Pół roku później Dan dziękował w duchu, że Blake nie oddał mu wtedy komórki. Zaraz po tym jak znalazł się u siebie, zadzwonił do Tony'ego i poprosił, żeby namierzył jego telefon. Był w nim nadajnik. Środki bezpieczeństwa, a właściwie jego paranoja. W każdym razie, dzięki temu miał adres Rifgarda. Wtedy do niczego mu się nie przydał, nie poszedłby na policję. Ale teraz... Teraz potrzebował pieniędzy. Dużych pieniędzy. I znał tylko jednego człowieka, który taką sumą dysponował.
Ścisnął mocniej pasek swojej torby i nacisnął przycisk na bramie. Nie miał wyboru.
Domofon zaterkotał i po chwili dał się z niego słyszeć damski głos
• - Rezydencja pana Rifgarda, słucham?
• - Był pan umówiony?
• - Nie. - Westchnął cicho.
• - W takim razie wątpię żeby pan
Rifgard miał czas by pana przyjąć.
• - Myślę, że jednak nie będzie miał
nic przeciwko temu. Woli pani powiedzieć mu, że odprawiła pani
kogoś, kto więcej się tu nie pojawi? Mój czas również jest
ograniczony. I sądzę, że nie w pani kompetencjach leży
decydowanie o tym kogo pan Rifgard przyjmie.
• - Proszę chwilę poczekać.
Dan stał pod bramą wystukując stopą jakiś rytm, gdy domofon
znowu zaterkotał:
• - Zapraszam do środka panie Louel .
Dan odetchnął jeszcze kilka razy, żeby dodać sobie odwagi i
wszedł na teren posesji. Zdawał sobie sprawę z tego, że dzisiaj
poniży się bardziej niż kiedykolwiek, ale w tej chwili był gotowy
zrobić wszystko. Przed drzwiami czekał już na niego Troy, którego
widok nie bardzo go ucieszył. Raczej go nie polubił.Troy widząc go zacisnął zęby i zaprowadził go do tej części rezydencji której Dan ostatnim razem nie miał okazji zwiedzić. Podszedł do drzwi na końcu korytarza i zapukał. Gdy padło szybkie „proszę” ochroniarz odszedł, pozostawiając Dana na korytarzu.
Blondyn wszedł do pomieszczenia po chwili i spojrzał na mężczyznę zaskakująco pewnie jak na tą sytuację.
• - Odnoszę wrażenie, że twój osiłek
nie bardzo mnie polubił.
Blake spojrzał na niego chłodno, ale z ciekawością.
• - Przyszedłeś do mnie rozmawiać o
Troyu?
• - Myśli o nim niekoniecznie zaprzątały
mi głowę. - Usiadł w fotelu naprzeciwko mężczyzny. - Nie zwykłem
owijać w bawełnę, więc powiem prosto. Potrzebuję kasy.
• - Naprawdę? Zdaje się, że gdy
widzieliśmy się ostatnio miałeś kasy w bród. Czyżbym się
mylił? - Blake oparł się łokciami o blat biurka za którym
siedział
• - To było pół roku temu. Poza tym,
potrzebuję jej naprawdę sporo. - Wybijał nogą nieokreślony rytm
na podłodze. Denerwował się.
• - I dlaczego przyszedłeś z tym do
mnie? - Blake odchylił się i oparł o fotel. Był naprawdę
zaintrygowany postawą Dana.
• - Bo z wszystkich osób, które znam
tylko ty posiadasz takie pieniądze. I tylko tobie jestem w stanie w
jakiś sposób... zapłacić.
• - Zapłacić? Co masz na myśli? - na
usta Blake wkradł się złośliwy uśmieszek
• - Co chcesz. Jestem w stanie zrobić
wszystko.
• - A co jeśli ja nie jestem
zainteresowany? Nie pomyślałeś o tym? Ostatnio dość mocno mnie
rozczarowałeś. - Blake mówił spokojnie utrzymując kontakt
wzrokowy z blondynem.
• - Ostatnio mnie do tego zmusiłeś –
zauważył. - A gdybyś nie był zainteresowany już byś mnie stąd
wyrzucił.
• - Dobrze rozumujesz, mały. Zatem o co
tak naprawdę chodzi z kasą? Klientki zaczęły kręcić nosem? -
spytał cicho z nutą kpiny w głosie
Dan parsknął.
• - Klientki dobrze się trzymają. Ale ja
potrzebuję dużo więcej niż zwykle. Sto tysięcy – rzucił cenę
i czekał na jego reakcję.
• - Sporo. - zastanowił się przez
chwilę. Nie było to dużo jak na jego zarobki, ale zastanawiał się
po co młodemu chłopakowi aż tyle kasy. - Czyli mówisz, że za
taką kasę, zrobisz... wszystko? - spytał, unosząc do góry jedną
brew.
• - Pod warunkiem, że dostanę ją teraz.
Potrzebuję jej natychmiast.
• - Nie ma problemu. - Blake wyciągnął
książeczkę czekową i wypisał sumę, po czym przesunął czek na
skraj biurka – Proszę.
• - Czego chcesz w zamian? - Nie wziął
na razie czeku, czekał na jego odpowiedź.
• - Wprowadź się tutaj.
Dan zamrugał, zaskoczony.
• - Słucham?
• - Wprowadź się tutaj. Na dwa tygodnie.
- powtórzył spokojnie
• - Chodziło mi o to, czego dokładnie
ode mnie oczekujesz.
• - Oczekuję od ciebie, że tym razem sam
wyjdziesz z inicjatywą. Nie mam zamiaru cię do niczego zmuszać,
zauważyłem, że nie lubisz nacisków. Wierzę jednak, że jesteś
bystrym mężczyzną, mały i zdajesz sobie sprawę, że sto tysięcy
nie jest małą sumką. - uśmiechnął się pod nosem kpiąco.
• - Więc mam się tu wprowadzić na dwa
tygodnie i podczas tego czasu po prostu ci się oddać, tak?
• - Nie ująłbym tego w taki sposób,
ale... tak. Aczkolwiek nie mów, że nie liczyłeś się z takim
obrotem spraw. - Blake sięgnął po filiżankę która stała na
jego biurku i napił się – Jeśli jednak ci to nie odpowiada mogę
wezwać Troya by odprowadził Cię do drzwi. Wtedy jednak ten czek
zostaje u mnie.
• - Skąd. Tego się spodziewałem, kiedy
zdecydowałem się do ciebie przyjść. - Wziął czek. - Kiedy mam
się wprowadzić?
• - A kiedy Ci pasuje? Dziś, jutro? -
uśmiechnął się ciepło, jednak tak jak zwykle jego uśmiech nie
objął oczu.
• - Jutro. - Wstał z miejsca. Musiał
przekazać komuś te pieniądze, ale załatwi to dzisiaj.
• - Zatem do jutra. - wstał i obszedł
biurko, opierając się o nie tyłkiem. Gdy Dan wstał i ruszył w
stronę drzwi, odkaszlną cicho. Był ciekawy, czy chłopak wpadnie
na pomysł związany z całowaniem zanim wyjdzie.
Odwrócił się jeszcze na chwilę, wiedząc, że Blake właśnie
tego od niego oczekuje i wpił mu się w wargi nieco agresywnie. Nie
mógł zaprzeczyć temu, że nigdy wcześniej nie spotkał kogoś,
kto całowałby tak, jak on.Mężczyzna pogłębił pocałunek, jednak nie obejmował go. Ni chciał zrobić tym razem niczego wbrew woli Dana. Nie zamierzał zaprzepaścić takiej okazji, że taki chłopak przyszedł do niego z własnej nieprzymuszonej woli. 'O ile nieprzymuszoną wolą można było nazwać problemy finansowe.'- przemknęło mu przez głowę, jednak nie wpłynęło to na jego dobre samopoczucie. Ten chłopak tak cudnie smakował.
• - Wiesz, nie czuję się zbyt
komfortowo, kiedy twoje ręce zwisają bezwładnie jak kłody –
mruknął w jego wargi. - Do jutra. - Odsunął się od niego i
wyszedł.
Zamykając drzwi usłyszał głośny, ciepły śmiech mężczyzny.A tuż za nimi natknął się na Troya, co skutecznie zmyło mu uśmiech z twarzy. Naprawdę nie lubił tego faceta.
Ten odprowadził go do bramy i wrócił z marsową miną do Blake'a. Wszedł bez pukania do jego gabinetu, a mężczyzna nadal tkwił oparty tyłkiem o biurko i wpatrywał się w drzwi. Gdy zobaczył Troya uśmiechnął się szczerze.
• - Sam do mnie przyszedł, zdajesz sobie
z tego sprawę?
Troy spojrzał na niego krzywo jakby mówiąc 'Żartujesz sobie?' To nieco zepsuło humor mężczyzny.
Troy spojrzał na niego krzywo jakby mówiąc 'Żartujesz sobie?' To nieco zepsuło humor mężczyzny.
• - Tiaa, zapomnij.
Wyszedł ze swojego gabinetu, kierując się w stronę kuchni.
Musiał dać zlecenie, że w ciągu następnych dwóch tygodni będzie
trzeba przygotowywać jedną porcję więcej.Po uregulowaniu najważniejszych spraw i zebraniu raportów od ochroniarzy poszedł do salonu, gdzie wlał sobie szklankę whisky i zapadł się w swoim ulubionym skórzanym fotelu. Włączył telewizor i popijając drinka skakał po kanałach, zatrzymując się od czasu do czasu na jakimś programie na dłużej. Zanim się spostrzegł usnął w fotelu.
W drzwiach tym razem zamiast Troya powitała go młoda dziewczyna, może rok lub dwa od niego starsza.
• - Witaj. Dostałam polecenie, by
zaprowadzić cię do sypialni pana Rifgardena Parsknął
cicho. No tak, czego innego mógł się spodziewać? Uśmiechnął
się miło do dziewczyny.
• - Dzięki.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego i zaczęła prowadzić go
po schodach na górę.
• - Był pan u nas już kiedyś, prawda? -
zagadnęła miło
• - Mam na imię Dan. I tak, byłem, ale
wtedy nie widziałem tu nikogo poza ochroniarzami i Blakem.
• - Tak, nam raczej nie wypada się
pokazywać. Ale słyszałam jak pan Rifgard i Troy rozmawiali o panu.
No i widziałam przez okno, jak pana przywie.... jak pan przyjechał.
• - Jak mnie przywieźli, dobrze zaczęłaś.
Rozmawiali o mnie, tak? A ja myślałem, że Troy nie ma języka.
• - No bo nie ma. Co absolutnie nie
przeszkadza im ze sobą rozmawiać. Pan Rifgard i Troy są ze sobą
bardzo blisko i znają się bardzo długo. Poza tym Troy jest
naprawdę świetnym kumplem. Uwielbiamy z nim siedzieć w kuchni.
• - Cóż, za mną chyba nie przepada. I
co ciekawego o mnie mówili, kiedy tak rozmawiali?
• - Hmm... - dziewczyna przystanęła
przed drzwiami obok których stała duża roślina doniczkowa –
chyba pan Rifgard pokładał w panu dużą nadzieje, chciał by w
końcu mu się udało – szepnęła – To tutaj.
• - Udało co? - Uniósł brwi, patrząc
na nią. Nic z tego nie rozumiał. Duże nadzieje, co?
• - Przepraszam, muszę uciekać. Jakby
miał pan ochotę na ciepłe kakao i ciasto proszę przyjść do
kuchni. To na parterze, po prawej stronie. Do widzenia... Dan –
ostatnie słowo powiedziała bardzo cicho i odeszła do kuchni.
Blondyn westchnął cicho, ale nie miał już wątpliwości, że
na pewno odwiedzi kuchnię. Choćby po to, żeby dowiedzieć się
czegoś jeszcze. Wszedł do sypialni.Blake stał przy oknie i wyglądał przez nie, jednak gdy usłyszał otwierające się drzwi odwrócił się w stronę wchodzącego chłopaka.
• - Mam nadzieję, że Lydia przypadła ci
bardziej do gustu niż Troy?
• - Wydaje się być miła, a Troy jest
raczej dość oziębły. - Postawił torbę na ziemi.
• - Rozpakuj się jeśli chcesz. - machnął
ręką w stronę szafy – będziesz spał tutaj, ze mną.
• - Jasne, ale wolałbym najpierw wziąć
prysznic. Szczerze mówiąc, nie byłem w domu od wczoraj.
• - Nie ma problemu. Łazienka jest za
tymi drzwiami- Blake wskazał mu kierunek. - Wrócę za jakiś czas,
rozgość się – mężczyzna minął Dana i wyszedł z pokoju.
Kiedy znalazł się w salonie nalał sobie whiskey i usadowił się w
fotelu. Sącząc powoli alkohol wpatrywał się w sufit i rozmyślał
na temat tego seksownego blondyna który znajdował się w jego
sypialni.
Dan wziął prysznic i uspokoił się nieco. Wpakował się w
sytuację bez wyjścia. Trudno, musi sobie jakoś poradzić.Ubrał się, a potem rozpakował. Spokojnie zmieścił się do szafy.
Blake dopił alkohol do końca i z ciężkim westchnieniem podniósł się z fotela. Był wymęczony. Cały dzień miał spotkania w sprawie fuzji firm. Dodatkowo pojawiły się jakieś nieścisłości w rachunkach, co dodatkowo zatruwało mu myśli. Pocieszał się, że końcu uśnie w towarzystwie innego mężczyzny, chociaż znając tego krnąbrnego blondyna wszystko mogło się jeszcze wydarzyć. Miał dwadzieścia siedem lat, a wciąż był samotny. Może i miał Troya, ale przecież z nim nie mógł rozmawiać normalnie. Westchnął jeszcze raz i otworzył drzwi do swojej sypialni.
Dan spał na jego łóżku w obcisłych bokserkach. Leżał na brzuchu, przez co jego pośladki były ładnie wyeksponowane. Nigdy nie miał problemów z zasypianiem w różnych miejscach, a teraz był na dodatek bardzo zmęczony.
Blake uśmiechnął się na ten widok. Rozebrał się do naga i poszedł do łazienki pod prysznic. Pozwolił by woda przez chwilę go obmywała, ale był tak zmęczony, że nie chciało mu się stać tam dłużej. Wytarł się pośpiesznie i założył bawełnianą podkoszulkę i długie spodnie w których zwykł sypiać. Położył się do łóżka, usypiając wtulił nos w kark chłopaka i położył mu rękę w pasie.
Rano, kiedy Dan się obudził, nie bardzo chciało mu się wstawać. Ramię Blake'a było przyjemnie ciepłe. Sam przed sobą musiał przyznać, że podobała mu się jego dominacja. I pewnie nawet nie miałby takich zastrzeżeń, żeby być na dole, gdyby nie fakt, że facet był naprawdę ostry.
Blake zmarszczył brwi i jęknął coś niezrozumiale przez sen, nie budząc się.
Dan odwrócił się w jego stronę i spojrzał na jego twarz. Był przystojny. Zwykle nie gustował w tego typu facetach, bo nie chciał dominującego partnera, ale... Blake mu się podobał. Mężczyzna, jakby świadomy tego, że ktoś mu się przygląda otworzył oczy a jego wzrok skupił się na nagiej klatce piersiowej chłopaka.
• - Dzień dobry. - Pochylił się i
pocałował lekko wargi mężczyzny.
• - Dobry... - wymamrotał – Która
godzina? - spytał się Dana, samemu nie chcąc wychodzić z łóżka
w poszukiwaniu zegarka
Chłopak wyciągnął spod poduszki telefon.
• - Po szóstej. Dość wcześnie.
Blake ziewnął i na powrót przymknął oczu. Dobrze mu się
spało i chciał złapać jeszcze kilka chwil snu, ale Dan był tak
blisko...Nagle rozdzwonił się telefon blondyna. Dan odebrał i od razu na jego twarzy po jawił się ciepły uśmiech.
• - Cześć, mały, jak się czujesz? -
Wstał z łóżka.
Blake rzucił w jego stronę szybkie spojrzenie i podciągnął
się na poduszkę, otulając kołdrą. Zadecydował, że prześpi się
jeszcze ze dwie godziny.
• - Nie, przez jakiś czas nie będę mógł
przychodzić. - Wybrał sobie jakieś ciuchy z szafy i poszedł do
łazienki. - Jasne, że cię kocham. Co to za głupie pytanie? -
Wszedł tam, zamykając za sobą drzwi.
Blake odpływając wyłapał jeszcze wyznanie miłości.
Zmarszczył brwi i chciał coś powiedzieć, ale ziewnął
rozdzierająco i usnął.Kiedy wyszedł z łazienki i zobaczył, że mężczyzna jeszcze śpi, poszedł na parter do kuchni. Był głodny, a mimo wszystko wolał zrobić sobie coś sam.
W kuchni zobaczył Lydię która krzątając się po kuchni nuciła sobie razem z radiem i kręciła pupą w takt muzyki.
Uśmiechnął się. Tu było tak swojsko.
• - Cześć – powiedział na tyle
głośno, żeby dziewczyna go usłyszała.
• - Och – dziewczyna złapała się za
serce – przestraszyłeś mnie! Jesteś głodny? Na co masz ochotę?
• - Nie przejmuj się mną, sam sobie
poradzę. Pokaż mi tylko gdzie co jest i sam się sobą zajmę.
• - Dobry żart. Jesteś gościem pana
Rifgarda, a ja mam przykazane by spełniać każdą twoją kulinarną
zachciankę. Jeśli pozwolę tobie buszować po kuchni mogę mieć
problemy czy nawet wylecieć z pracy, a za bardzo lubię tu pracować
by się narażać – paplała – zatem co podać na śniadanie?
• - Twojego szefa biorę na siebie.
Naprawdę wolę przygotować coś sobie sam. A ty będziesz miała
mniej roboty. O, nawet teraz możesz już sobie iść porobić co tam
chcesz, a ja zrobię śniadanie dla Blake'a i dla siebie.
Przez twarz Lydii przewinął się zły uśmiech, gdy pomyślała,
że ten młody chłopak dosłownie będzie musiał 'wziąć na
siebie' jej szefa. Pracowała tu od dwóch lat, ale zdążyła
zaobserwować jaki styl życia preferuje pan Rifgard. Jednak zaraz z
powrotem wróciła do swojego ciepłego wizerunku gdy spostrzegła,
że za plecami Dana stoi Troy. Podeszła do niego i żartobliwie
dźgnęła go palcem w klatkę piersiową:
• - Chcesz śniadanie?
Troy skinął głową uśmiechając się do niej. Był dwa lata
starszy od Blake'a, a Lydię traktował jak siostrę. Nie zważając
na obecność blondyna w kuchni poczochrał jej włosy, sprawiając
że kilka kosmyków wysmyknęło się z zaplecionego warkocza.
• - Kakao i rogaliki z dżemem morelowym?
- spytała odsuwając się z zasięgu jego ręki Troy
pokręcil głową.
• - A zatem kawa, sok pomarańczowy i
jajecznica na bekonie z tostami? - uśmiechnęła się. Zawsze któryś
z tych dwóch zestawów był wybierany przez ochroniarza. Śmieszyła
ją jego słabość do pierwszego zestawu, ale uwielbiała tego
wysokiego gościa. Włączyła ekspres i podsunęła pod niego
kubek. Czekając aż kawa będzie gotowa rzuciła w stronę Troya:
• - Będziesz miał czas dziś wieczorem?
Troy wzruszyl ramionami.
• - Jakbyś miał, to byś wpadł do
kuchni, co? Zrobię twoje ulubione ciasto...- zaczęła przymilnie i
zauważyła że ochroniarz lekko się uśmiecha – postaraj się,
okay? - rzuciła jeszcze i otworzyła lodówkę by wyjąć jajka i
bekon. Wychyliła się zza drzwiczek i spojrzała na Dana
• - Też chcesz?
Dan obserwował zaskoczony ochroniarza. Naprawdę mieli dobry
kontakt. Dlaczego więc dla niego był tak zły? Nic przecież nie
zrobił.
• - Nie, dzięki. Mówiłem, że zrobię
coś sobie sam – odpowiedział dziewczynie.
Dziewczyna speszyła się popatrując ukosem na ochroniarza który
sam sięgnął po kubek z kawą.
• - Chcesz bym miała kłopoty? - spytała
samymi ustami, nie wydając dźwięku
• - Nie martw się. Troy mnie nie lubi,
więc prędzej to ja będę miał kłopoty. Prawda? - Spojrzał na
ochroniarza czekając na potwierdzenie.
Ten podszedł do niego i położył mu ciężką dłoń na
ramieniu i pokręcił głową. Lydia westchnęła ciężko wiedząc
co to oznacza, ale na razie nie powiedziała nic Danowi. Może sam
się domyśli.
• - Jeśli to miało znaczyć, że jednak
nie jest tak źle, to bardzo się cieszę. No i przepraszam za tą
kupę mięsa. Byłem zdenerwowany.
Troy podniósł brwi ze zdziwienia. Nie spodziewał się
przeprosin po sześciu miesiącach. Zabrał rękę i spojrzał
wyczekująco w stronę Lydii. To wyglądała jakby zobaczyła ducha.
Była święcie przekonana, że Troy przyłoży facetowi, ponieważ
było jasno przykazane, że nikt, ale to absolutnie nikt nie ma prawa
do rządzenia się w kuchni oprócz niej i jej zmienniczki. To że
Dan nalegał na samodzielnie gotowanie przy ochroniarzu normalnie
skończyłoby się mało przyjemnie. Ale teraz? Wzruszyła ramionami
i szybko przygotowała posiłek stawiając go przed Troyem.
• - To co? - Dan spojrzał na Lydie. -
Mogę sobie coś zrobić? - Nie to, żeby był jakoś przeczulony na
punkcie kuchni, ale zwyczajnie nie ufał Blake'owi. Jasne, Lydia była
miła, ale na pewno wykonałaby polecenie szefa. A Dan wolał
zmniejszać ryzyko do minimum.
• - Rób co se chcesz. - podniosła w górę
ręce oznaczając, że się poddała – ale jeśli pan Rifgard
dowie się, że to nie ja zrobiłam ci śniadanie, a dowie się na
pewno – będziesz musiał zarabiać nie tylko na siebie ale i na
mojego syna. - syknęła wzburzona. - Jaki masz w ogóle problem?
• - Widzisz... - Wstał z miejsca i zajął
się robieniem śniadania dla siebie. - Jak pewnie wiesz, jestem tu z
dość jednoznacznych powodów. A prawda jest taka, że pan Rifgard
nie zrobił na mnie zbyt dobrego wrażenia przy mojej pierwszej
wizycie. Nie ufam mu. W moim świecie najdłużej żyją ci, o
których mówi się, że mają paranoję. Ja nie mam, ale mimo
wszystko muszę pożyć jeszcze trochę. - Podczas tej przemowy
sprawnie robił sobie omlet. - I jak mówiłem, nie musisz się
martwić. Dopiszę to do mojego rachunku.
• - Jasne – prychnęła, jednak jej
złość przemieniła się w niedowierzanie – jeśli uważasz, że
pan Rifgard zrobi ci coś złego czemu sam do niego przyszedłeś? -
nie czekając na odpowiedź wyszła, klepnąwszy Troya po ramieniu,
który dokończył swój posiłek i dopijając kawę spojrzał na
Dana.
Chłopak dokończył robienie sobie jedzenia i usiadł z nim przy
stole. Czując na sobie wzrok ochroniarza, też na niego spojrzał
pytająco.Ten tylko wpatrywał się w niego, po czym odstawił filiżankę do zlewu i wyszedł z kuchni.
Dan wzruszył ramionami i zjadł do końca, po czym poszedł z powrotem do Blake'a. Nie chciał, żeby Lydia miała przez niego kłopoty, więc musiał z nim pogadać.
W drzwiach kuchni minął się z zapłakaną Lydią. Po chwili z kuchni dało się słychać tylko odgłos wyciąganych naczyń.
Zrobiło mu się nieswojo, kiedy zobaczył dziewczynę, ale westchnął tylko cicho i poszedł do sypialni. Wszedł tam cicho, bo nie wiedział czy Blake jeszcze śpi.
Gdy wszedł głębiej do pokoju pogratulował sobie w myślach pomysłu. Blake spał, leżąc na plecach, a koszulka podwinęła mu się ukazując część brzucha.
Uśmiechnął się lekko i usiadł na brzegu łóżka, przyglądając mu się. Myślał, że zrobi mu krzywdę, tak? Westchnął cicho. Nic nie wiedział o tym człowieku. Był bogaty, więc albo miał szczęście w interesach albo robił coś nielegalnego. No i był bardzo stanowczy. Z drugiej strony Troy i Lydia wydawali się go lubić. Oczywiście, nie uwierzył w tą bajkę, którą Blake opowiadał mu o Troyu. Chociaż po tym co zdarzyło się przed chwilą wnioskował, że dziewczyna też trochę się go bała. Właściwie, może nie tyle jego, co straty pracy. Sam już nie wiedział co myśleć. Sięgnął do jego włosów i przeczesał je lekko palcami.
Blake mruknął coś niezrozumiale. Obudził się, ale nie otwierał oczu, czekając na kolejny ruch Dana. Był ciekaw, czy chłopak wymyśli coś ciekawego. Przez pół roku wcale nie zeszła mu ochota na jego ciało. I na niego całego.
• - Kiedy śpisz, wyglądasz całkiem miło
– mruknął do siebie i zabrał dłoń. Był ciekaw dlaczego taki
facet jak on szukał seksu u dziwki.
• - Naprawdę? - mruknął Blake,
otwierając oczy – Dobrze wiedzieć. - uśmiechnął się kpiąco,
nie śpiesząc się do wstawania.:
Dan już miał mu się odszczeknąć, ale zmienił zdanie.
Najpierw musiał z nim pogadać.
• - Chcę sam przygotowywać sobie
jedzenie.
• - Hmmm...? - Blake przeciągnął się.
Zdawał się być w dobrym humorze. - Będę musiał o tym powiedzieć
Marcusowi. Inaczej Lydia mogłaby mieć kłopoty. Ale tak długo, jak
nie robiłeś nic w kuchni nie powinno być z tym na razie problemów.
• - Robiłem. Śniadanie. I co ma jakiś
tam Marcus do kłopotów Lydii? To nie ty tu jesteś szefem?
• - Ochhh... szlag. - Blake przetarł
dłonią twarz. - Zapomniałem ci powiedzieć. Marcus jest szefem
ochrony. Ma tu bardzo dużo do powiedzenia w sprawach bezpieczeństwa.
Zanim Lydia i jej zmienniczka dostały tu pracę przeszły rozmowy
kwalifikacyjne. Tylko im wolno pracować w kuchni. Umówiłem się z
nim, że jeśli cokolwiek będzie nie tak, może zwalniać służbę.
Bezpieczeństwo, rozumiesz. Jedynie Troy mu nie podlega, bo jest moim
prywatnym ochroniarzem. Szkoda, lubiłem Lydię. - Blake odpowiedział
spokojnym tonem – Aczkolwiek najbardziej zaskakuje mnie to, że
Lydia pozwoliła ci rządzić się w kuchni. Zazwyczaj w swoim
królestwie walczy jak lwica – uśmiechnął się pod nosem,
popatrując na chłopaka.
• - Hej! Przecież nie może jej zwolnić
za to, co ja zrobiłem! No i Troy przy tym był, więc bezpieczeństwo
raczej zostało zachowane.
• - Nie powinieneś się tym
przejmować.... chociaż faktycznie, szkoda dziewczyny. Dziwne, że
cię o niczym nie poinformowała.
• - Nie możesz powiedzieć Marcusowi, że
mi na to pozwoliłeś?
• - Żartujesz sobie chyba? On zajmuje się
bezpieczeństwem w domu. Jeśli dziewczyny nie było w kuchni kiedy
tam byłeś to jest jej wina. Nie mogę nic zrobić. - spojrzał na
niego – Czemu drążysz temat?
• - Bo nie chcę, żeby została przeze
mnie zwolniona! Poza tym, mówiłem już, że był tam Troy.
• - Dlaczego przez ciebie? To jej wina, że
cię nie ostrzegła. Za gapiostwo się płaci. Jedyne co mogę zrobić
w jej wypadku to dać jej półroczną odprawę i dobre referencje. -
Blake był zirytowany i słychać to było w jego głosie
• - A jeśli po tych dwóch tygodniach
zostanę tu jeszcze tydzień i będę na każde twoje skinienie?
Blake spojrzał na
niego z osłupieniem w oczach.
• - Co?
• - Słyszałeś. Zrobię to, jeśli jej
nie zwolnisz.
• - Masz w tym jakiś cel? - spojrzał na
niego podejrzliwie
• - Nie chcę rujnować ludziom życia.
Więc?
• - Dlaczego ubzdurałeś sobie, że to
twoja wina? - Blake usiadł na łóżku coraz bardziej zirytowany
• - Bo powiedziała mi, że będzie miała
przez to kłopoty, ale jej nie posłuchałem. Dlatego to jest moja
wina.
Blake roześmiał się głośno i szczerze.
• - Twoja oferta z dodatkowym tygodniem
jest aktualna, jak mniemam? - uśmiechając się pod nosem pochylił
się w stronę Dana, kładąc mu rękę na policzku.
• - Jeśli razem z Marcusem uznacie, że
tego nie było.
• - Pogadam z nim. Ale to będzie trudna i
nieprzyjemna rozmowa. Mam nadzieję, że będziesz umiał mi to
zrekompensować?
Parsknął.
• - Długa i nieprzyjemna, tak? - Musnął
lekko jego wargi, przesuwając po nich językiem. - Myślę, że
jakoś ci to wynagrodzę.
Blake pogłębił pocałunek przysuwając się bliżej niego.
Przerwał pocałunek:
• - Obyś potrafił – przyłożył swoje
czoło do czoła chłopaka i spojrzał mu w oczy
• - Chyba nie myślisz, że te wszystkie
klientki płacą mi tyle za rozmowę z nimi? - Uśmiechnął się
rozbawiony i odsunął się od niego. - W takim razie idę przekazać
Lydii dobrą nowinę. Naprawdę nie lubię doprowadzać kobiet do
płaczu. - Wyszedł z pokoju.
Blake odprowadził go wzrokiem, a następnie podszedł do szafy i
wyjął z niej kolejny garnitur. Kolejne bezsensowne spotkania, które
równie dobrze mógł przeprowadzić jego zastępca w biurze, ale nie
wiedzieć czemu sama jego obecność wpływała na przebieg rozmów.
Zwłaszcza jeśli klientkami były kobiety. Nienawidził tych ich
uśmieszków i prężenia biustu. Chciał po prostu zebrać
zamówienia i tyle. Ubrał się i zadzwonił do Marcusa. Nie obyło
się bez krzyków i pretensji ze strony szefa ochrony, co sprawiło
że idąc do pracy odczuwał nieprzyjemny ból głowy. Nienawidził
krzyków. Był ciekawy czy Dan w końcu zacznie coś robić.
Aczkolwiek kolejny tydzień posiadania tego chłopaka poprawiał mu
nieco humor.W tym czasie Dan wszedł do kuchni, szukając Lydii. Chciał ją przeprosić. Gdyby wiedział o tym wcześniej, to by się za nic nie zabierał.
Natknął się po drodze na wysokiego, napakowanego kolesia. Poznał go od razu, jako że to od niego zarobił cios w brzuch. I to właśnie on rozmawiał wówczas przez telefon z Blake'm, ale akurat Dan nie mógł wiedzieć. Nie zaczepił go jednak widząc, że nieco dalej stała Lidia, ocierając łzy.
Podszedł do niej z niepewnym uśmiechem.
• - Przepraszam. Nie zamierzałem wpakować
cię w coś takiego, myślałem, że to Blake jest odpowiedzialny za
swoich ludzi.
• - Ty już więcej nie myśl, kiepsko Ci
to wychodzi – parsknęła jak wściekła kotka. - Co powiedziałeś
panu Rifgardowi, że Marcus zmienił zdanie?
• - Cóż, dopisałem to do swojego
rachunku.- Usiadł sobie na krześle, uśmiechając się już
pewniej.
Dziewczyna wyciągnęła dwie torebki mąki – pszennej i
ziemniaczanej, wrzuciła margarynę do rondelka i włączając pod
nim gaz zaczęła ubijać jajka z cukrem.
• - A tak właściwie to czemu jesteś tu
tym razem? - spytała, podnosząc głos by było ją słychać przez
hałas wytwarzany mikserem.
• - Chciałem cię przeprosić. Ten facet,
który stąd wychodził... To ochroniarz? - Położył ręce na
oparciu krzesła i oparł na nich brodę.
• - Tak. To Marcus. A ja się ciebie nie
pytam, geniuszu, co robisz w kuchni, tylko w rezydencji pana
Rifgarda. Nie zdarzyło się jeszcze by któryś wrócił.
• - Ach, Marcus... W pierwszy dzień
dostałem od niego niezłego kopniaka. - Zaśmiał się cicho. -
Można powiedzieć, że mamy dość specyficzną umowę –
odpowiedział na pytanie dziewczyny. Tego, że nie był jedyny
domyślał się po wyglądzie tego pokoju w piwnicy.
• - No ale... - dziewczyna wyłączyła
mikser i spojrzała na niego zdziwiona - ... wróciłeś. Dlaczego?
To ma coś wspólnego z tym, że pan Rifgard wypuścił cię po kilku
godzinach, zamiast po dobie? Nie rozumiem...
Parsknął.
• - Wypuścił mnie po kilku godzinach, bo
jak sam stwierdził, mocno się mną rozczarował. A wróciłem...
Ach, cholera. Wiesz czym się zajmuję?
• - Nie, a powinnam? - dziewczyna wsypała
mąkę i pozostałe składniki i znów włączyła mu mikser,
posyłając mu szybkie spojrzenie.
Przeczesał nerwowo włosy palcami. Nie lubił o tym opowiadać.
• - Cóż, bogate kobiety wynajmują mnie
na noc za naprawdę spore pieniądze.
• - Naprawdę? - Lydia podniosła na niego
spojrzenie. - No i...? - zachęciła go by mówił dalej
• - Wtedy Blake wynajął mnie u mojego
alfonsa. Tyle, że mój kontrakt jasno obejmował, że przyjmuję
tylko kobiety. Sporo się wykosztował. W każdym razie, przywiózł
mnie tu siłą. Tego, co działo się tutaj nie będę ci opowiadał.
- Zarumienił się lekko. - Wcale nie planowałem tu wracać. Ale...
potrzebowałem pieniędzy. I to sporo. A jedyną osobą, którą znam
i która posiada taką sumę, jest Blake.
• - Czyli co? Jesteś tu tylko dla
pieniędzy? Tak? - dziewczyna wyglądała na zawiedzioną
• - Chyba nie oczekiwałaś, że z własnej
nieprzymuszonej woli przyjdę do faceta, który chciał mnie wziąć
siłą? Nie rozumiem go. Jest przystojny i kiedy ze mną rozmawia
całkiem miły, ale po naszym pierwszym spotkaniu wiem też, że
brutalny. I nie wiem dlaczego szuka seksu u kogoś takiego jak ja,
skoro mógłby bez problemu mieć wielu partnerów na jedno
skinienie.
• - Ty masz swoje fetysze, pan Rifgard
swoje. Na twoim miejscu tym razem bym się wykazała. Odkąd tu
pracuję przewinęło się tu pięciu młodych mężczyzn. Żaden z
nich nie został wypuszczony po mniej niż dwudziestu czterech
godzinach i każdy z nich wyglądał na zaspokojonego. Musiałeś go
porządnie czymś zranić, jeśli wypuścił cię wcześniej. A że
brutalny? No cóż, idzie się przyzwyczaić. - powiedziawszy to
odwróciła się i pochyliła do piekarnika. Ten ruch sprawił, że
jej spódniczka podwinęła się nieco ukazując na jej udzie dużego
siniaka i kilka krwawych pręg.
• - Idzie się przyzwyczaić, co? Nie
jestem masochistą. Poza tym, prawdopodobnie zwykle sprowadzał tu
tych, którym to nie przeszkadzało. Ja jeszcze nigdy nie byłem w
łóżku z facetem jako pasyw. Uważasz, że Blake jest odpowiednim
partnerem jak na pierwszy raz? I kto ci to zrobił?
• - Kto mi zrobił co? - odwróciła się
i zauważyła że Dan patrzy się na jej nogi. - A, to. Mało
istotne. - wyciągnęła blachę i zaczęła ją natłuszczać. - Z
tego co wiem od Troya żaden z tych gości nie był wcześniej pasywem. -
podeszła do niego bliżej – Jesteś pewien, że byłoby ci z nim
źle? I naprawdę jest taki brutalny, jak ci się wydaje?
Zastanowiłabym się na twoim miejscu, naprawdę. - uśmiechnęła
się do niego ciepło, puszczając oczko
• - Żaden z tych gości nie był pasywem?
Och, to świetnie, bo mi oznajmił na jakiej pozycji mam być jeszcze
zanim tu przyjechaliśmy. Poza tym, nie chodzi o to czy byłoby mi z
nim źle. Wcale nie zaprzeczam, że mi się podoba. Ale nie ufam mu
na tyle, żeby oddać mu się w ten sposób. Tyle, że nie bardzo mam
wybór. A to – wskazał na jej nogi – wcale nie jest mało
istotne.
• - Myślę, że nie zaszkodzi ci jeśli
będziesz dla niego milszy. Może nawet pomoże, powiedziałabym.
Spałeś już w ogóle kiedykolwiek z facetem? - mówiąc to
wymieszała roztopioną margarynę z ciastem, dodała kakao i
wymieszała wszystko razem. Wylała ciasto do blachy i schyliła się
w stronę piekarnika, wsuwając ciasto i nastawiając temperaturę i
czas pieczenia. - Chcesz kawy? Kakao? Herbaty? Mleka z miodem?
• - Jestem miły. Jasne, że spałem z
facetem. Sporo razy. Ale zawsze jako top. I poproszę kakao.
Dziewczyna wyjęła z lodówki mleko i przelała je rondelka.
Czekając aż się zagotuje wsypała kakao do kubeczka i zaczęła
rozcierać je z odrobiną mleka.
• - Myślisz, że tym wszystkim facetom
było źle, jak byli na dole?
• - Hej, nie musisz mnie przekonywać do
tego, że to jest przyjemne, serio. Ja po prostu mówię, że do tego
jest potrzebny odpowiedni partner.
• - Odpowiedni czyli jaki? - dziewczyna
pilnowała mleka, od czasu do czasu je mieszając. Dan ją fascynował
i frapował jednocześnie. Dawno też nie miała takiego przystojnego
rozmówcy, co dodatkowo umilało rozmowę.
• - Taki, o którym wiedziałbym, że mnie
nie skrzywdzi.
• - No cóż, ja jestem zdania, że
odrobinę ryzyka dodaje życiu smaczku. A szczególnie w łóżku –
uśmiechnęła się do niego szeroko
Parsknął.
• - Wiesz, to i tak nie ma wielkiego
znaczenia, bo już się zgodziłem. Taką zawarliśmy umowę.
Dziewczyna widząc, że mleko zaczyna się podnosić zmniejszyła
gaz i mieszając wylała zawartość kubka do rondla. Po całej
kuchni rozszedł się zapach kakao.
• - Co zawiera się w tej umowie?
• - Umowa była taka, że za sto tysięcy
zamieszkam tu na dwa tygodnie i w tym czasie wykażę się
inicjatywą. Cóż, dzisiaj dopisałem sobie do rachunku jeszcze
jeden tydzień, więc przez prawie miesiąc będziesz mi mogła
przyrządzać kakao. - Uśmiechnął się lekko.
• - Wooow. Trzy tygodnie za sto tysięcy?
Pan Rifgard ubił niezły interes. Ale jak to wykazać się
inicjatywą? Co masz zrobić? - dziewczyna z powrotem podkręciła
płomień i mieszała kakao. Gdy zawartość rondla się zagotowała
Lydia wyłączyła gaz i wyjęła kubki. Nalała Danowi i postawiła
przed nim. - Chcesz do tego ciasteczka owsiane, szarlotkę albo lody?
• - Lody. - Uśmiechnął się. - W
uproszczeniu mam mu się po prostu oddać. Ale nie powiedziałbym, że
to dobry interes. Dał mi sto tysięcy i właściwie niczego nie
sprecyzował. Równie dobrze mogę przez dwa tygodnie mieszkać w
jego rezydencji i zacząć coś robić dopiero w ostatni dzień.
• - Myślisz że to by było w porządku?
- zmarszczyła brwi patrząc na niego, jednak już po chwili szperała
w zamrażalniku – Chcesz lody karmelowe, orzechowe, czekoladowe,
śmietankowe czy jakieś owocowe?
• - Karmelowe. - Upił kilka łyków
kakao. - Nie, nie uważam, żeby to było w porządku. I dlatego tego
nie zrobię. Po prostu muszę zebrać w sobie odwagę, żeby coś
zrobić. Wiesz, nie miałem zbyt dużo czasu na zastanawianie się
czy do niego przyjść.
• - Cieszę się, że tak nie zrobisz.
Wyglądasz do dobrego faceta – uśmiechnęła się do niego. - A
tak właściwie to czemu potrzebujesz tak dużo kasy? - usiadła na
taborecie i przyglądała mu się jak jadł.
• - To... skomplikowane. Nie są dla mnie.
Ale chyba każdy ma taką osobę, dla której jest w stanie zrobić
wszystko, prawda?
Lydia jakby w zamyśleniu potarła swoje udo i pomyślała o swoim
małym synku.
• - Tak, zdecydowanie. To ktoś z rodziny?
Pokręcił głową.
• - Nie, niezupełnie. Ale bardzo go
kocham.
• - Jego? To chłopak? Twój były? -
Lydia wyglądała na zaciekawioną.
Zaśmiał się cicho.
• - Nie, to nie jest mój były. -
Dokończył lody i dopił kakao. - Dość tych pytań. - Wstał z
miejsca. - I zmieniłem zdanie co do gotowania. Chętnie zjem coś
przygotowanego przez ciebie. Do zobaczenia później. - Wyszedł z
kuchni.
Lydia parsknęła cicho. Była szczęśliwa, że aż tak dużo
rzeczy jej powiedział, chociaż była nieco zdziwiona, że nie
dopytywał się o pana Rifgarda. Uznając jednak, że to nie jej
problem wyjęła z lodówki mięso i zaczęła kroić porcje na
kotlety, podśpiewując razem z radiem.Wrócił do sypialni Blake'a choć raczej nie spodziewał się go tam zastać. Położył się na łóżku i zaczął rozmyślać. Musiał jeszcze zadzwonić do swojego alfonsa, że przedłuża urlop o tydzień.
Tymczasem do pracującej w kuchni Lydii przyszedł Marcus. Nie lubiła go, zdecydowanie go nie lubiła. A gdy położył jej rękę na pupie rzuciła w jego stronę przeszywające spojrzenie
• - Jeszcze ci mało? Nie nabawiłeś się
wczoraj?
• - Zawsze mi mało. Poza tym, dzisiaj
mnie zdenerwowałaś. Po co z nim rozmawiasz? - Ścisnął jej
pośladek.
• - A dlaczego miałabym tego nie robić?
On przynajmniej jest miły. I zabieraj łapska, obleśny capie. Za
wczorajszą noc miałeś mnie zostawić w spokoju!
• - Chcesz stracić tą posadę? Co się
wtedy stanie z twoim synkiem? Jak będziesz go wychowywać? - szepnął
jej groźnie i mściwie do ucha.
Lydii zaczęło się robić gorąco ze strachu.
• - Obiecałeś! - syknęła ze łzami w
oczach
• - Na razie dam ci spokój. Za wczorajszą
noc. I tylko dlatego, że mam teraz trochę zajęć. Ale przygotuj
się, że takich nocy będzie więcej. - Odsunął się od niej i
wyszedł.
Dziewczyna opadła na taboret zrezygnowana. Zrobiła jedno małe
głupstwo, na którym przyłapał ją Marcus i żeby nie stracić
posady oddała mu się na jedną noc. Na jedną! Owszem, było
brutalnie i boleśnie, ale na litość boską, potrzebowała tej
pracy! Oparła łokcie na blacie i schowała twarz w dłoniach.
Siedziała tak przez jakiś czas aż usłyszała ciche kaszlnięcie.
Podniosła głowę i zobaczyła pana Rifgarda.
• - Nie przypala ci się ciasto? - spytał
spokojnie.
Dziewczyna rzuciła okiem w tamtym kierunku i zobaczyła, że
minutnik kończy odliczać czas.
• - Na szczęście nie. Podać coś do
picia, panie Rifgard?
• - Nie, nie kłopocz się się. -
spojrzał na nią z zastanowieniem – stało się coś?
• - Nic... nic takiego. Chwilowa słabość,
proszę mi wybaczyć.
• - Nie masz powodu do przepraszania,
spokojnie. Widziałaś Dana? - Lydia
westchnęła cichutko.
• - Wyszedł stąd jakiś czas temu.
Blake kiwnął głową i poszedł w kierunku swojej sypialni.Dan właśnie kończył rozmowę ze swoim szefem. Rozłączył się i westchnął. Cóż, dobrze, że miał powodzenie u tych wszystkich kobiet. Inaczej prędzej by go zwolnił niż dał mu urlop.
Spojrzał na drzwi, kiedy wszedł przez nie Blake.
• - Miałeś udane przedpołudnie? -
spytał mężczyzna, zdejmując z siebie marynarkę i odwieszając ją
do szafy. Jak on nienawidził garniturów!
• - Tak, Lydia jest całkiem miła. I
bardzo cię chwali – dodał, podnosząc się do siadu i obserwując
go.
• - To miłe z jej strony. Mówiła za co?
- podszedł do fotela i usiadł na nim z westchnieniem luzując
krawat i rozpinając dwa pierwsze guziki koszuli.
• - Raczej ogólnikowo. Mogę cię o coś
zapytać? Nie mogę przestać się nad tym zastanawiać.
• - Tak? O co chodzi?
• - Zapłaciłeś mi sto tysięcy za seks.
Dlaczego? Mógłbyś mieć wielu na jedno skinienie palca.
• - Nie zapłaciłem za seks. Sam do mnie
przyszedłeś i się zaoferowałeś.
• - To jedno i to samo. Czemu się na to
zgodziłeś?
• - Bo mnie o to poprosiłeś. To ty
przyszedłeś do mnie z propozycją. Chociaż domyślam się, że nie
o to pytasz, tak? Lydia ci nie podrzuciła żadnych smacznych
ploteczek? - uśmiechnął się kpiąco, jak miał w zwyczaju.
• - Rozmawialiśmy o mnie, nie o tobie.
Powiedziała mi tylko to, czego sam się domyślałem. - Pominął
to, czego dowiedziała się od Troya. - Przyszedłem do ciebie z
propozycją, ale dalej nie mogę zrozumieć dlaczego ją przyjąłeś.
Sto tysięcy to wysoka kwota.
• - Miałem na ciebie ochotę. I nadal
mam. Wystarczająca odpowiedź? - spytał pocierając palcami nasadę
nosa. Wziąłby go na kolana i wtulił się w jego ciało, ale
obiecał sobie, że nie zrobi nic bez wyraźnego sygnału ze strony
Dana.
Parsknął.
• - Ani trochę. - Wstał z łóżka i
zmienił miejsce, siadając na jego kolanach. Pocałował go krótko.
- To dalej nie wyjaśnia dlaczego byłeś w stanie tyle zapłacić
bez mrugnięcia okiem. Poza tym... Skoro miałeś na mnie ochotę, to
dlaczego wtedy mnie nie wziąłeś?
• - Bo chciałem, żebyś też miał na
mnie ochotę. - Blake przymknął oczy i oparł się czołem o ramię
chłopaka.
• - Nie potrafię cię zrozumieć –
mruknął. - W tej chwili jesteś miły, taki, że byłbym w stanie
cię polubić. - Przeczesał jego włosy palcami. - Ale dlaczego
próbowałeś użyć na mnie siły, skoro wiedziałeś, że mężczyźni
mi nie przeszkadzają? Nie mogłeś po prostu do mnie przyjść bez
tej całej obstawy?
• - Nie myślałem o tym. Z doświadczenia
wiem, że pieniądze albo siła są dwoma najbardziej przekonującymi
argumentami. Do tej pory zawsze działały. Aż trafiło na ciebie.
Cóż więcej mogę powiedzieć?
• - Nigdy nie oddałem się żadnemu
mężczyźnie. Owszem, spałem z wieloma, ale nigdy nie byłem na
dole. Chciałeś mnie wziąć siłą. Czego oczekiwałeś, kiedy
byłem przerażony?
• - Byłeś przerażony? Nie wyglądałeś
na takiego. Odniosłem wrażenie, że byłeś raczej wkurwiony, ale
najwyraźniej się pomyliłem. I... domyśliłem się, że nigdy nie
miałeś przyjemności mieć sztywnego chuja w swojej szparce,
reagowałeś zbyt mocno... - Blake wpatrywał się w jego twarz. -
Poza tym mówisz w czasie przeszłym. Już nie jesteś przerażony?
Dan uśmiechnął się słabo.
• - Jasne, że jestem. Ale byłem na to
przygotowany, kiedy do ciebie przyszedłem. I na razie nic nie
robisz.
• - Bo to ty miałeś coś robić,
pamiętasz?
• - Dałeś mi dwa tygodnie. To jest
dopiero pierwszy dzień. Poza tym, jest południe. Wolę to robić w
nocy.
• - Przecież cię nie poganiam – jakby
na zaprzeczenie tych słów Blake położył Danowi ręce na plecach
i przyciągnął go do siebie, sprawiając że usta chłopaka
znalazły się bardzo blisko jego ust.
Zaśmiał się cicho.
• - Hej, nie mam nic przeciwko całowaniu,
naprawdę mi się podobasz, ale nie musisz mnie tak zaborczo trzymać.
Blake poluzował uchwyt na jego plecach i pocałował go w
policzek.
• - Lepiej?
• - Lepiej. Hej, wiem, że nie do końca
ustaliliśmy warunki tej umowy, ale... Mogę stąd wychodzić?
• - Stąd? W sensie z pokoju, z domu, poza
bramy rezydencji? - mężczyzna wdychał zapach chłopaka całując
go w szyję, w okolicy ucha.
• - Poza bramy rezydencji. - Zadrżał
lekko na ten delikatny gest. Był miły.
• - A bardzo tego potrzebujesz? Chciałbym
chociaż przez te trzy tygodnie mieć do kogo wracać. - mężczyzna
zakasłał fałszywie, chcą odwrócić uwagę od tych beznadziejnych
słów które mu się wyrwały. - Nie jesteś tu zamknięty,
oczywiście że możesz. - inna sprawa że Blake naprawdę nie chciał
by Dan gdzieś wychodził. Chciał mieć choć złudzenie tego, że
jest z kimś w związku. A chłopak spadł mu jak z nieba.
• - Nie wiem czy można nazwać mnie
osobą, do której chciałoby się wracać. Potrzebuję – dodał po
chwili. - Ale nie będę wychodził na długo. Może na godzinę.
• - Mówiłem, nie jesteś tu zamknięty.
Jak będziesz chciał wyjść powiedz Lydii, otworzy ci bramę. A
teraz wstań.- głos Blake'a był dziwnie przytłumiony
Dan spojrzał na niego, zaskoczony zmianą w jego zachowaniu.
• - Zrobiłem coś nie tak?
• - Po prostu wstań – głos Blake
nabrał stanowczości.
Dan zszedł z jego kolan, nie bardzo rozumiejąc co się zmieniło.
Przed chwilą dobrze się im rozmawiało. A przynajmniej takie
odniósł wrażenie.Blake bez słowa wyszedł z sypialni i udał się w stronę salonu. Nalał sobie whisky i usiadł w fotelu wzdychając ciężko. Jeśli dłużej potrzymałby tego chłopaka na kolanach nie wytrzymałby i zacząłby go rozbierać, a obiecał sobie że nie zrobi tego bez jego wyraźnego pozwolenia. Zauważył, że w progu stoi Troy.
• - Udany miałeś dzień?
Ochroniarz wzruszył ramionami.
• - Pogadałeś trochę z Danem?
Troy prychnął.
• - Lydia piekła ciasto. Pachniało jak
twoje ulubione czekoladowe.
Mężczyzna uśmiechnął się i pokiwał głową.
• - Idziesz na obchód?
Ochroniarz pokiwał głową.
• - Dobra, nie zatrzymuję cię zatem.
Nie patrząc już w stronę Troya przechylił szklankę do końca.
Alkohol zapiekł go w gardle i rozgrzewając przełyk wylądował w
żołądku. Blake przymknął oczy i odchylił głowę do tyłu.
Zdecydowanie brakowało mu seksu.Blondyn westchnął cicho i wrócił na łóżko. Nie wiedział co zrobił źle. Nie powiedział nic, co mogłoby go urazić. Godzina na zewnątrz to nie jest długo.
Blake tymczasem powoli odpłynął w sen. Gdy się ocknął zauważył że za oknem zachodzi słońce. Wstał skostniały i skierował się do kuchni. Siedział tam Dan i o czymś rozmawiał z Lydią, która śmiała się z tego co mówił. Gdy stanął za chłopakiem umilkła i spojrzała wyczekująco.
Dan odwrócił na chwilę głowę, ale potem znów spojrzał na dziewczynę całkowicie ignorując mężczyznę.
• - Lydio, zrobisz mi kawę? - spytał
dziewczynę, po czym usiadł obok Dana. - Będziesz jutro wychodził?
• - Prawdopodobnie – odpowiedział
zdawkowo. Wciąż był na niego zły. Jeśli Blake nie chciał z nim
rozmawiać o trudno, nie będzie próbował.
• - Będziesz potrzebował szofera?
• - Nie. - Nawet sobie nie wyobrażał,
żeby jego człowiek miał go wozić. Nie chciał, żeby wiedział
gdzie chodzi i na co wydał te pieniądze.
• - Potrzebujesz czegoś? - spytał
dotykając jego kolana. Widział, że chłopak był spięty, ale nie
rozumiał dlaczego.
Cofnął nogę, zabierając ją spod jego dotyku.
• - Najpierw każesz mi spadać, a potem
pytasz czy czegoś potrzebuję? - prychnął.
• - Nie kazałem ci spadać. Poprosiłem
byś wstał. To zasadnicza różnica.
Spojrzał na Lydię i spytał:
• - Zostawisz nas na chwilę samych?
Dziewczyna podała mu kawę i wyszła posłusznie z pomieszczenia,
a Blake spojrzał na Dana.
• - Jakbyś posiedział u mnie na kolanach
jeszcze chwilę to bym cię przerżnął w tamtym momencie. A tego
byś chyba nie chciał – wyrzucił z siebie z gniewem.
• - To trzeba było mi to powiedzieć! -
Spojrzał na niego zły. - Nie umiem ci czytać w myślach. - I
możesz chcieć ode mnie seksu, świetnie, ale ja wolałbym cię
chociaż trochę poznać zanim to zrobimy!
• - To właśnie mówię! - mężczyzna
przetarł dłonią twarz – Co masz na myśli mówiąc trochę
poznać?
• - Po prostu, poznać. Nic o tobie nie
wiem, nie znam twojego charakteru. Nic, poza tym, że jesteś bogaty
i lubisz być brutalny.
• - Mam whisky w salonie, chcesz? Tam
będzie się lepiej rozmawiało – rzucił Blake. Nie do końca
pojmował tok myślenia blondyna. Z kobietami sypiał bez problemu, a
jego raptem chce poznawać? Dziwne, ale miał nadzieję, że alkohol
pozwoli się rozluźnić i jemu i Danowi.
• - W porządku. - Wstał i poszedł do
salonu, siadając tam w jednym z foteli. Chciał być trzeźwy, ale
jedna szklanka nie zaszkodzi.
Blake poszedł za nim, nalał whisky do odpowiednich szklanek i
jedną podał chłopakowi, a sam z drugą usiadł tym razem na
kanapie.
• - Interesuje cię coś konkretnego?
By opisać to co przeczytałam pasuje dokładnie ten kolokwializm: ZAJEBISTE! Nie wiem też co napisać, bo mnie zatkało. Niesamowicie mi sie podoba i nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału! Aaaa! :P
OdpowiedzUsuńEclissy
Jestem zachwycona tym opowiadaniem. O wiele bardziej i się podoba niż Grzesznicy. Liczę na częste lub przynajmniej regularne aktualizacje. :)
OdpowiedzUsuńBlake pragnie związku itd. ale ma specyficzny charakter i zamiłowania sądząc po jego zabawkach w tamtym pokoju w którym był uwięziony Dan. On szuka idealnego partnera. Uległego i który by go szanował i kochał. Nie ukrywam, że liczę na miłość poza seksem. :) To jak oczekuje, że wróci do domu do kogoś. Przytuli się jest takie fajne. :)
Dan boi się co jest zrozumiałe. Nigdy nie był bottomem i uważam, że pragnienie na pierwszy raz ciepłego, spokojnego, czułego i delikatnego partnera jest zrozumiałe.
W ogóle bardzo podoba mi się to ich zamieszkanie razem i chęć poznania, jak to się wszystko rozwinie. Pragnę ich obu poznać, bo polubiłam tych facetów. Nawet Troy jest spoko. A Marcusowi przydałoby się jakieś porządne mordobicie, którego to on by był ofiarą.
Ciekawi mnie też dla kogo Dan potrzebował pieniędzy. Nie dla faceta. Prędzej dziecka lub kogoś bliskiego mu w inny sposób niż łóżko. Ewentualnie bliski przyjaciel.
Piszcie i cieszcie nas tekstem. :)
Elis
Baaardzo mi się podoba. <3 Jedyny minut to to, że rzadko dodajecie notki. :(
OdpowiedzUsuńNo i ciekawy początek, czekam na więcej;-)
OdpowiedzUsuńEclissy, wow, naprawdę jestem zaskoczona aż tak pozytywnym przyjęciem naszego opowiadania. A następny rozdział prawdopodobnie w nadchodzącym tygodniu, jak tylko znajdę czas po pracy. Może w okolicy 15 sierpnia?
OdpowiedzUsuńElis, dzięki za tak obszerny komentarz. ^^ Co do Blake'a masz dużo racji. Mam nadzieję, że przypadnie Ci do gustu rozwój akcji :D A z tą kasą... dobrze kombinujesz. Wszystko okaże się wkrótce.
Anonimowi - dzięki za komentarze i - jak wspominałam - kolejny odcinek w nadchodzącym tygodniu.
Zajrzałam czy coś jest. :)
OdpowiedzUsuńTo fajnie, że dobrze kombinuję. :)
Elis
Czy ten cały Blake jest jakiś paranormalny? W sensie wampir czy wilkołak..Bo nie wiem o co chodzi z tym że on już z kimś próbował i mu nie wyszło... Myślałam,że przy tym rozdziale jakoś mnie olśni a tu więcej pytań niż odpowiedzi.. Czekam na ciąg dalszy!
OdpowiedzUsuńO.