Z każdym postępowałeś tak, jak ze
mną? Powiedziałeś, że pieniądze i siła są najbardziej
przekonującymi argumentami. Skąd ci się wziął taki wniosek?
• - Z obserwacji, mój mały, z
obserwacji. - skrzywił się boleśnie na wspomnienie swojego
ojczyma. - Miałem idealne możliwości przyglądania się jak mój
ojczym pieniędzmi uzależniał od siebie kobietę, a potem
zastraszając ją nie pozwalał jej odejść. Sam decydował kiedy ją
odeśle.
• - Uważasz, że to było w porządku? -
zapytał cicho. - Chciałbyś, żeby ktoś był z tobą ze strachu?
• - Kiedyś by mi to nie przeszkadzało.
Teraz sam nie wiem – dopił zawartość szklanki i spojrzał na
chłopaka opartego o jego ramię. Był taki słodki.
• - Więc... chcesz ode mnie tylko seksu
czy czegoś więcej?
• - Pociągasz mnie i to bardzo. Co będzie
dalej? Nie wiem, nie tworzę scenariuszy. A ty nigdy nie myślałeś,
żeby skończyć ze swoją pracą i zająć czymś innym?
• - Nie robię tego, bo chcę – odparł
cicho. - Pieniądze nie są najlepszymi argumentami, ale niestety
rządzą tym światem. Nie mam wykształcenia ani doświadczenia.
Nikt nie przyjmie mnie do dobrze płatnej pracy. A takiej potrzebuję.
• - Albo zamożnego partnera... - mruknął
cicho głaszcząc go po włosach. - Powinienem spytać dlaczego
potrzebujesz aż tylu pieniędzy?
• - Nie dla mnie. Jestem przyzwyczajony do
życia na ulicy, nie potrzebuję luksusów. Ale jest ktoś, komu chcę
dać lepsze życie.
• - Czyli ktoś jest w twoim życiu? -
Blake wstał i wlał sobie jeszcze whisky. Podniósł karafkę w jego
stronę – chcesz dolewki?
• - Nie, dzięki. - Odłożył swoją
pustą na stolik. - Ktoś... To trochę skomplikowane. Jest dla mnie
jak młodszy brat.
• - Jeśli nie chcesz mówić, nie zmuszam
cię. Masz prawo do swoich sekretów, nie mam zamiaru ci ich
odbierać. - Usiadł z powrotem na poprzednim miejscu – Nurtuje cię
coś jeszcze?
• - Nie chodzi o sekrety. Wychowałem się
na ulicy. Nienawidziłem domów dziecka. Ale potem spotkałem
dzieciaka, młodszego ode mnie. Uważałem go za naiwnego, ale...
polubiłem go. Zabrałem go do domu dziecka i pomagałem mu jak
mogłem. Byłem dość dziwnym dzieckiem. Niektórzy uważali mnie za
demona. - Uśmiechnął się lekko wspominając to z rozbawieniem. -
Wszystko dlatego, że jakiekolwiek emocje okazywałem przy tym
dzieciaku. Kiedy pojawiła się rodzina, która chciała go do siebie
wziąć, powiedzieli, że powinienem go zostawić, bo mnie nie
zabiorą. Sam o tym wiedziałem. Ale nie sądziłem, że będą
chcieli całkowicie go ode mnie odciąć. W każdym razie, zabrali
go, a ja po prostu stamtąd odszedłem. Spotykałem się z nim
czasem, ale nie mogłem tego robić jawnie, bo jego nowa rodzina nie
chciała mieć ze mną nic wspólnego. A potem... potem miał
wypadek. Przeżył, ale stracił w nim obie nogi.
• - Czyli te pieniądze są dla niego?
• - Potrzebował kilku operacji. Jego nowa
rodzina nie miała na nie pieniędzy. Więc postanowiłem, że je
zarobię. Sam wiesz w jaki sposób. No i potrzebna mu była
specjalistyczna opieka. A to też kosztuje. Ostatnio pojawiła się
szansa na protezy. Ale one są drogie, a to była tylko jednorazowa
oferta. Musiałbym zbierać na nie przez dłuższy czas. On był
jedyną osobą, która kiedykolwiek okazała mi życzliwość.
Dlatego przyszedłem do ciebie.
Blake przetrawiał zebrane informacje. Czuł się nieco skołowany
• - Kochasz go? - spytał, zanim zdążył
pomyśleć
• - Tak. Bardzo – odpowiedział bez
wahania. - Ale jak brata. Młodszego braciszka, o którego trzeba się
troszczyć.
• - Jego rodzina nie ma nic przeciwko
temu, że mu pomagasz? Przecież mówiłeś, że nie pozwalali ci się
z nim spotykać?
• - Nie wiedzą dokładnie, że to ja.
Pieniądze są od anonimowego dobroczyńcy. Pewnie się domyślają.
Ale dopóki mnie przy nim nie widzą, jest dobrze. - Westchnął
cicho. - Dlatego nie mogę rzucić tej pracy. Wciąż potrzebuje
rehabilitacji i opieki.
• - No cóż...- Blake zasępił się. Nie
wiedział co powiedzieć. Chciał w jakiś sposób ukazać wsparcie
chłopakowi, ale z drugiej strony tak bardzo on go podniecał, że
nie wiedział jak się zachować. - To z nim chcesz się widywać
kiedy jesteś u mnie?
Skinął głową.
• - Przebywa w ośrodku, a jego rodziny
nie ma tam cały czas z nim, więc mogę się z nim widywać. -
Spojrzał na Blake'a i uśmiechnął się lekko. - Mógłbym z tobą
spróbować. Naprawdę. Ale teraz wiesz, że moja sytuacja mi na to
nie pozwala. - Pocałował go, przesuwając się na jego kolana.
Blake westchnął głęboko. O tak, ten młody uroczy chłopaczek
na jego kolanach. Cudnie. Odwzajemnił pocałunek zasysając się na
jego wardze. Pogłaskał go po plecach.
• - Nie spodziewałem się czegoś
takiego.
• - Czegoś takiego? Odnośnie mojej
przeszłości czy tego, co przed chwilą powiedziałem?
• - Odnośnie wszystkiego. Chociaż nie
ukrywam, że ten fragment o spróbowaniu ze mną był bardzo
podniecający – uśmiechnął się a jego oczy rozbłysły ciepło.
Znów poruszył dłońmi po gorących plecach chłopaka.
• - Cóż, to co ci powiedziałem to tylko
mała część. Kiedy go spotkałem miałem już trzynaście lat. A
co do spróbowania z tobą... - Zaczął rozpinać guziki jego
koszuli. - Przykro mi. Zostaje tylko ten układ.
• - Ten układ bardzo mi się podoba –
zadrżał czując rękę na swoim torsie – ooo tak, zdecydowanie mi
się podoba – westchnął głośno.
• - Może ktoś tutaj teraz wejść? -
Spojrzał na niego, przerywając na chwilę. Nie zamierzał pokazywać
się nikomu w takiej sytuacji.
• - Chcesz się przenieść do sypialni? -
z trudem uspokoił oddech i skupił się na twarzy Dana.
• - Nie zamierzam dzisiaj tego z tobą
robić – ostrzegł. - Jeszcze nie dzisiaj. Ale wynagrodzę ci tą
rozmowę z Marcusem, więc tak, chodźmy do sypialni. - Zszedł z
jego kolan.
Blake poczuł jak krew spływa w stronę jego krocza. Wstał i
pochylił się nad chłopakiem zasysając się na jego szyi i liżąc
ją.
• - Jedna prośba...
Spojrzał na niego pytająco, powstrzymując się od cichego
westchnięcia.
• - Śpij nago gdy ze mną jesteś. -
pocałował go szybko w usta i ruszył do sypialni.
Dan parsknął cicho, idąc za nim.
• - W porządku, mogę to zrobić. Jeśli
ty odwdzięczysz się tym samym.
Blake przystanął i rzucił mu krótkie spojrzenie.
• - Uznajmy zatem, że nie było tej
rozmowy. - powiedział niepewnym głosem i otworzył drzwi do
sypialni.
• - Dlaczego? - Wszedł tam za nim i
spojrzał na niego, zamykając drzwi.
• - Ponieważ nie będę spał nago. Jak
chcesz mi wynagrodzić moją stresującą i przyprawiającą o ból
głowy rozmowę z Marcusem? - spytał szybko próbując zmienić
temat.
• - Nie zmieniaj tematu. - Podszedł do
niego. - Czemu nie chcesz spać nago?
• - Bo mi będzie zimno – parsknął z
ironią.
• - Powiedziałem ci właśnie coś, czego
nie mówiłem jeszcze nikomu. Nie możesz być ze mną szczery?
Blake spojrzał na niego koso.
• - Taki chcesz być cwany? To patrz –
rozpiął szybko guziki koszuli, po czym obrócił się plecami do
niego i zsunął ją. Cały dół pleców był praktycznie wypukły.
Gładkie i poszarpane blizny krzyżowały się ze sobą i nachodziły
na niebie tworząc makabryczny wzór.
• - I tym mi się kurwa, chwalić nie chce
– odwrócił się zły na siebie i sięgnął po koszulę
zakładając ją na plecy, bez zapinania guzików.
• - Kto ci to zrobił? - zapytał cicho i
stanął za nim, zdejmując z niego koszulę spokojnie.
• - Kochany ojczym, a któżby inny? -
warknął.
• - Nie miałeś łatwego dzieciństwa. -
Przesunął delikatnie dłonią po bliznach, a potem powtórzył tą
ścieżkę wargami. - Ja też mam jedną bliznę. Przy łopatce.
Mężczyzna czując usta chłopaka na bliznach odsunął się
gwałtownie.
• - Co ty...? - na jego policzkach
wykwitły rumieńce zażenowania.
Dan uśmiechnął się delikatnie.
• - Podziwiam cię, że tyle zniosłeś.
Ja nie dałbym rady. - Ściągnął z siebie koszulkę i odwrócił
się do niego plecami. Przy prawej łopatce podłużną, średniej
wielkości bliznę. Była jednak dość poszarpana.
• - Pamiątka po bidulu? - spytał,
oddychając ciężko.
• - Nie. Wtedy potrafiłem sobie już
radzić. Poza tym, nie byłem tam zbyt długo, a inni się mnie bali.
To pamiątka po mojej matce.
• - Matce? - Blake wyrównał oddech i
podszedł bliżej dotykając blizny – Ile miałeś wtedy lat?
• - Nie jestem pewien... ale chyba pięć.
To trochę zatarło mi się w pamięci.
• - Masz szczęście, jeśli nie pamiętasz
tego dokładnie. - Blake przesunął ręce z pleców na tors
mężczyzny i pocałował go w ramię.
• - Och, nie. To, co się wtedy stało
pamiętam bardzo dokładnie. Nie da się zapomnieć czegoś takiego.
- Obrócił się w jego stronę i pocałował lekko. - Dlatego przy
mnie nie musisz się wstydzić swoich blizn.
• - Och, pierdol się – rzucił szorstko. Nie chciał myśleć o tym jak powstały jego blizny, ani skupiać
myśli na człowieku który je zrobił. Poczuł wilgoć pod
powiekami.
• - Kurwa! - jęknął i usiadł na łóżku
ukrywając twarz w dłoniach.
Dan stanął przed nim i objął go ramionami tak, że jego głowa
na wysokości jego brzucha.
• - Płacz jeśli chcesz. - Pogłaskał go
po głowie. - Możesz mi wszystko opowiedzieć, jeśli to przyniesie
ci ulgę.
• - Powiedziałem coś! Zostaw ten temat!
- spojrzał na niego z doły rozpalonym wzrokiem, krzycząc po raz
pierwszy od początku ich znajomości.
Klęknął przed nim wciąż go jednak obejmując.
• - W porządku. Przepraszam.
Klatka piersiowa mężczyzny podnosiła się i opadała w szybkich
oddechach.
• - Nigdy... więcej... nie... poruszaj...
tego... tematu – wydyszał ciężko, spokojnym głosem, starając
się wyrównać oddech.
• - Nie będę. - Oparł swoje czoło o
jego i spojrzał mu w oczy. - Przepraszam – powtórzył.
Blake przygarnął go mocniej do siebie, liżąc po ustach.
• - Na czym stanęliśmy w salonie? -
wymamrotał, choć podniecenie prawie całkiem go opuściło pod
wpływem wspomnień.
• - Chyba na tym, że miałem ci
wynagrodzić tą rozmowę z Marcusem. Swoją drogą, obiecuję, że
odpłacę mu się za ten kopniak. - Pocałował go mocniej,
przesuwając dłonie w dół po jego torsie.
• - Marcus ci zalazł za skórę?
Myślałem, że Troy – napiął się, czując na brzuchu ręce
blondyna.
• - Marcus mnie wtedy kopnął. Miałem
koszmarnego siniaka na brzuchu. - Za dłońmi powędrowały jego
wargi, te z kolei zajęły się rozpinaniem jego spodni. - A z Troyem
trochę sobie wyjaśniliśmy dzisiaj rano.
• - Taak? To ciekawe, że ci się to
udało.
• - Lydia trochę pomogła. - Przygryzł
jego sutek, jednocześnie masując jego męskość przez materiał
bokserek.
Blake wypiął biodra w jego stronę, a policzki zaczerwieniły
się tym razem z podniecenia.Dan szarpnął spodnie mężczyzny i zsunął je z niego niżej. Później to samo zrobił z jego bokserkami. Wargi natomiast zsunął na podbrzusze Blake'a.
Mężczyzna westchnął i pozwolił się rozebrać do końca. Wciągnął cicho powietrze czując gorący oddech tak blisko swojego penisa. Był ciekawy czy Dan był tak dobry w tych sprawach jak sugerował wcześniej.
Blondyn zaledwie musnął wargami jego męskość, powtarzając to kilka razy. Dłonie ułożył na jego udach.
Blake spojrzał na mężczyznę znajdującego się między jego nogami i uśmiechnął się delikatnie. Podobało mu się zachowanie Dana, który faktycznie bez przymusu był zdecydowanie bardziej skory do współpracy, ten zaś wziął w usta czubek jego penisa i zassał się na nim, dłońmi zaczynając uciskać biodra mężczyzna i lekko je masować.
• - Mocniej – mruknął Blake przez zaciśnięte
zęby, poruszając biodrami.
Chłopak przytrzymał go w miejscu, cofając się i patrząc mu w oczy.
• - Nie popędzaj.
• - Nie przyzwyczaiłeś się jeszcze, co?
- powiedział i chciał uśmiechnąć się szyderczo, lecz Dan
zanurzył penisa głębiej w ustach i zaczął kręcić językiem
kółka na jego penisie, zasysając się wyjątkowo mocno na czubku,
a ręką złapał nasadę jego penisa i zaczął ją masować,
sprawiając, że Blake odchylił głowę do tyłu z niekontrolowanym
jękiem.
• - Nnn... rób.. po swojemu – wyrzucił
z siebie, skupiając się na uczuciu przyjemności.
Dan zaśmiał się z jego penisem w ustach, co Blake mógł odczuć
i nie przestając, zaczął ugniatać dłonią jego jądra.Mężczyzna poczuł jak wyjątkowa długa abstynencja seksualna i sprawny język chłopaka sprawiają że znalazł się na skraju. W tym tempie nie będzie potrzebował dużo by skończyć.
Chłopak zaczął mocniej poruszać głową, czując, że Blake jest już blisko.
I faktycznie, leżący na plecach mężczyzna westchnął głośno i doszedł w usta Dana.
Blondyn odsunął się w ostatniej chwili, czując, że Blake kończy.
• - Uważasz, że to zrekompensowało mi
trudy rozmowy z Marcusem, czy też masz dla mnie jeszcze jakieś
atrakcje? - spojrzał na Dana spod przymrużonych powiek, wyciągając
się leniwie na łóżku.
Dan zaśmiał się cicho i usiadł obok niego.
• - Myślę, że tyle na dzisiaj
wystarczy.
• - Naprawdę...? Ja myślę nieco inaczej
– pogłaskał chłopaka po udzie.
• - Już mówiłem, że dzisiaj tego nie
zrobimy. - Spojrzał na niego znacząco, ale nie zepchnął jego
dłoni.
• - Czego? - uśmiechnął się kpiąco,
przesuwając ręką w górę i w dół jego nogi.
• - Dobrze wiesz czego – prychnął pod
nosem. - Zmieniając temat... I jak? Przekonany o tym, że moja cena
nie jest wygórowana? - Pochylił się nad nim i pocałował lekko.
• - Mam nadzieję, że pozwolisz, że
wypowiem się na ten temat pod koniec twojego pobytu tutaj –
mężczyzna odwzajemniając pocałunek ścisnął mocniej jego nogę.
Dan zaśmiał się cicho.
• - Jak uważasz. - Odsunął się od
niego i rozebrał.
• - Będziesz spał nago? - spytał
szybko, obserwując jego ciało.
• - O to mnie prosiłeś, prawda? - Wsunął
się pod kołdrę i położył się na brzuchu.
• - Prawda. Ale zdaje się, że postawiłeś
przy tym warunek, którego ja nie mam zamiaru spełnić. - wstał i
poszedł w kierunku łazienki jednak zatrzymał się słysząc
odpowiedź Dana.
• - Powiedzmy więc, że ceną tej usługi
będzie szczerość – rzucił. - Przestaniesz udawać przy mnie
cynika.
• - Udawać? - odwrócił się w jego
stronę ze zmarszczonymi brwiami.
• - Nauczyłem się rozpoznawać, kiedy
ktoś kłamie. A ty tylko udajesz. Zgrywasz twardziela, a w
rzeczywistości jesteś kimś zupełnie innym. Chciałeś mieć
partnera, prawda? Kogoś, do kogo mógłbyś wracać.
• - Każdy kogoś szuka – rzucił i
zniknął w drzwiach łazienki.
• - Każdy, co? - Dan mruknął do siebie i
zamknął oczy, czekając aż mężczyzna wróci.
Po kilkunastu minutach Blake wyszedł z łazienki ubrany w długie
spodnie i bawełniany podkoszulek. Podszedł do okna i uchylił je, a
ciepłe powietrze wpłynęło do pomieszczenia.Dan spojrzał na niego, nie ruszając się ze swojego miejsca.
• - To jak? Umowa stoi?
• - Umowa? - mężczyzna spojrzał na
niego pytająco.
• - Ja będę spał nago, a ty
przestaniesz przy mnie udawać.
• - Niczego nie udaję. A ty śpij jak ci
wygodnie – powiedział szybko, wchodząc do łóżka i przykrywając
się kołdrą. Pluł sobie w brodę, że poruszył wcześniej ten
temat.
Dan zaśmiał się cicho.
• - Właśnie, że udajesz. - Podniósł
się lekko, tak, że oparł ramiona na jego torsie. - Jak mówiłem
wcześniej... nie mogę z tobą być. Ale myślę, że w jakiś
sposób mogę dać ci namiastkę związku. Przynajmniej przez te trzy
tygodnie. - Pocałował go delikatnie.
• - Ale jesteś łaskawy – prychnął,
ale jego serce zabiło zdecydowanie mocniej. Ileż by dał, żeby moc
usłyszeć coś takiego naprawdę, a nie za pieniądze. - Przecież i
tak po tych trzech tygodniach nigdy więcej cię nie zobaczę, więc
nie wiem czemu się upierasz przy moim rzekomym udawaniu
czegokolwiek.
• - Bo cię lubię. To znaczy, jeśli
zapomnieć o naszym pierwszym spotkaniu. Ale myślę, że jestem w
stanie ci je wybaczyć. - Zaczął bawić się jego włosami. - A
poza tym... kto powiedział, że nigdy więcej mnie nie zobaczysz? To
będzie tylko twoja decyzja. Mogę dać ci przyjaźń albo seks, albo
jedno i drugie. To zależy od ciebie.
• - Czy ty się aby nie zapędzasz? -
Blake rzucił na niego spojrzenie. Czuł się dziwnie. Przyjaźń i
seks? Kurwa, zaraz jeszcze wyleci z tekstem o miłości –
przymknęło mu przez głowę. Poczuł, że musi się napić. Coś
było tu zdecydowanie inaczej niż zwykle i sprawiało, że czuł się
nieswojo. Odchylił kołdrę i usiadł na łóżku, odsuwając od
siebie Dana.
Blondyn zaśmiał się cicho.
• - W porządku, tylko żartowałem. Masz
rację, więcej mnie nie zobaczysz. - Odwrócił się do niego
plecami i zamknął oczy.
Blake szarpnął za jego ramię, sprawiając że ten położył
się na plecach. Przełożył nad jego biodrami nogę i klęknął
nad nim, podpierając się rękami przy materacu obok jego szyi.
• - Co miałeś na myśli mówiąc tamto?
Dan spojrzał mu w oczy.
• - Zależy co masz konkretnie na myśli.
Poza tym, już przed chwilą powiedziałem, prawda? Tylko się z tobą
droczę.
Mężczyzna popatrzył na niego i poczuł, że jednak zdecydowanie
musi się napić. Był zdezorientowany i zły. Zszedł z chłopaka i
znów popatrzył na jego nagie ciało.
• - Nie jestem typem człowieka z którym
się droczy. - zamilkł i zamyślił się. - Idę do salonu,
potrzebuję drinka – poinformował go wychodząc z pokoju.
Dan pokręcił głową ze smutnym uśmiechem i zamknął oczy.
• - Idiota ze mnie – szepnął do
siebie.
Już dawno nauczył się, że nie warto odkrywać się przed
innymi, a właśnie sam złamał swoje zasady. I po co? Żeby tylko
przekonać się, że to nie daje nic dobrego.Koniec z tym. Musi to po prostu przetrwać. Jutro pójdzie z nim do łóżka i na tym skończą się ich emocjonalne rozmowy.
Tymczasem Blake wparował do salonu i szybko nalał sobie porcję whisky. Wychylił jej zawartość jednym haustem. O co tamtemu chodziło? Zacisnął pięści i nalał sobie jeszcze raz. Wypił równie szybko i nie wytrzymując ruszył z powrotem do sypialni. Gdy się w niej znalazł zauważył, że Dan na szczęście jeszcze nie śpi. Pochylił się nad nim kładąc swoją dłoń na klatce piersiowej chłopaka.
• - O co ci chodziło gdy mówiłeś, że
to zależy tylko ode mnie czy będę miał przyjaźń i seks? Co ty
knujesz? - jego głos był już nieco zniekształcony przez alkohol,
ale zaciśnięte usta świadczyły o tym, że nie odpuści dopóki
nie uzyska odpowiedzi na to pytanie.
Blondyn zmarszczył brwi i podniósł się do siadu.
• - Jesteś pijany. I już to mówiłem,
ale powtórzę. Tylko żartowałem.
• - Dan! - Blake docisnął rękę,
wbijając go w łóżko – nie wkurwiaj mnie. Tamto nie było
żartem!
Chłopak jęknął
cicho bardziej z zaskoczenia niż z jakiegoś bólu.
• - Nie będę rozmawiał z tobą, kiedy
jesteś pijany.
• - Z tobą się w ogóle nie da
rozmawiać! Masz albo jakieś pretensje, albo jakieś fochy. Ja
pierdolę! - puścił go i stał obok łóżka oddychając ciężko.
Gwałtownie obszedł łóżko i usiadł na nim z drugiej strony,
przecierając ręką twarz.
• - Tak, masz rację – warknął Dan po
chwili ciszy. - Każdy kogoś szuka. I każdy czuje się samotny.
Wiesz o mnie więcej niż ktokolwiek. To takie dziwne, że proponuję
ci przyjaźń? Bo mogę dać ci tylko to i seks. Ale przyzwyczaiłem
się już, że to pierwsze jest przereklamowane. Tak więc nie martw
się, jutro doprowadzimy jeden z punktów umowy do końca. - Podczas
tej przemowy wstał i ubrał bokserki, a kiedy skończył mówić,
wyszedł z sypialni.
Blake potrząsnął głową i próbował zebrać myśli. Miał
niejasne wrażenie, że zostało powiedziane coś bardzo ważnego.
Wstał chwiejnie i ruszył za Danem.Chłopak zszedł do kuchni, licząc, że o tej porze nikogo tam nie zastanie. Było już stosunkowo późno.
Jednak już po chwili przyszedł do niego Blake, trzymając w ręku butelkę z alkoholem. Pociągnął z niej i podszedł bliżej Dana, zostawiając ją na blacie. Jedną rękę oparł na biodrze chłopaka, a drugą na torsie.
Odsunął go od siebie natychmiast.
• - Upiłeś się. Cholera jasna, po coś
brał jeszcze tą butelkę?
• - Dla kurażu – głos Blake
zdecydowanie świadczył o jego stanie upojenia, a zdania które
wypowiadał były wymawiane jakby bez jego udziału.
• - Wracaj do łóżka, nie będę z tobą
dyskutował w takim stanie.
• - Chodź ze mną – spojrzał na niego
i pocałował go mocno i krótko w usta a następnie oparł głowę o
jego ramię.
• - Nie zamierzam. Idź na górę, bo nie
mam ochoty szukać w tym wielkim domu Troya. Sam cię do sypialni na
pewno nie zaniosę.
• - Ale chodź! Pójdziesz? Proszę? -
szepnął pijacko i cmoknął go od dołu w szczękę. Za nic nie
przypominał tego stanowczego, opanowanego i stonowanego mężczyzny
którym był na co dzień.
Dan westchnął cicho.
• - Pod warunkiem, że alkohol zostanie
tutaj, a ty nie będziesz się do mnie dobierał.
• - Ale dlaczego alkohol ma zostać?
Mówisz mi takie rzeczy, że czuję się skonduf... skufun...
skodun... skonfundowany, a drink pomaga oczyścić głowę. No spanie
jest warunkiem umowy.- wyrzucił z siebie
• - Alkohol ma zostać, bo jesteś już
wystarczająco pijany. A ja dzisiaj nie będę już więcej mówił,
więc żaden drink nie będzie ci potrzebny. Umowę, jak już
mówiłem, dopełnimy jutro, kiedy wytrzeźwiejesz. Chodź. -
Pociągnął go za sobą do sypialni.
Blake dał się zaprowadzić do pokoju nic nie mówiąc i nie
próbując dotknąć Dana, ale w momencie gdy położyli się do
łóżka, a chłopak odwrócił się do niego plecami przygarnął go
mocno do siebie. Jego uchwyt był mocny i pewny. Ręką przyciskał
jego brzuch do swoich bioder, a brodą dotykał tyłu głowy
chłopaka.Dan nie zaprotestował i zamknął oczy. Był już zmęczony.
Blake pocałował go w kark, a ręką zaczął wędrować po całym brzuchu chłopaka, jednak wnioskując po braku reakcji że ten już śpi, westchnął ciężko i zamknął oczy.
Następnego dnia Blake'a obudził pulsujący ból głowy. Otworzył oczy i zaklął, gdy światło słoneczne wpadające przez okno zaświeciło mu prosto w twarz. Było zdecydowanie zbyt jasne. Podniósł się powoli i spojrzał na Dana. Ten spał na boku, z jedną nogą pod, drugą nad kołdrą i odsłoniętą klatką piersiową. Zarejestrował ten fakt i mrużąc oczy wszedł do łazienki. Z szafki za lustrem wyciągnął dwie tabletki i popił je wodą z kranu. Pomału wszedł pod prysznic i ustawił się pod słabym strumieniem letniej wody. Oparł ręce o kafelki i pochylił głowę, ustawiając kark w ten sposób by woda spływała po jego plecach. Trwał w takiej pozycji przez jakiś czas, a następnie zaczął się myć. Gdy spłukiwał szampon z włosów zmartwiał. Przypomniało mu się jak rozmawiał z Danem. Syknął pod nosem gdy zdał sobie sprawę jak się do niego łasił i prosił by poszedł z nim spać. Zacisnął zęby, wściekły na siebie samego.
• - Kurrrrwa – wyrwało mu się na głos.
Wytarł się i nagi wszedł do sypialni.
Dan wciąż spał, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Blake
myśląc intensywnie założył garnitur, a następne wyciągnął
pokrowiec na następny i zapakował go. Wyjął małą torbę
podróżną i spakował dwie koszule, bieliznę i kilka drobiazgów.
Spojrzał raz jeszcze na chłopaka leżącego w łóżku i pochylił
się nad nim całując go w policzek. Poszedł do kuchni, gdzie Lydia
stawiała przez Troyem kubek kakao.
• - Dzień dobry panie Rifgard –
dziewczyna uśmiechnęła się do niego lekko, a ten skinął jej
głową, odkładając rzeczy na krzesło obok siebie.
• - Zrobisz mi kawę? Tylko mocną,
dobrze? - gdy dziewczyna odwróciła się w stronę ekspresu
popatrzył na Troya.
• - Wyjeżdżam na krótko. Dzień, może
dwa.
Ochroniarz spojrzał na niego pytająco. Jednak Blake skierował
na niego zmęczony wzrok czując, że kac nie mija. Lydia postawiła
przed nim kawę, jednak niczego nie komentowała. Zaproponowała
kawałek ciasta, jednak mężczyzna machnął zrezygnowany ręką i biorąc filiżankę, bez słowa ruszył w kierunku wyjścia z kuchni, jednak zatrzymał go wchodzący do Dan, który skierował swój wzrok na
mężczyznę. Może wczoraj obiecał sobie, że skończy z tymi
analizami, ale to, że wyjeżdżał akurat dzisiaj, kiedy powiedział,
że mu się w końcu odda, było co najmniej dziwne.Blake spojrzał na niego i minął go bez słowa.
• - Zamierzasz uciekać? - Dan odwrócił się
w jego stronę, nie zwracając uwagi na Lydię i Troya.
Blake zatrzymał się i bez odwracania się powiedział:• - Wrócę za dzień, lub dwa. Jak chcesz możesz się przez ten czas zająć swoimi sprawami czy czym tam chcesz. - mężczyzna wyszedł na korytarz, upijając łyk kawy i odstawiając filiżankę na stolik przy drzwiach i biorąc swoje rzeczy skierował się w stronę wyjścia.
Blondyn poszedł za nim.
• - To co najmniej dziwne, że wyjeżdżasz
akurat po tym, co wczoraj powiedziałem.
• - Ja tam nie widzę w tym nic dziwnego.
- niespiesznie odwrócił się w jego stronę.
• - A ja całkiem sporo. To w końcu ty
nalegałeś na seks.
• - A ty teraz nabrałeś ochoty?
• - No cóż, wczoraj powiedziałem, że
zrobimy to dzisiaj, prawda?
• - Powiedziałeś to bo byłem pijany, a
ty chciałeś żebym się odczepił. Poza tym chyba pamiętasz co
powiedziałem wcześniej?
• - Nie, powiedziałem to, bo tak
postanowiłem. I zależy o co ci chodzi. Wczoraj wiele mówiłeś.
• - Nie mówię o wczoraj – prychnął –
mówię o tym co mówiłem, jak do mnie przyszedłeś.
• - Sprecyzuj.
• - Miałem nie naciskać. A zdaje się,
że wczoraj naciskałem i to dość mocno. Najlepiej będzie jeśli
po prostu na chwilę wyjadę, a ty zbierzesz myśli.
• - Nie przypominam sobie, żebyś wczoraj
naciskał na seks. A poza tym, nie potrzebuję zbierać myśli.
Wszystko przemyślałem.
Blake podniósł brew.
• - Tak?
• - Tak. Coś w tym dziwnego?
• - Dziwnego? Nie... - Blake odłożył
torbę i pokrowiec na podłogę i zrobił krok w stronę Dana.
Blondyn nie ruszył się z miejsca, patrząc na niego i czekając
na to, co zrobi.Mężczyzna podszedł bliżej niego, ale zatrzymał się nie dotykając go. Pochylił się nad nim:
• - Przemyślałeś WSZYSTKO? I co ci z
tych przemyśleń wyszło?
• - Tak, wszystko. A to, co mi wyszło
niech zostanie tylko dla mnie.
Blake cofnął się o krok.Dan nie przestał go obserwować, jednak sam się nie ruszył.
• - Skoro tak stawiasz sprawę – Blake
skrzywił się i odwrócił – najwyraźniej potrzebujesz dnia by
zdecydować czym będziesz raczył się ze mną podzielić w tej
kwestii. Podniósł swoje rzeczy i ruszył w stronę drzwi.
• - No dobrze, więc konkretnie jaki temat
moich przemyśleń cię interesuje? Jednak
Blake nie odpowiedział i wyszedł z domu. Wewnątrz aż w nim
buzowało. Ten chłopak był okropny i niereformowalny! Najpierw
mówi, że prześpi się z nim dzisiaj, a później nie chce
potwierdzić swojej zgody na bycie na dole. Blake zszedł ze schodów
rezydencji i zamknął na chwilę oczy. Odetchnął głęboko,
przystając w miejscu. Nie umiał z nim rozmawiać, a na pewno nie
będzie go o nic prosił. Ojczym wielokrotnie dał mu do zrozumienia,
że tylko słabeusze o coś proszą, a prawdziwi mężczyźni biorą
siłą to co im się należy.
Dan westchnął i wyszedł za nim, opierając się o drzwi.
• - Pytam poważnie. Co konkretnie cię
interesuje?
Blake odwrócił się gwałtownie i szybkim, sprężystym krokiem
podszedł do chłopaka. Złapał go pod brodę mocno i uniósł jego
twarzy do góry i wysyczał:
• - Nie baw się ze mną w słowne
przepychanki...! - pocałował go mocno w usta, wzmacniając chwyt na
jego twarzy, a następnie oderwał się i spojrzał mu w oczy.
• - W nic się z tobą nie bawię –
odpowiedział spokojnie po krótkiej chwili na złapanie oddechu. -
Po prostu nie rozumiem o co ci chodzi.
Blake miał dość. Wkurzało go opanowanie chłopaka i jego opór.
Czuł, że wszystko w nim wrze. Ileż można prowadzić tę
bezsensowną rozmowę, w której najwyraźniej nie potrafili się
zrozumieć. Popchnął chłopaka, a gdy ten oparł się o drzwi oparł
jedną rękę na klatce piersiowej Dana, a drugą znów złapał go
za szczękę.Tym razem chłopak sam wyszedł z inicjatywą i pocałował go równie mocno, co on chwilę temu.
Blake odwzajemnił pocałunek z furią. Nie starał się być delikatny i miał w głębokim poważaniu fakt, że stali na zewnątrz. Docisnął go mocniej do drzwi, a rękę którą podtrzymywał jego żuchwę przesunął i oparł o drzwi.
Blondyn objął go za kark, przymykając oczy. Lubił tą jego spontaniczność.
• - Tak lubisz? - Blake zauważył
zamknięte oczy chłopaka i odchylił się, by po chwili skupić się
na jego szyi, na której zassał się mocno.
• - Ach... cholera. Nie tutaj, Blake.
• - Nie tutaj, czy nie teraz? - Blake
uśmiechnął się wrednie, masując przez spodnie krocze chłopaka. Dan jęknął cicho.
• - Przede wszystkim nie tutaj.
• - A gdzie chcesz? - Blake uśmiechnął
się mściwie – gdzie mi się oddasz?
• - W twojej sypialni. - Pocałował go
znowu, gryząc w wargę.
• - I znowu mi stchórzysz w połowie?
• - Powiedziałem ci wczoraj, że
zamierzam to dzisiaj zrobić. Ja nie tchórzę.
• - Obyś był słowny. - oderwał się od
niego i otworzył drzwi – Idź pierwszy.
Spojrzał na niego raz jeszcze i wszedł do środka, kierując się
od razu do jego sypialni.Blake jednak nie poszedł od razu za nim, tylko wrócił po zostawione rzeczy. Zaniósł je do swojego gabinetu, wiedząc że będą mu wkrótce potrzebne. Następnie zszedł do pokoju w piwnicy po kilka akcesoriów.
Dan tymczasem wszedł do sypialni i zaczął się rozbierać, nie czekając na niego, dzięki czemu gdy Blake wszedł do pomieszczenia jego oczom ukazał się nagi chłopak, który słysząc otwierające się drzwi odwrócił się.
• - Tak ci pilno? - Blake otaksował jego
sylwetkę spojrzeniem.
• - Tobie nie? - Podszedł do niego
powoli.
Ten jednak nie odpowiedział, obserwując Dana. Rzeczy które
przyniósł, odłożył od razu po wejściu do sypialni, więc teraz
tylko stał z rękami w kieszeniach i prześlizgiwał wzrokiem po
ciele chłopaka.Chłopak zaczął odpinać koszulę mężczyzny, nie krępując się jego wzrokiem.
Blake pozwolił na to wciąż go nie dotykając, a jedynie uśmiechając się nieco kpiąco. Był ciekawy jak dalej potoczy się akcja i zdecydowanie liczył na to, że Dan się nie wycofa.
• - Mówiłem ci to już wcześniej, ale
powtórzę. Czuję się niezbyt komfortowo, kiedy tylko tak stoisz. -
Ściągnął z niego koszulę.
• - To co chciałbyś żebym zrobił? -
pochylił się nad nim i polizał go po szyi, w miejscu gdzie widać
było zrobioną wcześniej malinkę.
• - No nie wiem... Może zabrał się do
roboty? - Zaczął ściągać z niego spodnie.
• - Chcesz powiedzieć, że oddajesz mi
inicjatywę? Oddajesz... siebie? - podniósł brew ze złośliwym
uśmieszkiem.
• - Tak, dokładnie to chcę powiedzieć.
- Przygryzł skórę na jego szyi, zdecydowanie mało delikatnie.
• - I zrobisz wszystko co będę chciał?
- spojrzał na niego bystrzej.
• - W granicach rozsądku. - Spojrzał na
niego poważnie. Był gotowy mu się oddać, ale wiedział, że seks
z nim może nie być do końca normalny. A już na pewno nie będzie
przeciętny.
• - Skąd pewność, że umiem zachować
granice rozsądku? - zdjął z siebie resztę ubrań i podszedł do
chłopaka i położył mu rękę na podbrzuszu, kciukiem muskając
nasadę jego penisa. - Poza tym może ja wcale nie chcę ich
zachowywać?
• - Dlatego jedną z zasad jest to, że
nie pozwolę ci się związać. Jakiś instynkt samozachowawczy
jeszcze mam. - Pocałował go, tym razem spokojnie.
Blake odsunął się od jego ust, a ręką zaczął schodzić
coraz niżej, obejmując miękkiego jeszcze penisa.
• - Równie dobrze możesz w tym momencie
wyjść z tego pokoju. Bo wiązania sobie nie odmówię.
• - Chyba żartujesz. Właśnie
powiedziałeś mi, że nie zamierzasz zachowywać żadnych granic i
uważasz, że ot tak pozwolę ci się związać?
• - Zdaje się, że zapomniałeś, że tym
razem to ty przyszedłeś do mnie. I liczyłeś się z rzeczami które
się z tym wiążą, czyż nie? - Blake wzmocnił uchwyt na penisie i
zaczął poruszać ręką i w górę i w dół.
Dan zacisnął na chwilę wargi, powstrzymując jęk.
• - Owszem, liczyłem się z wieloma
rzeczami, ale nie zamierzam odbierać sobie drogi ucieczki, gdybyś
przesadził.
• - Drogi ucieczki? Powiedziałem, jeśli
chcesz możesz jeszcze wyjść, a ja znajdę sposób by odebrać moje
pieniądze. Jeśli jednak zostaniesz znaczy, że godzisz się na
wszystko. - Blake luzował lub wzmacniał stymulująco męskość
chłopaka, która zaczynała sztywnieć.
Dan zaklął pod nosem. On i jego przeklęty honor.
• - W porządku.
• - Jesteś pewien? - głos Blake'a był
zimny i ostry.
• - Próbujesz mnie zniechęcić? - Uniósł
brew.
• - Raczej ostrzec. Później nie będziesz
miał możliwości wycofnia. I zostaniesz tu na trzy tygodnie...
• - To nie znaczy, że przez trzy tygodnie
mam lądować z tobą w łóżku.
• - Masz rację. Zostaje jeszcze pokój w
piwnicy, kuchnia, dywan, mój gabinet... - powiedział powoli
obserwując twarz Dana.
• - Miałem na myśli, że przez ten czas
nie muszę cały czas uprawiać z tobą seksu.
Blake nic nie powiedział. W końcu jakby Dan chciał się
wycofać, to już by to zrobił. Z taką myślą przesunął ręce na
jego pośladki i zaczął je masować i rozchylać, a ustami chwycił
go za płatek ucha i zassał się na nim.Dan zaczął błądzić wargami po jego torsie, dłoń zsuwając na jego penisa.
• - Na łóżko – zakomenderował Blake.
Podczas ich nieobecności Lydia musiała tu być, bo łóżko było
zaścielone, a porozrzucane ubrania sprzątnięte.
Dan parsknął cicho, ale pociągnął go za sobą na mebel.Mężczyzna położył się na nim, opierając się dłońmi po obu stronach jego klatki piersiowej i pochylił się całując i zasysając się na sutku.
Chłopak mruknął cicho z aprobatą, wplatając dłoń w jego włosy.
Blake pocałunkami schodził w dół jego klatki piersiowej zatrzymując się nad penisem i zaczynając go lizać.
Dan westchnął cicho. Ten facet zdecydowanie umiał sprawić mu przyjemność.
Blake wsunął czubek penisa do ust i zassał się na nim, jednocześnie rozchylając szeroko nogi leżącego chłopaka.
Blondyn obserwował jego twarz. Jego penis już dawno był sztywny.
Ssąc i poruszając głową Blake umiejętnie pobudzał Dana, a gdy ten odchylił głowę do tyłu i napiął mięśnie brzucha zaczął głaskać jego pośladki i przygryzać je.
Dan w reakcji machinalnie spiął się nieco, kiedy Blake dotykał jego pośladków, ale rozluźnił się po chwili. Na razie nie robił nic złego.
Blake uśmiechnął się pod nosem czując że Dan się uspokaja. Przejechał palcem po jego szparce, najpierw szybko, potem zdecydowanie wolniej, ale nadal nie dotykał jego dziurki
• - Zaczynam wierzyć, że jesteś całkiem
wredny, wiesz? - rzucił Dan.
• - Czyżbyś wcześniej w to nie wierzył?
- Blake podniósł nieco głowę i zobaczył, jak chłopak przygryza
dolną wargę w napięciu. Cmoknął jego jądra, ale palcem wciąż
przesuwał w górę i dół jego szparki.
• - Powiedzmy, że miałem nadzieję, że
się mylę. - Westchnął cicho.
Blake podniósł się przysiadając na piętach.
• - Usiądź.
Dan spojrzał na niego zaskoczony, ale podniósł się do siadu.
• - Zegnij nogi w kolanach i rozstaw stopy
szeroko.
Posłuchał go, choć nie bardzo wiedział do czego to zmierza.Blake zszedł z łóżka i podał mu lubrykant. - Wiesz co chcę byś zrobił? Kiedy do Dana dotarło, czego mężczyzna od niego oczekuje, zarumienił się, bo nigdy nie przyszłoby mu to do głowy.
• - Żartujesz, prawda?
• - Czy wyglądam jakbym żartował? -
Blake stanął obok łóżka patrząc na niego, jednak już się nie
uśmiechał.
• - Zwariowałeś – stwierdził. -
Doskonale wiesz, że sam nie przygotuję się odpowiednio.
• - O to się nie martw, pomogę ci. -
pozwolił by te słowa dotarły do Dana – Ale później. Teraz sam.
Dan zaklął pod nosem i wylał lubrykant na swoją dłoń. Robił
wiele różnych rzeczy, ale to było tak cholernie krępujące.Blake przysiadł na łóżku, dokładnie naprzeciw rozkraczonego chłopaka i skierował swój wzrok na jego krocze.
Chłopak skierował dłoń na swoje pośladki i wsunął w siebie jeden palec ostrożnie, starając się nie patrzeć na mężczyznę.
• - Nie musisz się śpieszyć – Blake
porzucił obserwację palców Dana na rzecz jego twarzy. Był cały
zaczerwieniony – poza tym powinieneś się cieszyć, że możesz to
robić w swoim tempie... - podniósł kącik ust w imitacji uśmiechu.
Blondyn nic na to nie odpowiedział, poruszając tylko palcem w
sobie. Nie zamierzał go już do niczego przekonywać ani z nim
dyskutować. Za trzy tygodnie wróci do swojego życia i więcej go
nie zobaczy.
• - Już? Chcesz bym dalej ja robił? - Blake po kilku chwilach pochylił się w jego stronę i pocałował go w kolano zaczynając
głaskać jego łydkę
• - Tak – odparł szybko Dan i zabrał swoją
dłoń.
• - Połóż się. Kolana do klatki
piersiowej. I szeroko – zakomenderował Blake
• - Musisz wymyślać takie pozycje? Są
całkiem niewygodne, wiesz? - mruknął, ale spełnił polecenie.
• - Zauważ, jak bardzo jesteś dla mnie
otwarty – spojrzał na jego widoczną dziurkę i poklepał ją
dwoma palcami, nie wkładając ich do środka.
Dan wciągnął cicho powietrze.
• - Właśnie. Są też krępujące.
Blake wziął lubrykant i nawilżył pałce, delikatnie wkładając
jeden do środka.Chłopak przygryzł wargę, powstrzymując się od jęku. Było inaczej, kiedy robił to Blake, ale mimo wszystko to było też mniej krępujące.
Mężczyzna wiercił w nim jednym palcem próbując trafić na odpowiedni punkt. Gdy mu się to udało Dan jęknął a on uśmiechnął się do siebie.
• - Włożyć jeszcze jeden?
• - Tak – odpowiedział, powstrzymując
się przed kolejnym jękiem.
Blake powoli włożył drugi palec i zaczął rozciągać jego
otworek. Zauważając napięcie chłopaka pocałował go w pośladek,
a drugą ręką sięgnął do jego penisa.Dan jęknął cicho, pozwalając mu przygotować go na coś więcej. Doskonale pamiętał, że wtedy późniejsze uczucie nie było przyjemne.
Blake cierpliwie kręcił palcami, napierając na ścianki i drażniąc jego prostatę. Przysunął się bliżej niego i zaczął na nowo składać pocałunki na jego członku.
• - Trzeci...?
Blondyn przygryzł wargę.
• - Nie pytaj, po prostu to zrób.
Po chwili poczuł jak w jego dziurce zagłębia się kolejny
palec. Blake odetchnął i delikatnie wycofywał i wpychał palce,
starając się za każdym razem dotykać go w środku w taki sposób
by było mu dobrze. Dodatkowo zaczął więcej uwagi przykładać do
sztywnego penisa Dana. Wziął go naprawdę głęboko do ust i
zamruczał.Chłopak jęknął głośno. Cholera, jeśli Blake dalej będzie to robił, to długo nie wytrzyma.
Mężczyzna zaczął poruszać głową w górę i dół pozwalając by członek Dana przesuwał mu się po podniebieniu. Palcami poczynał sobie coraz śmielej i mocniej.
• - Blake... już wystarczy.
Ten podniósł na niego spojrzenie i wypuścił penisa z ust.
• - Wystarczy...? - uśmiechnął się.
• - Wystarczy – powtórzył i spojrzał
na jego twarz.
• - Jesteś gotowy?
• - Tak.
Blake zaczął całować jego brzuch, mostek, szyję i brodę aż
doszedł do ust. Zawisł nad nim, pozwalając by chłopak poczuł
jego sztywnego penisa pośladku.
• - Mam nadzieję, że wyniosłeś naukę
z naszego ostatniego spotkania – tchnął mu w usta całując go
mocno – mam to zrobić szybko czy wolno?
Dan ułożył się normalnie i objął go zaszyję, oddając
pocałunek.
• - Powoli.
Blake wytarł palce w swojego penisa i naparł delikatnie na jego
rozluźniony otworek. Od razu poczuł jak mięśnie się zaciskają
dlatego przystopował i zaczął go całować nieco delikatniej niż
miał w zwyczaju. Zaczął się wsuwać dalej, bardzo spokojnie i
cierpliwie, popatrując na reakcję Dana.Chłopak zacisnął zęby, obejmując go nieco mocniej i starając się rozluźnić. Niewątpliwie bolało mniej niż wtedy, ale jednak bolało.
Blake przestał się poruszać dając możliwość przyzwyczajenia się Danowi do uczucia rozpierania
• - Jak to możliwe, że tak seksowny
chłopak jeszcze nigdy nie wylądował na plecach? - szepnął prawie
że czule.
Dan parsknął cicho, powoli się przyzwyczajając.
• - Zapewniam cię, że lądowałem na
nich nie raz.
• - Ale bez penisa w tyłku co? - pocałował go, chcąc złagodzić nieco swoje słowa.
• - Na to nikomu nie pozwoliłem. - Oddał
pocałunek.
• - Nnn... ciaśniutki jesteś – wczuł
się w pocałunek, starając się by Dan się zrelaksował.
Ten rozluźnił się w końcu, przesuwając językiem po jego
wardze.
• - Możesz się ruszyć – mruknął.
Blake już na samym skraju swojego opanowania pchnął biodrami do
przodu, jednak ciągle nie dobijał do końca, całując Dana po
podbródku i szyi.Chłopak był mu wdzięczny za takie tempo i pocałunki. Pomagały mu się rozluźnić.
Blake wysunął się i wbił trochę mocniej czując, że nie wytrzyma i za moment wejdzie w niego jednym szybkim ruchem, jednak starał się wyrównać oddech i skupić na chłopaku tak uroczo rozłożonym pod nim. Chciał by jego pierwszy raz był o wiele przyjemniejszy niż jego. Dodatkowo docenił jego gotowość do oddania się już drugiego dnia pobytu i chciał by w kolejne również miał na to ochotę. Wpił się w jego usta i zassał na dolnej wardze.
Dan oddał pocałunek, przesuwając wargami po jego policzku i w końcu docierając do ucha.
• - W porządku. Nie musisz się
powstrzymywać – szepnął. Dobrze wiedział jakie to było trudne
z własnego doświadczenia, a dla Blake'a pewnie jeszcze trudniejsze
skoro był raczej gwałtowny. I widział, że mężczyzna jest na
skraju.
Ten jednak dobił do końca powoli. Odetchnął ciężko i zaczął
się poruszać, czując napływającą przyjemność.Dan też odetchnął, kiedy Blake wszedł do końca. A potem jęknął cicho, kiedy już po kilku ruchach trafił w ten specyficzny punkt.
Mężczyzna głośno jęknął i zaczął wysuwać się i wsuwać powoli, ale w stałym tempie. Gdy po jęku rozkoszy domyślił się, w które miejsce powinien celować odchylił się nieco i złapał Dana za biodra wsuwając się pod nieco innym kątem.
Chłopak jęknął głośniej, poruszając się pod nim lekko. Nie myślał, że to będzie takie intensywne.
Blake umocnił chwyt i zaczął poruszać się coraz szybciej i tym samym z coraz większą częstotliwością muskał jego prostatę. Dodatkowo złapał jego penisa i zaczął poruszać dłonią w rytmie swoich pchnięć.
Dan jęczał już przy prawie każdym jego ruchu, choć starał się hamować. Czuł, że długo już nie wytrzyma.
Mężczyzna z zadowoleniem przysłuchiwał się temu patrząc na rozgrzaną twarz chłopaka. Wyszedł prawie całkiem i wbił się po same jądra, dociskając i zaczynając falować biodrami. Przyśpieszył także ruchy ręki, wzmacniając i luzując uścisk.
Chłopak doszedł z cichym krzykiem, szarpiąc się pod nim.
Blake uśmiechnął się zmęczony i czując pulsowanie mięśni otaczających jego męskość pchnął kilka razy dochodząc szybko.
Dan przymknął oczy, uspokajając przyspieszony oddech.
Blake zdyszany opadł na niego i pocałował go w skroń, po czym stoczył się na pościel i zaczął głaskać brzuch chłopaka rozcierając tym samym spermę.
Ten zaś spojrzał na niego, kiedy już się uspokoił.
• - I jak? Zadowolony? - wymruczał,
zmęczony.
• - Ja? To chyba dość oczywiste. Pytanie
jak ty się czujesz z .... tym – mężczyzna głaskając jego ciało
przesunął dłoń między nogi chłopaka, trafiając palcem na
rozluźnioną dziurkę, z której pod wpływem nacisku wypłynęła
odrobina nasienia.
• - Hej, mógłbyś dać mi trochę
odpoczynku, wiesz? - Zaśmiał się cicho. - Było bardzo przyjemnie
– dodał po chwili. - Gorzej pewnie będę czuł się jutro.
• - Przyjemne, huh? - mężczyzna zabrał
rękę i podciągnął się na ramionach całując go w usta Oddał
pocałunek spokojnie, odpychając go jednak po chwili.
• - Pozwól, że teraz się wykąpię. -
Podniósł się, już odczuwając skutki tej zabawy.
• - Idź, idź. Pójdę zaraz po tobie. -
westchnął zadowolony, przekręcając się na plecy i podkładająć
sobie ręce pod głowę.
Dan poszedł do łazienki i wziął prysznic. Wyszedł z niej po
jakimś czasie i wybrał sobie jakieś ciuchy, ubierając się.
• - Idę do kuchni. Zrobiłem się głodny.
• - Zdaje się, że ominęło cię
śniadanie... - rozluźniony Blake wydawał się być nieco bardziej
przystępny. - Powiedz Lydii, żeby przygotowała dla mnie tosty,
dobrze?
• - Jasne. - Wyszedł z sypialni.
Blondyn wszedł do kuchni, czując nieprzyjemne ściskanie
żołądka. Nie jadł dzisiaj śniadania, a w dodatku po seksie
zawsze robił się głodny.Troya nie było już w kuchni, a Lydia wygniatała na stolnicy ciasto na spód do szarlotki. W całej kuchni rozchodził się zapach jabłek smażonych z cynamonem.
Dan mruknął cicho.
• - Ładnie pachnie. - Stanął za nią i
pocałował ją w policzek. - Zrobisz mi coś do jedzenia, ładnie
proszę? I Blake chciał tosty.
• - O... - Lydia zarumieniła się ze
szczęścia – jasne, pewnie! Co byś chciał?
• - Cokolwiek. - Uśmiechnął się. -
Zdaję się na ciebie. - Usiadł przy stole.
• - Na słodko, na słono? - Lydia już
szorowała ręce pod kranem, myśląc intensywnie o tym co mogłaby
zaproponować Danowi na śniadanie
• - Na słodko. - Tak, słodycze
zdecydowanie były jego słabością.
• - Może zatem naleśniki z karmelem?
Albo z bananami i lodami plus bita śmietana? Czy raczej z twarożkiem
i musem truskawkowym? Albo ze smażonymi jabłkami i lodami? -
dziewczyna była w swoim żywiole.
Dan zaśmiał się cicho.
• - Wystarczą z karmelem. A lody możesz
mi dać osobno.
Lydia wsypała do miski mąkę, wbiła jajko, dolała wody
gazowanej i mleka i uruchomiła mikser. Co i rusz dodawała któregoś
ze składników, po czym wsypała łyżeczkę cynamonu i odstawiła
całość na bok. Na gazie postawiła rondelek do którego wsypała
cukierki – krówki i dwie łyżeczki masła. Sięgając po
składniki potrzebne do tostów odwróciła się w stronę Dana:• - Pan Rifgard przełożył spotkanie?
• - Spotkanie? - Uniósł brew. - Aaa...
to spotkanie. - Zorientował się po chwili o co może chodzić. -
Myślę, że tak.
• - To do niego niepodobne. Może mieć
później kłopoty – zafrasowała się dziewczyna, mieszając
drewnianą łyżką w rondelku. Na blacie rozgrzewała toster.
• - Nie będzie żadnych miał, to
spotkanie nie było ważne. - Uśmiechnął się, rozbawiony.
Spotkanie, co?
• - Nie, nie. Nie mieszkasz tu na co
dzień, więc nie wiesz, pan Rifgard wyjeżdża co miesiąc na
spotkanie ze swoimi zastępcami w firmach. Rozumiesz, jakieś tam
ważne sprawy, podpisywanie zleceń czy coś. Ja się na tym tak
bardzo nie znam. - dziewczyna zmniejszyła gaz pod masą karmelkową.
• - No cóż, skoro został to chyba nie
będzie miał jakichś wielkich kłopotów. Ja też się na tym nie
znam.
• - No ale faktycznie, pan Rifgard był
strasznie z rana wymizerowany! Dawno go takiego nie widziałam. Nie
wiem czy mam się martwić – dziewczyna paplała słodko, naiwnie
nieświadoma i zaczęła rozgrzewać patelnię ceramiczną
przeznaczoną do smażenia naleśników. Posmarowane masłem kromki
włożyła do tostera.
• - Myślę, że był po prostu
zdenerwowany. Nie martw się, już mu przeszło i wygląda całkiem
dobrze.
• - Mam nadzieję. Bo bardzo nie lubię
gdy jest zły – przyciszyła głos i rzuciła szybkie spojrzenie w
stronę chłopaka, wylewając na patelnię porcję ciasta
naleśnikowego.
• - Kiedy tu szedłem, wyglądał na
całkiem zadowolonego.
• - Och, co za ulga! - Lydia przełożyła
naleśnika na talerz i wylała kolejną porcję.
Zaśmiał się cicho.
• - Jest aż tak zły, kiedy nie ma
humoru?
• - Oj bardzo! Zazwyczaj jest bardzo
spokojny i uprzejmy, ale gdy ma zły humor, lub coś pójdzie nie po
jego myśli jest bardzo ... - Lydia spojrzała na swoje ręce, po
czym zsunęła z patelni kolejny naleśnik. Tosty kończyły się
dopiekać, więc nastawiła kolejną porcję.
• - Bardzo? - dopytał. Wolał to
wiedzieć, skoro miał tu zostać jeszcze przez długi czas.
• - No wiesz... Potrafi być przykry, tak?
Dlatego ci wczoraj radziłam byś się postarał... - wzruszyła
ramionami speszona i wyjęła z lodówki dżem, wędlinę i plasterki
sera żółtego. Przełożyła kolejnego naleśnika. Sięgnęła po
umyte pomidory i zaczęła je kroić w plasterki, pilnując patelni.
• - No cóż, na razie nie ma się czym
martwić, więc nie będę się przejmował.
• - A myślałeś już kiedy pójdziesz z
nim do łóżka? - na talerzu był stosik złożony z sześciu
naleśników. Lydia polała go karmelem z rondelka, i wyciągnęła
miseczkę nakładając do niej dużą porcję śmietankowych lodów.
Postawiła to przed Danem i podała mu sztućce
• - Wiesz... nie mam ochoty rozmawiać
akurat na ten temat. - Zaczął jeść z zadowoleniem. Był bardzo
głodny.
Lydia położyła na tacy cztery tosty na talerzyku i przygotowała
dodatki.• - Nie wiesz o której pan Rifgard planuje zejść na posiłek?
• - Zaniosę mu go na górę, kiedy zjem.
• - To miłe z twojej strony. - dziewczyna
stanęła z powrotem przy stolnicy zaczynając rozwałkowywać ciasto
i przekładać je do wysmarowanej tłuszczem blachy. Zaczęła
wykładać jabłka, oraz ubite wcześniej białka, a na to wszystko
dodała kruszonkę i wsunęła blachę do pieca.
• - Dogadujesz się z
panem Rifgardem?
• - Powiedzmy. - Dokończył jedzenie
naleśników i wstał, zabierając swoje lody i tosty Blake'a.
• - Przyjdziesz jeszcze? - spytała
widząc, że ten zbiera się do wyjścia.
• - Jasne. - Uśmiechnął się do niej. -
Wpadnę później. - Wyszedł z kuchni i poszedł do sypialni.
Lydia westchnęła ciężko. Nie lubiła zostawać sama.Po chwili Dan był już w sypialni.
• - Przyniosłem ci tosty.
Blake siedział przy biurku i przeglądał jakieś papiery.
• - Co? - spytał półprzytomnie – A
tak, postaw tutaj.
• - Dużo pracy? - Postawił talerz na
blacie i sam usiadł po jego drugiej stronie.
• - Tak, mamy pewne nieścisłości w
jednym z oddziałów firmy. Powinienem tam już być, ale ... -
spojrzał na niego – coś mnie zatrzymało.
Zaśmiał się cicho.
• - To na co jeszcze czekasz?
• - Teraz...? Teraz już na nic. Zjem i
pójdę. Widziałeś może Troy'a? - sięgnął po tosta nakładając
na niego plasterek sera, wędliny i pomidora.
• - Nie, nie rzucił mi się w oczy. -
Podebrał mu jednego tosta.
• - Nie siedział u Lydii? Aż dziwne. -
zjadł szybko i przygotował następnego.
• - Jak przyszedłem to go nie było. Może
już gdzieś poszedł. - Wzruszył ramionami.
• - No nic, poszukam go później. A ty
jakie masz plany na dzisiaj?
• - Właściwie to nie mam żadnych. Nic
ciekawego nie przychodzi mi na myśl.
• - Mówiłeś, ze planujesz wyjść?
• - Tak, ale po tej porannej gimnastyce
nie zamierzam się nigdzie ruszać.
Mężczyzna przyjrzał mu się uważniej, próbując zorientować
się czy była to skarga, czy rzucona uwaga w celu podtrzymania
rozmowy.
• - No co? - Dan zaśmiał się cicho. - To
chyba normalne, tak? Jakby nie patrzeć, to był mój pierwszy raz.
• - Mam nadzieję, że udany pierwszy raz
– rzucił spokojnie.
• - Już ci przecież powiedziałem, że
tak. - Zszedł z biurka i położył się na łóżku na brzuchu.
• - I jak się z tym czujesz?
• - Normalnie. - Zamknął oczy.
Blake dokończył posiłek i podszedł do niego. Usiadł obok Dana
i położył mu rękę nisko na plecach i pogłaskał.
• - Przynajmniej do jutra nic więcej z
tobą nie zrobię. Muszę odpocząć.
• - Nie wiem czy uda mi się wrócić do
jutra – westchnął ciężko. Podobało mu się ciało chłopaka i
jego charakter, dlatego trudno było mu wyjeżdżać.
• - Wiesz, powiedziałem, PRZYNAJMNIEJ do
jutra. Może dłuższa przerwa dobrze ci zrobi?
• - Hmm? Dłuższa przerwa? - Blake
zmarszczył brwi, będąc najwidoczniej myślami zupełnie gdzie
indziej.
• - No wiesz, dłuższa przerwa od seksu.
• - Dlaczego miałaby ona dobrze mi
zrobić? - mężczyzna nie nadążał za tokiem myślenia chlopaka.
• - Podobno wszystko lepiej smakuje, kiedy
trzeba na to czekać.
• - Ty mi smakujesz taki jaki jesteś. A
półroczna przerwa jest chyba wystarczająca, nie sądzisz?
• - Raczej ciężko mi uwierzyć w to, że
przez to pół roku nikogo nie miałeś.
• - No cóż, nie mam zamiaru cię do tego
przekonywać, ale tak właśnie było.
• - W takim razie musisz mieć naprawdę
silne nerwy. - Ułożył głowę na jego udzie, nie otwierając oczu.
• - Albo po prostu nie mogłem wybić
sobie ciebie z głowy – jego kpiący uśmiech był jak zwykle w
użyciu, gdy jakby od niechcenia zaczął głaskać go po głowie.
• - Jestem aż tak seksowny?
• - Raczej intrygujący, mój mały,
intrygujący, interesujący i pociągający.
Parsknął.
• - Doprawdy?
• - Czyżbyś wątpił?
• - I to bardzo.
• - Niby dlaczego? - Blake spojrzał na
niego zdziwiony. Był pewien, że Dan jest świadom tego jak
odbierają go ludzie.
• - Doświadczenie mnie tego nauczyło.
• - Przecież masz powodzenie wśród
kobiet. Nie bez powodu wybierają właśnie ciebie, czyż nie...Shin?
• - Chcą ode mnie przede wszystkim seksu.
Poza tym, dla większości ludzi przestaję być interesujący w
momencie, w którym cokolwiek im o sobie mówię.
• - W takim razie do tej pory musiałeś
zadawać się z głupcami, ot co.
• - Wliczasz w to siebie? - Spojrzał na
niego, unosząc brew.
• - A czujesz się przeze mnie
niedoceniony? - powielił jego minę i również uniósł brew
• - Wczoraj nie wykazałeś zbyt wielkiego
zainteresowania moją osobą.
• - O czym mówisz?
• - Nieważne. Jestem zmęczony. - Zamknął
oczy z powrotem.
• - Odpocznij zatem. I mam nadzieję, że
będziesz tęsknił – pocałował go w skroń i pospiesznie wyszedł
z pokoju, kierując się w stronę gabinetu, gdzie zostawił bagaż.
Po drodze udało mu się złapać Troy'a i razem z nim odjechał z
terenu posesji.
Po jakimś czasie, kiedy chłopak się już wyspał, zszedł do kuchni do Lydii.
Kiedy tylko przekroczył próg dziewczyna od razu rzuciła w jego stronę.
• - I widzisz, pojechał. Mówiłam, że pojedzie. Będziesz miał wolne, co? Masz jakieś plany co będziesz robił?
Parsknął.
• - Na dzisiaj nie. - Usiadł przy stole,
patrząc na nią.
• - Nie...? Czyli zostaniesz tutaj? O, jak
dobrze. Chcesz coś do jedzenia w ogóle? Szarlotka jest już gotowa,
zostało też trochę tego czekoladowego ciasta z wczoraj. Podać?
• - Poproszę. I czemu dobrze?
Dziewczyna ukoiła duże porcje każdego ciasta i postawiła przed
nim talerz. - No... raźniej jest jak ktoś ze mną siedzi i w
ogóle...Uśmiechnął się lekko.
• - Lubisz towarzystwo?
• - Dobrze jest z kimś pogadać. No i
jakoś tak się trochę bezpieczniejsza czuję. Tu się ciągle
włóczy mnóstwo ochroniarzy, a jedynie Troy jest w miarę miły.
• - Muszę iść tylko do sklepu, resztę
dnia mam wolną.
• - Do sklepu? Jeśli czegoś potrzebujesz
możesz dać mi listę i kupię co będziesz chciał. Ewentualnie...
- Lydia przerwała i przygryzła dolną wargę,
• - Ewentualnie? - Spojrzał na nią
uważnie.
• - Ewentualnie moglibyśmy pójść
razem. - spojrzała na niego – Ale oczywiście zrozumiem, jeśłli
zechcesz iść sam, wiadomo, głupio iść ze służącą gdzieś,
więc oczywiście jeśli nie chcesz to przecież nie naciskam, to
było tylko tak rzucone, nie musisz... - dziewczyna wyrzucała z
siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego.
Dan zaśmiał się cicho.
• - Możemy gdzieś wyjść, jeśli nie
będziesz miała przez to problemów.
• - Nie, nie będę miała. Problemy mogę
mieć wtedy gdy ktoś buszuje w kuchni, ale nic poza tym –
uśmiechnęła się do niego, ciesząc się, że się zgodził. Im
dłużej Dan będzie z nią tym mniejsze szanse były na to, że
przyjdzie do niej Marcus.
• - No to zaraz pójdziemy. - Zabrał się
za te pyszne ciasta, które dziewczyna mu dała.
• - Ale potrzebujesz iść do jakiegoś
konkretnego sklepu, czy wystarczy ci hipermarket? - spojrzała na
niego zaciekawiona.
• - Muszę kupić tylko papierosy, więc
wystarczy mi nawet kiosk.
• - Oooo... Palisz? - dziewczyna wyraźnie
zmarkotniała.
• - Tylko kiedy się denerwuję. To mnie
uspokaja.
• - No ale... Melisa także uspokaja –
rzuciła szybko.
• - Nie lubisz papierosów? Nie palę
często, raczej w sporadycznych przypadkach. Ale w razie nagłego
wypadku wolę mieć pod ręką paczkę.
• - Tutaj prawie nikt nie lubi papierosów
– znów w jej głowie pojawił się Marcus, która kilka razy
zgasił papierosa na jej brzuchu – pan Rifgard cię stresuje?
• - Jasne, że tak. W tej chwili nie do
tego stopnia, żebym miał palić, ale nie wiadomo co mu wpadnie do
głowy, więc...
• - Oj owszem, czasem bywa surowy, ale
przecież to nie jego wina, tak? Inaczej pewnie nie potrafi –
dziewczyna wstała z krzesła i sięgnęła do lodówki po jajka. Nie
mogła siedzieć bezczynnie.
• - Zostaw te jajka i idziemy, bo jak
zaczniesz coś robić to się nie wybierzemy do tego sklepu w ogóle.
- Wstał.
• - Och, no tak – dziewczyna wyglądała
na speszoną. Ona z kolei ze stresu zaczynałam tłuc garnkami w
kuchni i pichcić cokolwiek. Umyła ręce i zdjęła fartuszek, od
którym miała jak zwykle krótką czarną spódniczkę i białą
bluzkę zapiętą pod szyję, opinającą się nieco na jej biuście.
• - No to chodźmy.
• - Tak czy inaczej musisz mnie
pokierować, bo kompletnie nie znam tej okolicy. - Wyszli z
rezydencji.
Dziewczyna która po drodze zabrała swoją torebkę, zaczęła w
niej grzebać, idąc w stronę garażu.
• - Pojedziemy samochodem, dobrze? Nie
będę musiała ciągnąć wszystkich zakupów.
• - Nie ma problemu. Mi to jest nawet na
rękę. - Szedł spokojnie za nią. Mimo wszystko, odczuwał skutki
tej porannej gimnastyki.
Lydia wyłączyła alarm srebrnego Forda B-Max i wpakowała się
na miejsce kierowcy. Gdy Dan również usiadł po włączeniu silnika
zaczęła majstrować przy radiu.• - Jakiej muzyki słuchasz? - spytała
• - Różnej. Nie mam określonego
gatunku. - Oparł się wygodnie o siedzenie.
• - To w takim razie pozostaje radio –
uśmiechnęła się do niego i szybko wyjechała z garażu.
Podjeżdżając do bramy kliknęła innym pilotem, a ta się
otworzyła. Dziewczyna szybko włączyła się do ruchu, prowadząc
samochód w sposób pewny, ale nieco brawurowy.
• - Lubisz niebezpieczną jazdę? -
Uśmiechnął się, rozbawiony.
• - A ty nie?- rzuciła mu szybkie
spojrzenie, całą uwagę skupiając na drodze. Szybkim ruchem
kierownicy ominęła idiotę który zaczął wyjeżdżać z bocznej
drogi i dalej jechała trzymając się górnej granicy dopuszczalnej
prędkości, czasem nawet ją przekraczając.
• - Kiedyś spotykałem się z kierowcą
rajdowym. - Uśmiechnął się pod nosem.
• - I jaki był?
• - Zaszczepił we mnie miłość do
szybkich aut.
• - Ja się o osobowość pytam! -
roześmiała się cicho – Dlaczego wam nie wyszło?
• - Bo ja byłem durnym dzieciakiem, a on
prawdziwym skurwysynem.
• - Mężczyźni, co? Potrafią zaleźć
za skórę – palnęła, jakby nieświadoma, że mówi do faceta.
• - Zaszczepił we mnie miłość do
szybkich aut i skutecznie zniechęcił do zadawania się z
dominującymi facetami.
• - Naprawdę? - dziewczyna zwolniła
odrobinę i spojrzała na niego czujnie. - Przykro mi to słyszeć.
• - Niepotrzebnie. To przeszłość.
Dziewczyna zmarkotniała odrobinę. Było jej szkoda tak fajnego
chłopaka. Przeszłość przeszłością, ale ona dobrze wiedziała
jak dawne wydarzenia potrafią wpływać na codzienne życie. Nie
odezwała się, a gdy dojechali na teren sklepu zaparkowała w miarę
blisko wejścia i posłała mu uśmiech.• - Gotowy na wypaśne zakupy?
• - Ja tam kupuję tylko papierosy. -
Uśmiechnął się rozbawiony. - To ty chcesz robić wielkie zakupy.
• - Nie mów, że ty tylko wejdziesz i
wyjdziesz, no proszę cię! Dzisiaj robię zakupy na cały najbliższy
tydzień...!
Zaśmiał się.
• - Wiesz, to, że jestem gejem nie
znaczy, że nadaję się do robienia zakupów.
• - Masz... ile? - otaksowała go wzrokiem
idąc obok niego – Metr siedemdziesiąt sześć-siedem? Nadajesz
się do sięgania na półki gdzie ja i moje metr sześćdziesiąt
nie sięgamy. Orientacja nie ma nic do rzeczy. A tak właściwie... -
zatrzymała się - ...jak to jesteś gejem? Przecież pracujesz z
kobietami?
Przewrócił oczami.
• - Biseksualistą, niech będzie. Ale
właśnie, z kobietami tylko pracuję.
Dziewczyna ruszyła dalej biorąc po drodze wózek na zakupy.• - Tylko pracujesz? A nie myślałeś, żeby sobie kiedyś urządzić z jakąś życie?
• - Moja sytuacja życiowa jest dość
skomplikowana. A nawet gdybym miał sobie z kimś urządzać życie
to myślę, że nie wybrałbym kobiety.
• - Nie? Dlaczego nie? - weszli na teren
sklepu, a Lydia od razu zaczęła wybierać owoce i warzywa.
• - Bardziej pasują do mnie faceci.
• - A... - zacięła się – a jaki jest
twój typ faceta?
• - Kiedyś pewnie powiedziałbym, że
ktoś podobny do Blake'a. Teraz to słodcy chłopcy.
• - To przez tego rajdowca? - gdy w
koszyku znalazły się już pomidory, ogórki, pieczarki, jabłka i
banany Lydia pchnęła wózek w kolejną alejkę.
• - Tak, głównie przez niego. Dlatego
Blake sprawia, że robię się nerwowy.
• - Ale pan Rifgard jest.... no dobra,
bywa agresywny, nie zaprzeczę, ale... - pochyliła się nad nim i
ściszyła głos – próbowałeś głaskać go po kręgosłupie?
Uniósł brew.
• - Wiesz, nie chodzi o to, że jest
agresywny, bo odkąd przyszedłem do niego sam wcale taki dla mnie
nie jest. I nawet go lubię. Ale mimo wszystko, to dominujący facet.
No i wiesz, nie byłoby zbyt ciekawie, gdybym się w nim zakochał.
• - Dlaczego nieciekawie? - dziewczyna
najwyraźniej nie widziała problemu ani w tym czym zajmuje się
chłopak, ani w jaki sposób mężczyźni się poznali – Nie
chciałbyś się zakochać?
• - Nie mógłbym z nim być. To po
pierwsze. A po drugie... Blake tego nie chce, więc...
• - Głupi jesteś, wiesz? - parsknęła
szybko.
• - Niby dlaczego? Jasno dał mi to do
zrozumienia.
• - Powiedział ci, że nie chce się
zakochać? A jednocześnie pożyczył sto tysięcy, nalegając na
zamieszkanie i prosząc o wychodzenie z inicjatywą, gdy będziesz
sam miał ochotę na seks, oraz pozwolił ci samodzielnie
przygotowywać posiłki w kuchni. Chce byś spał w jego sypialni i
zaproponował ci ostatnio szofera... Ty naprawdę czasem nie myślisz.
Westchnął cicho.
• - Wczoraj rozmawialiśmy o wielu
rzeczach. I być może poruszyłem temat, którego nie powinienem był
poruszać. Ale uwierz, potrafię rozpoznać, kiedy ktoś mnie gdzieś
nie chce. A Blake dał mi jasno do zrozumienia, że po tych trzech
tygodniach nie chce mieć ze mną nic wspólnego.
• - Temat którego nie powinieneś
poruszać...? Niech zgadnę.... mówisz o jego bliznach? O nich się
nie mówi. Po prostu. Przekonałam się o tym na własnej skórze...
- dziewczyna sukcesywnie zapełniała koszyk. Najwyraźniej miała
doskonale rozplanowane co gdzie jest i co powinna kupić.
• - A ty? A ty chciałbyś mieć z nim coś
wspólnego gdy skończą się te trzy tygodnie? - spytała po chwili milczenia.
• - Akurat nie ten temat miałem na myśli.
Nie powinien nic mówić o moich uczuciach, bo już dawno przekonałem
się, że to bezsensowne. I tak, myślę, że bym chciał. Każdy
czuje się czasem samotny.
• - Każdy kogoś szuka, co? - prychnęła,
nieświadoma że użyła słów które wypowiedział Blake jakiś
czas temu
• - Długo u niego pracujesz?
• - Dwa lata
• - Skąd tyle o nim wiesz? Od Troya?
• - Powiedzmy, że znałam go zanim
zaczęłam u niego pracować. A Troy... tak, też jest kopalnią
informacji. Podasz mi tamten makaron? - wskazała na jedną z
wyższych półek
Sięgnął opakowanie i podał go jej.
• - Znałaś skąd?
• - No... poznaliśmy się niedługo przed
tym jak jego ojczym zmarł. Miałam wtedy 18 lat.
• - Opowiesz mi coś więcej?
• - O Blake'u? Chociaż powinnam
powiedzieć – o panu Rifgardzie?
• - O Blake'u. I o tym jak go poznałaś.
• - A co chciałbyś o nim wiedzieć?
• - Powiedz mi coś o jego ojczymie.
• - Jego ojczym... No cóż, na pewno był
chorym człowiekiem. Nie w sensie fizycznym, wiesz, ale jakieś takie
miał skłonności psychopatyczne. Był... bardzo przystojnym
mężczyzną. I szarmanckim. I umiał uwodzić kobiety. I robił to
nagminnie. Kasiasty był, to mu się udawało. Ale jeśli któraś
zaangażowała się bardziej... No, nie zagłębiając się w to
zanadto była zastraszana, bita i wyzywana. I Blake to obserwował.
Te kobiety już później robiły wszystko byleby tylko ten gość je
wypuścił. Robiły wszystko, rozumiesz? Dlatego pan Rifgard nauczył
się, że siłą można od siebie uzależnić człowieka. Można go
tym złamać. Widziałam jak cierpiał na początku, a później
zaczął się zmieniać. To bolało gdy na to patrzyłam... -
westchnęła ciężko
• - Jak się poznaliście? I kiedy
dokładnie?
• - Chcesz wiedzieć jak się poznaliśmy?
Naprawdę?
• - Tak.
• - Jego ojczym znudził się kolejną
złamaną kobietą i pozwolił mu odwieźć ją do domu. To była
moja matka.
• - Kiedy to było?
Lydia oddychała ciężko, gdy sięgała po ręczniki papierowe.
• - Sześć lat temu. Miałam wtedy
siedemnaście lat, on dwadzieścia jeden. Było mu tak bardzo
przykro, a ja widziałam, że było to szczere. Moja mama... – Lydia
przełknęła ślinę – ...moja mama zmarła po tym wszystkim. Nie
była w stanie się pozbierać po tym co zrobił jej ten bydlak.
Popełniła samobójstwo. Blake był dla mnie dużym wsparciem, ale
po kilku miesiącach naszej znajomości zauważyłam, jak zamyka się
w sobie. Przychodził do mnie i siedzieliśmy, a ja go przytulałam.
On cholernie potrzebuje czułości, wiesz? - dziewczyna miała
załzawione oczy, otarła je szybko i ruszyła dalej. - Gdy miałam
osiemnaście lat jego ojczym zmarł. Byłam na pogrzebie, ale Blake...
Blake już nie był moim Blakem, nie tym którego znałam. No i
kontakt nam się urwał. Nie wiedziałam go przez trzy lata.
• - Co się stało z rodzicami Blake'a?
• - Tego akurat nie wiem. Nigdy mi nie
powiedział. Nie wiem nawet czy Troy wie.
• - A Troy? Kim dla niego jest?
• - Najbliższym przyjacielem. Widzę ich
czasem razem, kiedyś niechcący podejrzałam jak Troy go przytula,
ale jest hetero, więc było to bez żadnych podtekstów. - Wózek
który Lydia pchała przed sobą był naładowany do pełna, więc
skręciła w kierunku kas. - Teraz Blake jest dla mnie panem
Rifgardem, ale i tak jestem mu wdzięczna za tę pracę. On naprawdę
potrzebuje kogoś... kogoś bliskiego, aby... - urwała.
• - Problem w tym, że Blake szuka w
nieodpowiedni sposób. Zresztą nieważne.
• - On robi dużo rzeczy w nieodpowiedni
sposób – prychnęła dziewczyna
• - To fakt.
Gdy kasjerka kasowała produkty Lydia pakowała je do
materiałowych toreb, które wyciągnęła z torebki. Po usłyszeniu
kwoty, podała kartę i wpisała PIN. Spojrzała na Dana – Co
chcesz na obiad?
• - Cokolwiek. Nie jestem wybredny.
• - Bierzesz te papierosy w końcu czy
nie? - spojrzała rozbawiona na zamyślonego chłopaka
• - A, tak, tak. - Wziął paczkę i podał
ekspedientce.
Lydia złapała cztery wypchane torby, po dwie do każdej ręki i
zaczęła dreptać w stronę auta. Myślała, czy lepiej będzie
przygotować pizzę czy może spaghetti. Polubiła Dana i miala cicha
nadzieję, że może jednak mimo tego co mówił zechce zostać z
Blakem. Co prawda wymagałoby tu uporu, zdystansowania, umiejętności
ulegania w odpowiednich momentach, ale zarazem stanowczości i
odwagi, ale była przekonana że ten chłopak posiada te cechy.Zabrał jej dwie torby i już spokojnie poszli do samochodu. Spakowali wszystko i wrócili do rezydencji.
Lydia wychyliła się do niego z kuchni i przywołała go gestem dłoni.
Poszedł do niej, zaciekawiony.
• - No co tam?
• - Pan Rifgard wrócił! Ale jest w
okropnym humorze, więc uważaj! A tak w ogóle to chcesz coś
słodkiego? Zrobiłam gruszki zapiekane z kaszą manną i gorzką
czekoladą – dziewczyna szeptała szybko.
• - Może później. Wiesz gdzie teraz
jest Blake?
• - U siebie w gabinecie. Ale jest bardzo,
bardzo zły. Może lepiej tam nie idź? Uśmiechnął
się lekko.
• - Jestem specyficznym człowiekiem.
Lubię ryzyko – szepnął do niej, rozbawiony i poszedł do
gabinetu mężczyzny.
Blake'a tymczasem faktycznie opanowała zimna furia. Trząsł się
z bezsilnej wściekłości, ponieważ przez niedopatrzenie jednej z
pracownic na kierowniczym stanowisku przegrali bardzo ważny i
dochodowy przetarg.Siedział przy biurku i przeglądał dokumenty patrząc czy istnieje jakakolwiek luka która by wykluczyła zwycięzcę, ale nic takiego nie było. Oparł się o fotel i zasłonił przedramieniem oczy.
Dan wszedł do środka cicho i spojrzał na mężczyznę.
• - Czego? - rzucił Blake nie patrząc
nawet do kogo mówi.
• - Bardzo jesteś dzisiaj miły –
stwierdził i podszedł do niego spokojnie.
• - Przyszedłeś mi to powiedzieć? -
parsknął, opuszczając rękę.
• - Nie. Słyszałem, że masz zły humor,
więc przyszedłem sprawdzić czy mogę ci go jakoś poprawić. -
Usiadł na biurku przed nim.
• - Plotki szybko się rozchodzą, huh? -
nie miał ochoty na pogawędkę, zdecydowanie nie. Chciał coś
rozbić, coś roztrzaskać, coś uderzyć. Albo kogoś.
• - Właśnie wpadłem na świetny pomysł.
Wstawaj. Zabieramy szofera i jedziemy.
• - Pojebało cię? - w oczach Blake'a
błysnęła złość, choć ton głosu był spokojny
• - Absolutnie nie. Wytrzymaj jeszcze
trochę, a obiecuję, że za piętnaście minut będziesz miał
świetną sposobność, żeby się wyżyć.
Blake wstał i złapał Dana za szyję, dusząc go. Trzymając go
w ten sposób pochylił się nad nim i wysyczał:• - Znam o wiele lepsze sposoby by się wyżyć, więc lepiej wyjdź, żebyś nie przekonał się na własnej skórze jakie to sposoby. - Odepchnął go mocno od siebie i z powrotem usiadł w fotelu.
Chłopak pomasował szyję, spodziewając się na niej zaczerwienienia.
• - W porządku, wyjdę. Ale... - Podszedł
do niego znowu i uderzył go mocno w twarz. - Ja nie jestem jak te
kobiety, które zastraszał twój ojczym. - Wyszedł z pomieszczenia.
Blake wciągnął powietrze w głośnym świstem. Podniósł
słuchawkę i połączył się z Marcusem• – Przyprowadź do mnie Lydię.
Dan wyszedł z rezydencji nabuzowany i skierował się sam w miejsce, w które planował zabrać mężczyznę.
W tym samym czasie przez hol szedł Marcus popychając i szarpiąc Lydią i wepchnął ją do gabinetu, sprawiając, że upadła na kolana. Blake spojrzał na ochroniarza i kazał mu wyjść, a następnie skierował wzrok na Lydię. Uśmiechnął się okrutnie, ale dziewczyna patrzyła mu prosto w oczy, zaczynając ciężko oddychać...
Nieeeee. Ja nie chcę by już był koniec tego rozdziału. Chcę więcej. Pragnę wiedzieć co dalej. Uch, Dan przesadził z tym uderzeniem mężczyzny i teraz Lidia ucierpi przez to. A to fajna dziewczyna, chociaż strasznie gadatliwa i wydaje się, jakby nie potrafiła zachować tajemnicy dla siebie. Chociaż z drugiej strony chce, aby Dan poznał Blake'a i nie uciekł od niego.
OdpowiedzUsuńSeks był super. Blake postarał się i zapanował nad sobą. Teraz to Danowi będzie łatwiej. A Blake powinien być dumny, że był pierwszy. :))
Lubię go i fakt potrzebuje czułości, ale w chwilach agresji jest nieobliczalny. Ale czuję, że Dan będzie potrafił go zmienić, jak nie do końca, to nauczy się go uspokajać i pokaże, że miłość, partnera zdobywa się czułością, dobrocią, miłością.
Rozdział długi, co mnie zadowala, ale ja już chcę dalej. :)
A jeszcze jedno. Blake ma złe doświadczenia ze swoim pierwszym razem, może kiedyś pozwoli Danowi te wspomnienia zatrzeć i wyląduje n pleckach z penisem blondyna w sobie. :)
Elis
Rozdziały są coraz lepsze. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuńalex.
Popieram seks był cudowny!
OdpowiedzUsuńI oni na bank po tych trzech tygodniach spotkają się ponownie..Skoro powoli zauroczenie w nich kiełkuje to może i wykiełkuje coś poważniejszego. Przecież oni obaj tego potrzebują a los sprawił,że znaleźli siebie xD
O.
Jezu, kocham to opowiadanie. Strasznie szkoda mi Lydii... Czekam na nexta!
OdpowiedzUsuńOki, boje się!
OdpowiedzUsuńCo on zrobi Lydii?? Boje się że zrobi jej coś strasznego T_T Nie wiem czemu wszyscy się nad nią znęcają?
Nie lubię kiedy tak jest :(
Dan mnie ciekawi, niby chce się trzymać na dystans ale, wciąż sie zbliża do Blake'a. Ciekawe kto kogo oswoi ;]
I teraz was zjade! OPISY OPISY i jeszcze raz OPISY!! Gdzie one są? Strasznie ich tu brakuje, postaci funkcjonują i żyją w jakiejś pustce! To niestety największy minus tego opka, i będę wam o to truć do śmierci!
Wspa-nia-łe!
OdpowiedzUsuńElis, rozdział miał 25 stron... Wciąż mało? Echhh :)A Lydia to istna gaduła, a jednocześnie kopalnia informacji. Mówi wszystko wszystkim na niemal każdy temat. Pytanie tylko czy zawsze...? A Blake odczuwa raczej satysfakcję i coś na kształt "prawa do własności", nie wiem tylko czy to takie zdrowe. A co do zlądowania na pleckach... no cóż, zależy w dużej mierze od Dana. Czy by chciał i czy by umiał Blake'a przekonać.
OdpowiedzUsuńAlex, dzięki :)Kolejny rozdział prawdopodobnie w piątek.
O., super, że seks się podobał. A te trzy tygodnie. Cóż... wiele się może w zdarzyć w tym czasie ^^
Anonimowy, wow. Fajnie widzieć kolejnego zadowolonego Czytelnika :) Mam nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej.
Floo, bój się. I jacy wszyscy? Tylko Marcus. I może Blake. A to coś strasznego może wcale dla niej straszne nie być. Ale cicho sza, ja nic nie mówiłam. Floo, ja nie wiem co z opisami. Chyba nie umiemy ich pisać ;/ Jak złapię gdzieś Himi to postaram się to naprostować. Opisy są moją piętą achillesową. Przykro mi....
Anonimowy, dzięki :D
Ładnie proszę o rozdział. (:
OdpowiedzUsuńEhh, znów nic nie ma. :((
OdpowiedzUsuńCzekam, czekam, czekam i nie mogę się doczekać. Kiedy nowa notka?
OdpowiedzUsuńDziewczyny, zlitujcie się nad nami biednymi czytelniczkami. *mruga zalotnie oczkami prosząc o nowy rozdział*.
OdpowiedzUsuńElis
28 year-old Web Designer III Thomasina Whitten, hailing from Keswick enjoys watching movies like Demons 2 (Dèmoni 2... l'incubo ritorna) and Gambling. Took a trip to Archaeological Site of Cyrene and drives a Bugatti Type 57SC Atalante Coupe. sprawdz ten link tutaj teraz
OdpowiedzUsuń