środa, 10 kwietnia 2013
Peccatum - 8 - "kiedyś ktoś zostanie skrzywdzony"
Tom dał się na to złapać i gwałtownie odstawił talerz na ławę.
- Co to niby ma znaczyć? - warknął poddenerwowany i podciągnął sobie bardziej rękawy do góry.
Bill wybuchł głośnym śmiechem, widząc żądzę mordu w oczach brata.
- Tom... proszę cię. Jost? Rozumiem, gdybym wymienił kogoś innego, ale Jost?
- No właśnie... czemu wymieniłeś Josta, Bill? I co miałeś na myśli, że jest bardziej władczy ode mnie? - Tom dalej warczał, zaplatając ramiona na klatce piersiowej.
Bill wciąż pokładał się ze śmiechu na kanapie.
- Nie wierzę. Podpuszczam cię Tom. Naprawdę nie wierzę, że wciąż dajesz się na to nabierać.
Tom zrobił minę i westchnął sznurując usta.
- Ha- ha- ha - rzucił tylko, i wciąż zły sięgnął po pizzę.
Bill w końcu przestał się śmiać i przysunął się do niego.
- Daj spokój Tom. Jost? Przecież on nawet nie jest przystojny. Jak miałby się równać z tobą? - Pocałował go w policzek i wrócił do swojej pizzy.
Tom przewrócił oczami.
- Nie wierzę, że ciebie wciąż bawi wzbudzanie we mnie zazdrości - powiedział, już uspokojony.
Bill uśmiechnął się.
- Lubię, kiedy jesteś zaborczy. Wtedy widzę, że ci na mnie zależy.
- Jak ci dam zaborczość to nie będziesz mógł siedzieć przez dwa dni i będziesz musiał spać na brzuchu - Tom powiedział to głosem przepełnionym pewnością siebie i oblizał wargi, trącając koniuszkiem języka swój kolczyk.
- Wtedy zostaniesz moim osobistym służącym i będziesz mnie nosił wszędzie tam, gdzie będę chciał.
Tom uniósł wysoko brwi.
- A nie za dobrze by ci było? - spytał otwierając drugi karton pizzy.
- Skąd. To by było wynagrodzenie, jeśli nie mógłbym siedzieć.
- Zobaczysz, kiedyś ktoś zostanie skrzywdzony, jak będziesz mnie tak podjudzał. - Tom pokręcił głową i przełknął łyk piwa.
- No cóż, Josta byś raczej nie skrzywdził, skoro to nasz menadżer. - Jeśli dowiedziałbym się, że cię dotykał, to fakt, że jest menadżerem w niczym mu nie pomoże. Lepiej uważaj, Kocie. Wiesz, że czasem szybciej robię niż myślę - powiedział Tom, popatrując na brata. Bill uśmiechnął się do niego słodko. - Braciszku... Nie oszukujmy się. Ty zawsze szybciej robisz niż myślisz. - Ożesz ty! - zawołał ze śmiechem Tom i po odłożeniu piwa rzucił się na brata, całując go po szyi i przesuwając dłonią po jego nagich plecach.
Po jakimś czasie obudził się też Bill. Spojrzał na Toma i uśmiechnął się lekko.
- Hej - wymruczał, wtulając się jeszcze w niego.
- Cześć Kocie... - cmoknął go w skroń. - Tak sobie myślę... pamiętasz nasz pierwszy raz? - spytał cicho, muskając jego plecy koniuszkami palców.
Bill zmarszczył brwi, patrząc na niego.
- Jasne, że pamiętam. Czemu o to pytasz? - Pamiętał jak pokłócili się o jakąś bzdurę i wtedy Tom rzucił się na niego, całując go. A to było coś, czego Bill od dawna pragnął.
- Tak jakoś. - Tom pogłaskał go raz jeszcze i w końcu klepnął lekko, mamrocząc coś o tym, że muszą wstać. Zwlókł się z łóżka i wciągnął bokserki na tyłek. Odwrócił się w stronę rozciągniętego na pościeli brata.
- Co jemy na śniadanie?
- Cokolwiek. - Bill przeciągnął się i też wstał. - Mam dzisiaj wizytę kontrolną u lekarza.
- Chodź, zrobię tosty. - Tom wsunął jeszcze spodnie i boso, z nagim torsem zszedł na dół.
Bill ubrał się i dopiero wtedy zszedł za nim, ziewając. Nie miał ochoty dzisiaj wychodzić, ale nie miał wyjścia. Musiał dowiedzieć się, co powie lekarz.
Tom, zamyślony, przygotowywał śniadanie. Włączył radio, by nie siedzieli w ciszy i postawiwszy przed Billem talerz, sam pogryzał swoją porcję.
- Pójdziesz ze mną, Tom? - Bill zaczął jeść swoje śniadanie, patrząc pytająco na brata. Chciał mieć w nim wsparcie. Jakoś przez te kilka dni czuł się lepiej. Nie wybitnie dobrze, ale lepiej.
- No ba. Oczywiście. Na którą masz wizytę? - spytał kończąc posiłek i związując warkoczyki w węzeł, żeby mu nie przeszkadzały.Rozwalił się na krześle i popatrzył na brata badawczo.
- Na dziesiątą. Za godzinę. Raczej nie będę tam długo. - Dokończył swoje jedzenie i popił je sokiem.
*
- No to spoko. Mam nadzieję, że masz tam dobrą opiekę? W ogóle to nie mogę uwierzyć, że tak długo trzymałeś to w sekrecie. Bałeś się że cię zjem, czy jak? - spytał bawiąc się jednym warkoczykiem, który wysmyknął się z węzła.
- Już ci mówiłem. Po prostu liczyłem na to, że lekarz się pomylił i że to nie prawda. - Westchnął cicho. Wstał z miejsca i podszedł do Toma, obejmując go.
- Tiaa... dobra, ale jestem pewien że wszystko będzie dobrze. Mówiłeś Jostowi, że robimy dłuższą przerwę? A co z powiadomieniem Gustava i Georga? - Tom pogłaskał go po ramieniu, którym ten go objął.
- Tom... - Bill uśmiechnął się lekko. - Czyżby moje towarzystwo źle na ciebie wpływało? Jost mówił, że ich powiadomi.
- Taak? Może faktycznie mówiłeś coś takiego... - Tom wzruszył ramionami i uniósł kącik ust w imitacji uśmiechu. - W takim razie, Kocie, chyba trzeba zacząć się zbierać, tak?
- Tak, chyba tak. Ja jestem gotowy, ale ty musisz się jeszcze ubrać. - Pocałował go mocno.
Tom kiwnął głową i odstawił talerz do zlewu, wyswobadzając się z objęć brata. Wbiegł szybko po schodach na górę i założył skarpetki oraz duży T-shirt. Zarzucił na plecy sportową bluzę z kapturem i dudniąc po schodach zbiegł z powrotem do Billa.
- Gdzie są kluczyki? - spytał rozglądając się po szafkach.
Bill pomachał mu przed nosem dłonią z kluczykami.
- Możesz prowadzić - powiedział łaskawie i oddał mu kluczyki, wychodząc z domu.
- Mogę? Było wiadomo, że ja będę prowadził, Bill! Nawet nie było innej opcji! - udając oburzenie wsunął na nogi sneakersy i złapał kurtkę. Wskoczył do auta i nie czekając aż Bill usiądzie odpalił silnik.
Jego bliźniak zaśmiał się i usiadł na miejscu pasażera.
- Jasne, Tommy. Oboje dobrze wiemy, że jestem lepszym kierowcą od ciebie.
Tom prychnął śmiechem i wciąż rechocząc spojrzał na brata.
- Chyba w twoich snach - wyjechał z terenu posesji i dodał gazu, ładnie wchodząc w zakręt.
- To ciekawe kto dostał więcej mandatów - powiedział Bill rozbawiony. Faktem było, że Tom miał ich więcej, choć Bill doskonale wiedział, że to przez jego porywczość. Zawsze kłócił się, kiedy go zatrzymywali.
- Mandaty są wyznacznikiem szybkiej jazdy. A to ty ostatnio porysowałeś lakier gdy udawałeś, że umiesz parkować - odbił piłeczkę Tom.
Bill prychnął.
- Tylko dlatego, że akurat byłem po rozmowie z bardzo wkurzającym osobnikiem - powiedział tylko. Miał na myśli Josta, który rzeczywiście go wtedy wkurzył.
- Tak się tłumacz, braciszku. Ja może jeżdżę szybko, ale za to bez szkód. W przeciwieństwie do ciebie - puścił mu oczko i wyprostował się na siedzeniu.
Bill już nic nie odpowiedział, siedząc z obrażoną miną. Nie cierpiał przegrywać. W końcu dojechali do szpitala. Bill sięgnął na tylne siedzenie po czapkę i okulary przeciwsłoneczne. Drugi zestaw podał Tomowi.
Tom jeszcze zanim założył okulary rozejrzał się dookoła i nie widząc żadnego przechodnia, pogłaskał Billa pod brodą, tak jak kotka. Stąd też zaczął tak na niego mówić, bo za każdym razem gdy tak robił Bill cicho mruczał z przyjemności.
- No już, nie dąsaj się - szepnął i zakrył oczy ciemnymi szkłami.
- Wariat. - Bill uśmiechnął się lekko i wyszedł z samochodu, kierując się szybko do wejścia. Nie chciał, żeby ktoś go rozpoznał, skoro media nie wiedziały jeszcze o całej sprawie.
- Twój prywatny wariat - szepnął kącikiem ust, idąc za nim równym krokiem. Gdy weszli do odpowiedniego skrzydła Tom rozejrzał się dookoła. Szpital jak szpital. Poczekalnie były utrzymane w ciepłych, pastelowych kolorach, na ścianach było pełno plansz przedstawiających różne choroby płuc. Podsunął sobie okulary na czoło i rozpiął kurtkę. Było ciepło. Co jakiś czas wyprzedzali starszych ludzi lub mijali się z lekarzami i pielęgniarkami.
W końcu Bill zatrzymał się przed drzwiami, obok których siedział jeszcze jeden starszy mężczyzna. Bill oparł się o ścianę i sam zdjął okulary. Miał nadzieję, że nie będą długo czekać.
Tom oparł się o ścianę i włożył ręce do kieszeni. Lustrował przechodzące obok kobiety, patrząc na ich pupy i odwracając się co raz za, gdy dostrzegał atrakcyjne kształty. Był biseksualny, więc potrafił docenić kobiece piękno.
- Mógłbyś przynajmniej udawać, że cię nie interesują - usłyszał szept Billa, który patrzył wprost przed siebie. Doskonale wiedział, że Tom uwielbiał kobiece kształty i to go denerwowało. Choć wiedział też, że nie może tego zmienić w żaden sposób.
Tom przekręcił oczami.
- Przecież tylko patrzę - również odszepnął spoglądając na wyjątkowo ładną dziewczynę, która najwidoczniej zmierzała prosto w ich stronę. Tom wyprostował się i uśmiechnął popisowo, ale mina momentalnie mu zrzedła, gdy dziewczyna podeszła do Billa, na niego nawet nie spoglądając.
Bill zaśmiał się cicho z miny brata i uśmiechnął się do młodej pielęgniarki.
- Cześć Saro. Nie przejmuj się tym tutaj, on już się taki urodził.
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- Cześć Bill. Możesz już wejść, doktor na ciebie czeka.
- Dzięki. - Czarny zapukał i wszedł do gabinetu.
Tom popatrzył jak za drzwiami razem z bratem znika piękność, nazwana przez Billa Sarą. Pokręcił powoli głową. Dziewczyna była wysoka, miała jasnobrązowe włosy, owalną twarz, gładką cerę, prosty nos i pełne usta. Płaska tam gdzie trzeba i zaokrąglona w kuszący sposób. Pielęgniarska spódniczka sięgała jej przed kolano, ukazując szczupłe łydki. Tom niemal westchnął, gdy znikła mu z oczu. Zdecydowanie chciał ją bliżej poznać.
Po jakimś czasie z gabinetu wyszedł Bill razem z Sarą. Był zadowolony.
- Dziękuję Saro. - Pocałował ją w policzek. - O której kończysz zmianę? Moglibyśmy pójść coś zjeść.
Sara pogłaskała Billa po ramieniu.
- Jestem dzisiaj do 14, więc chyba raczej nie będzie ci się chciało czekać.
Tom odchrząknął podchodząc bliżej i patrząc na brata.
- Nie przedstawisz nas sobie?
- A, tak. Saro, to jest mój brat, Tom. Opowiadałem ci o nim. A to jest Sara, zajmuje się moją chorobą. Chociaż raczej robi za wsparcie psychiczne. - Uśmiechnął się lekko.Sara z pewną dozą dystansu wyciągnęła dłoń do Toma, a ten ucałował wyciągniętą rękę.
- Dziewczyna szybko ją jednak cofnęła. Historie którymi raczył ją Bill nie nastroiły jej pozytywnie do bliźniaka jej pacjenta.
Bill zaśmiał się cicho.
- - Niestety, muszę cię zmartwić Tom. Sara wie, że jesteś kobieciarzem. I nie da się złapać na twoje sztuczki. - Uśmiechnął się. - Przyjdę po ciebie o 14, Saro. Pójdziemy na jakiś obiad.
Bill spojrzał kątem oka na Toma i poczuł niepokój. Jego brat wpatrywał się w Sarę jak w obrazek. Nie dał jednak nic po sobie poznać.
- Jeśli tylko Sara ci pozwoli. - Uśmiechnął się.
- Pozwolisz? - spytał zatem Tom spoglądając na Sarę i uśmiechając się swoim popisowym uśmiechem. Czubkiem języka przesunął po kolczyku w wardze i spojrzał na nią ciepło, uruchamiając cały swój czar.
Choć Sara wiedziała jaki jest brat Toma, nie mogła oprzeć się jego urokowi, więc odpowiedziała tylko z uśmiechem:
- Pozwolę.
- W takim razie, do zobaczenia o 14 - powiedział Bill z nieco wymuszonym uśmiechem i poszedł w stronę wyjścia.
Tom ucałował raz jeszcze dłoń Sary i poszedł za bratem, cały w skowronkach. Gdy wsiadali do samochodu nawet coś pod nosem nucił zadowolony.
- Nic nie mówiłeś, że masz taką opiekę, Kocie? W ogóle co powiedział lekarz?
- Jakoś zapomniałem ci wspomnieć. Za dużo się działo. - Tak naprawdę, Bill wcale nie chciał mówić Tomowi o Sarze. Lubił ją. A obawiał się, że Tom albo ją skrzywdzi, albo się w niej zakocha.
- No to co powiedział lekarz? - dopytywał Tom, spoglądając szybko na brata. Wyczuł jakieś napięcie.
- Coś nie tak? - spytał zaniepokojony.
- Nie, w porządku. - Bill uśmiechnął się. - Lekarz powiedział, że jeśli leki będą działały tak, jak teraz i nic się nie zmieni, to będę zdrowy.
- Bill! To świetna wiadomość! Trzeba to uczcić, kochanie! Może zrobimy jakieś przyjęcie u siebie? - szczęśliwy, kalkulował od razu, czy dałoby się zaprosić Sarę na wieczór.
A Bill, jak to Bill, niemal czytał mu w myślach.
- Jeśli chcesz. - Znów wymusił na sobie uśmiech i oparł się o szybę. - Zdrzemnę się. Jestem trochę zmęczony.
- Pewnie, odpoczywaj - zamruczał czule Tom, głaszcząc go po udzie. Gdy dojechali do domu, Tom widząc że brat ma ciągle przymknięte oczy, wziął go na ręce i zaniósł do salonu. Położył go na kanapie i przykrył kocem, po czym cmoknął w policzek i wyszedł z pomieszczenia.
Bill obudził się po jakimś czasie i podniósł się z kanapy. Spojrzał na zegarek, była 13. Powinni się już zbierać. Chociaż w tej chwili żałował, że zaproponował to spotkanie.
Tom już od jakiegoś czasu był gotowy i siedział teraz fotelu. Był ubrany w najnowsze ciemne dżinsy z kolekcji Levisa i luźny sweter, który jednak doskonale uwydatniał jego bicepsy i klatkę piersiową.
Na czole miał przewiązaną czarno fioletową bandanę. Zatopiony w meblu przyglądał się śpiącemu Billowi.
Czarnowłosy spojrzał na Toma i uśmiechnął się lekko.
- Wystroiłeś się. - Poszedł do swojej sypialni, żeby się ubrać.
- W końcu idziemy na miasto, co? Chcę jakoś wyglądać. - krzyknął za nim, otrzepując niewidoczne papruszki z rękawa.
- Jasne - mruknął do siebie Bill. - Gdyby chodziło tylko o wyjście na miasto, to byś się tak nie przejmował. - Westchnął cicho, przestając już mówić do siebie. Ubrał się dość szybko i wrócił do brata.
Ten zaś czekał już pod drzwiami. Miał już na sobie lekką skórzaną kurtkę i wyraźnie widać było, że zależy mu na tym by się nie spóźnić.
- Masz kluczyki? - Bill założył jeszcze buty o kurtkę i też bym gotowy. Wyszedł z domu, idąc do samochodu. Był zdenerwowany, więc nawet nie próbował sprzeczać się z Tomem o to, kto prowadzi.
- Tak, mam. Gdzie pójdziemy z Sarą? Może trzeba byłoby zadzwonić i uprzedzić, żeby zatrzymali dla nas stolik? - Tom szukał w głowi jakiegoś przytulnego bistro, ale nic nie przychodziło mu do głowy.
- Mamy już swoje miejsce i zapewniam cię, że bez problemu znajdą dla nas stolik. - Bill wsiadł do samochodu.
- Często razem wychodzicie? - spytał Tom, hamując gwałtownie, gdy jakiś samochód niemal wjechał im w maskę.
- Nie, nie tak często. Poznaliśmy się dopiero niedawno.
- Matko! Jak oni jeżdżą! Rozumu nie mają? - prychnął wściekły Tom.
- Fajna ta Sara, co? - spytał, gdy już się uspokoił.
- Tom... Lubię Sarę. - Spojrzał na niego poważnie. - Nie wybaczę ci, jeśli ją wykorzystasz.
- Wykorzystam...? Billy, Kocie, no proszę cię - Tom zaśmiał się nieco fałszywie. - Jak niby miałbym ją wykorzystać?
- To ja cię proszę, Tom. Znam cię i wiem co się dzieje, kiedy spodoba ci się jakaś kobieta. - Bill odwrócił od niego wzrok. Nie chodziło mu tylko o wykorzystanie Sary. Nie dlatego Bill nie chciał, żeby Tom spotykał się ze swoimi "przyjaciółkami" na seks. Po prostu bał się, że w którejś z nich jego brat mógł się kiedyś zakochać.
- Co niby się takiego dzieje, braciszku? - spytał Tom kwaśno, popatrując na niego kątem oka. Czuł się trochę nieswojo, że bliźniaczy brat orientuje się w tym co dzieje się w jego głowie.
- Dobrze wiesz. W każdym razie, pamiętaj o tym, co ci powiedziałem. Nie wybaczę ci, jeśli ją zranisz.
- Niby co takiego? - nalegał Tom. Bill go wkurzał w tym momencie. Nie powinien robić problemów związanych z tym, że chce się spotkać z dziewczyną. Mieli umowę.
- Każdą zaciągasz do łóżka - powiedział po prostu. - Przecież nie muszę ci tego tłumaczyć. - Bill spojrzał na niego bez wyrazu, ale ostrym wzrokiem.
- To tylko seks, wiesz o tym - rzucił zlewczo Tom. Kiedyś by dodał, że to Bill jest jego całym światem, ale teraz... Cóż, może nie powinien tego powtarzać tak często? Kochał Billa całym sobą, ale coraz bardziej czuł na sobie ciężar odpowiedzialności za niezdrowe relacje które ich łączyły.
- Nie chcę o tym słuchać, Tom. Nie robię ci z tego powodu wyrzutów, chodzi mi tylko o Sarę. - Prawdę mówiąc, Bill coraz bardziej zaczynał się zastanawiać czy i ich nie łączy tylko seks. Nie robili nic poza tym, a Tom i tak szukał jeszcze doznań z kimś innym. Zastanawiał się czy gdyby nie byli bliźniakami, ich związek emocjonalny w ogóle by istniał.
- Coś bardzo jej bronisz. Chyba ją lubisz, co? Tak... lubisz- lubisz? - Tom poruszył sugestywnie brwiami i oblizał się lubieżnie, skręcając na podjazd do szpitala.
- Tak, lubię. Zamierzam zaciągnąć ją do łóżka zamiast ciebie. - Bill uśmiechnął się do niego słodko i wysiadł z auta, zanim jeszcze Tom zdążył je na dobre zatrzymać.
Tom pokręcił głową i uśmiechnął się wrednie parkując i po wyjściu z auta szybko dogonił Billa.
- Nie masz ze mną szans, braciszku. Ale jeśli chcesz porywalizować? Wchodzę w to - szepnął mu do ucha, całując leciutko małżowinę.
- W takim razie zapomnij o zbliżaniu się do mnie - powiedział Bill i odepchnął go, wchodząc do środka.
Tom zaklął i wszedł gwałtownie za nim. Pociągnął go za rękę i pchnął na ścianę, po czym przysunął się bliżej i syczącym szeptem rzucił:
- Nie waż się tak do mnie mówić, rozumiesz?
Bill spojrzał mu w oczy bez strachu.
- Bo co? Stawiam cię przed faktem dokonanym Tom. Chcesz poderwać kobietę, która mi się spodobała - powiedział szeptem, nie próbując się wyrywać.
- Kurwa, Bill, jesteś moją drugą połową, czy to się komukolwiek podoba czy nie. Chuj mi to. Ale jeśli to się wyda, to jesteśmy udupieni. Obaj! Więc jeśli chcesz startować do Sary to rób to porządnie, nie jak gej! - wysyczał Tom i odsunął się o krok.
Bill pokręcił tylko głową, nie wierząc, że Tom to powiedział i nie odpowiedział już nic, kiedy zobaczył, że nadchodzi Sara. Uśmiechnął się do niej lekko, sztucznie, jak zawsze dla publiczności i przywitał się z nią.
- Jedziemy tam, gdzie zawsze, prawda?
Dziewczyna zmrużyła oczy i popatrzyła na zaciśnięte w pięści dłonie Billa i na napięte mięśnie szczęki Toma.
- Przeszkodziłam w czymś? - spytała cicho i zaczęła się bawić końcówką warkocza, przesuwając ją między palcami.
- Nie. - Bill wziął ją za rękę i poszedł do wyjścia. - Wszystko w porządku, po prostu zastanawialiśmy się gdzie jechać. Wiesz jak to jest ze sporami między rodzeństwem.
- No właśnie nie wiem... Zazdroszczę wam bardzo, jestem jedynaczką i bardzo bym chciała mieć siostrę z którą miałabym takie relacje, jakie panują między wami - powiedziała Sara, uśmiechając się ciepło w stronę Billa. Toma jakby ignorowała, ale to właśnie on się odezwał.
- Wiesz mi, nikt nie chciałby mieć takich relacji - rzucił ironicznie, patrząc przez chwilę prosto w oczy Billa. Jego wzrok zabłysł wyzywająco
- Ale... Bill? Jak to? Coś jest nie tak? - dziewczyna zmarszczyła brwi pytająco.
Bill uśmiechnął się smutno, odwracając wzrok od Toma.
- Najwyraźniej mój brat ma mnie dość. Widzisz, wszystko dlatego, że mu się podobasz. A ja nie chcę, żeby cię skrzywdził. Ale może powinnaś mu zaufać. I ja też. Dlatego zostawię was samych, poznajcie się lepiej. - Pocałował ją w policzek. - Bawcie się dobrze i do zobaczenia. - Bill wyszedł szybkim krokiem ze szpitala i skierował się w stronę domu. Poddał się. Nie było sensu walczyć z Tomem, skoro z góry zakładał przegraną. Zwłaszcza, że on tylko chciał mieć go dla siebie. Ale to bez znaczenia, jeśli tylko on tego chciał. Może tak będzie lepiej. W końcu Toma już jakiegoś czasu męczą myśli o zakończeniu tego związku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)