- Shin, jesteś śliczny!
Śmiech.
- Wiesz, że facet nie powinien być śliczny
tylko przystojny?
- Shin! Zrób sobie ze mną zdjęcie!
- Zdjęcia są zakazane.
- Shin, czemu nigdzie ze mną nie wyjdziesz?
- Jestem do twojej dyspozycji tylko w tym pokoju.
Dan był młodym i przystojnym mężczyzną w wieku dwudziestu
jeden lat. Miał blond włosy i głębokie stalowe oczy, odziedziczone sam nie
wiedział po kim. Był raczej smukły, choć umięśniony. Jego wzrost nie
przekraczał 180 cm. I był biseksualny. Zawsze lgnęło do niego mnóstwo kobiet.
Mimo to, Dan nie był z żadną z nich. Dlatego, że miał specyficzne podejście do
swojej pracy.
Przede wszystkim chodziło mu o wynagrodzenie. Dawno temu potrzebował bardzo dużo pieniędzy i zdobył je w dość niekonwencjonalny sposób. Nigdy nie żałował. Prawdę mówiąc, jego praca od tamtego czasu się nie zmieniła. A oprócz tego, że dawała spore zyski, była też bardzo przyjemna. W końcu, który facet nie chciałby gościć w swoim łóżku pięknych, bogatych kobiet? Chyba tylko stuprocentowy gej. Tak, był męską prostytutką. Ale na swoje szczęście, to on dyktował warunki kontraktu. Przyjmował tylko kobiety i nigdy te, które mu się nie podobały. Spotykał się z nimi tylko w specjalnie wynajętym do tego pokoju. Żadna nie miała prawa robić mu zdjęć ani szukać jego tożsamości. W pracy przedstawiał się zawsze jako Shin.
Prywatnie mieszkał w wykupionym przez siebie apartamencie. Nie powiedziałby, że często spędzał w nim noce, ale w dzień przebywał tam. Jego życie było ułożone i raczej nie spodziewał się w nim niespodzianek. Jednak nie wiedział co się stanie, kiedy tego dnia tuż po prysznicu w samych spodniach i z ręcznikiem na barkach, otworzył drzwi.
Przede wszystkim chodziło mu o wynagrodzenie. Dawno temu potrzebował bardzo dużo pieniędzy i zdobył je w dość niekonwencjonalny sposób. Nigdy nie żałował. Prawdę mówiąc, jego praca od tamtego czasu się nie zmieniła. A oprócz tego, że dawała spore zyski, była też bardzo przyjemna. W końcu, który facet nie chciałby gościć w swoim łóżku pięknych, bogatych kobiet? Chyba tylko stuprocentowy gej. Tak, był męską prostytutką. Ale na swoje szczęście, to on dyktował warunki kontraktu. Przyjmował tylko kobiety i nigdy te, które mu się nie podobały. Spotykał się z nimi tylko w specjalnie wynajętym do tego pokoju. Żadna nie miała prawa robić mu zdjęć ani szukać jego tożsamości. W pracy przedstawiał się zawsze jako Shin.
Prywatnie mieszkał w wykupionym przez siebie apartamencie. Nie powiedziałby, że często spędzał w nim noce, ale w dzień przebywał tam. Jego życie było ułożone i raczej nie spodziewał się w nim niespodzianek. Jednak nie wiedział co się stanie, kiedy tego dnia tuż po prysznicu w samych spodniach i z ręcznikiem na barkach, otworzył drzwi.
Stał za nimi postawny mężczyzna w jasnym garniturze. Jego
ciemne włosy związane były rzemykiem, a w ręku trzymał aktówkę. Jego oczy były
zasłonięte przez przeciwsłoneczne okulary, a w uchu zawieszony kolczyk zrobiony
z czegoś co wyglądało jak kość słoniowa.
- Pan Dan Louel, znany jako Shin?
Blondyn zmarszczył brwi. Nikt kto związany był z jego
pracą nie znał jego nazwiska, poza jego alfonsem. A poza otoczeniem z pracy,
nikt nie znał jego pseudonimu.
- O co chodzi?
- Czy rozmawiam z Danem Louelem?
- Tak, to moje mieszkanie. Mam pokazać dowód?
- Uśmiechnął się ironicznie, choć nieco nerwowo. Pierwszy raz na oczy widział
tego faceta. Co mógł mieć z nim wspólnego? Szef nikogo nie przysyłał do jego
mieszkania.
- Myślę, że nie będzie to konieczne. - Mężczyzna otaksował go wzrokiem, zatrzymując się nieco dłużej na jego kroczu. -
Widzę, że twój pracodawca nie przesadzał z opisem. Naprawdę dobrze wyglądasz –
mówiąc to, odsunął stojącego w drzwiach chłopaka i wszedł do jego mieszkania.
Dan zamrugał zaskoczony i odwrócił się w jego stronę, nie
odsuwając się jednak od drzwi, ale zamykając je. Jeśli chodziło o jego pracę,
to nie chciał, żeby ktoś coś usłyszał.
- Nie sądzę, żeby odpowiednim było pchanie się
komuś do mieszkania. Szczególnie bez wcześniejszego przedstawienia się tej
osobie.
- Blake Rifgard. Spakuj kilka swoich
najpotrzebniejszych rzeczy, wychodzimy. - Mężczyzna rozejrzał się dookoła i
usiadł w fotelu. - Tylko się pośpiesz,
mój czas ucieka.
Przez chwilę patrzył na niego jak na idiotę.
- Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę,
ale w tej chwili to ty zajmujesz mój wolny czas. Nie znam cię i właściwie mało
mnie obchodzi kim jesteś, ale teraz się stąd wynoś. Nie mam zamiaru nigdzie z
tobą iść.
- Masz zamiar. Właśnie zapłaciłem za ciebie 25
tysięcy. Jesteś mój, na całą dobę. W tej walizce jest dodatkowe 10 tysięcy do
ręki na czysto. Nadal nie czujesz się przekonany? Spójrz przez okno. Widzisz
tamtą czarną limuzynę i tych trzech umięśnionych mężczyzn stojących obok niej?
Jeśli nie zechcesz zejść po dobroci, zejdziesz z ich pomocą. Tylko wierz mi –
wtedy twoje piękne ciało nie będzie takie piękne. Wybór należy do ciebie. -
Blake nie podniósł głosu, siedząc przebierał palcami po oparciu fotela,
lustrując chłopaka wzrokiem. Bardzo podobało mu się co widział.
- Chwila! Komu zapłaciłeś?! - Dan odsunął się
od drzwi i ubrał na siebie koszulkę, bo jakoś w tej chwili przestał czuć się
przy tym facecie komfortowo. Skąd on się do cholery wziął?! Pracował na
określonych warunkach, nie miał prawa w ten sposób z nim postępować! Jego
właściwie w ogóle nie powinno tutaj być!
- Zapłaciłem twojemu pracodawcy. Pytam po raz
ostatni – pakujesz się i schodzisz ze mną czy nie? I decyduj szybko, bo
cierpliwość definitywnie nie jest moją mocną stroną. - O tak, polubił tego
gościa. Czuł że zapewni mu sporo rozrywki, nie tylko w łóżku. Wyciągnął telefon
z kieszeni i otworzył klapkę – Jaka jest twoja odpowiedź?
- W porządku, idę. - Schował swój telefon do
kieszeni spodni, wyciszając go uprzednio i założył buty. Nie miał pojęcia czego
ten facet od niego chciał, ale tamta trójka przy samochodzie nie wyglądała
zachęcająco.
- Cieszę się. Ale naprawdę nalegałbym, byś
zabrał kilka rzeczy na zmianę. Te mogą się dość szybko zniszczyć. Chyba, że ci
to nie przeszkadza. - Blake uśmiechnął się do niego zimno. Poczuł się
zaskoczony, że chłopak nie stawiał
większych oporów.
Patrzył na niego jeszcze przez chwilę, a potem wyjął torbę
spod łóżka i spakował do niej kilka rzeczy, między innymi ciuchy na zmianę.
Zapiął ją i przewiesił sobie przez ramię, patrząc na mężczyznę.
Blake podszedł do niego. Chłopak był od niego o głowę
niższy i nieco szczuplejszy, co wprawiało mężczyznę w doskonały nastrój.
Pochylił się nad nim i polizał go po szyi, po czym bez ostrzeżenia ugryzł go
mocno, zostawiając ślad i wyprostował się.
I w tym momencie dostał z pięści prosto w twarz, a
następnym co usłyszał był trzask drzwi. O nie, Dan nie zamierzał się łatwo
poddawać. Zeskoczył ze schodów i pobiegł w dół ulicy. Limuzyna stała po drugiej
stronie, więc w tej chwili nie mogli go zobaczyć.
Blake wyprostował się. Podniósł telefon do ucha.
- Uciekł w dół ulicy, tak jak przewidywałem...
Tak, złapcie go... Jasne, możecie. Tylko nie po twarzy, rozumiemy się? Już go
macie? Doskonale. Zaraz tam zejdę. - Blake uśmiechnął się mściwie. Schylił się
po okulary, które spadły na wskutek uderzenia. Na jego rękę spadła kropla krwi.
Mężczyzna podniósł rękę do nosa, który na szczęście nie był złamany, co jednak
nie zmieniało faktu, że leciała z niego krew. Dana czekała za karę kolejna
nieprzyjemna rzecz. Blake złapał aktówkę i zszedł ze schodów. Dał znać kierowcy
limuzyny, że ma podjechać w inne miejsce, po czym szybko przeszedł kilkanaście
metrów, przykładając płócienną chusteczkę do rozbitego nosa. Po kilku minutach
dostrzegł swoich dwóch innych ochroniarzy, którzy trzymali Dana za ręce,
podczas gdy trzeci nacinał nożem jego ramię. Chłopak miał pochylona głowę, a na
koszulce na wysokości brzucha wyraźny odcisk buta.
- Mówiłem ci, żebyś nie próbował uciekać,
prawda? - rzucił do niego spokojnie. Odwrócił się w stronę mężczyzny z nożem.
- Troy, wystarczy. Skuj mu ręce i wsadź do
samochodu.
Dan zacisnął zęby, kiedy jeden z tych osiłków kopnął go w
brzuch. Ramię nie było takim problemem. Nie był aż tak wrażliwy, żeby się tym
przejmować. Zaklął, kiedy unieruchomili mu ręce i wrzucili do samochodu. Nie
był w zbyt komfortowej sytuacji. O co tu do cholery chodziło?! Nie przypominał
sobie, żeby ostatnio nadepnął komuś na odcisk. Nie do tego stopnia!
Troy usiadł z przodu, na miejscu pasażera. Blake wsiadł do
samochodu obok skutego chłopca.
- Lubię łamać opór, wiesz? Będę czerpał
perwersyjną przyjemność z walki z takim byczkiem jak ty.
Gdy limuzyna ruszyła, mężczyzna odebrał nóż od Troya i
przysunął się z nim w stronę Dana. Blondyn obserwował go uważnie, nie ruszając się za bardzo
z miejsca. W tej sytuacji nie widział wyjścia i jak na razie nie zamierzał się
bardziej narażać. Jednocześnie starał się widzieć drogę, żeby wiedzieć, gdzie
jadą.
Mężczyzna przysunął się do niego i wbił nóż w materiał
koszulki, rozcinając ją. Podarł ją na kawałki, jeden z nich zawiązując mu na
oczach, a innym obwiązując ranę na ramieniu. Przesunął zimnym ostrzem noża po
podbrzuszu chłopaka. Ten automatycznie przesunął się tak, żeby być z dala od
ostrza. Przeklinał teraz te związane ręce. Gdyby nie one, mógłby zdjąć opaskę.
- Czego ode mnie chcesz?
- A czego chcą od ciebie wszystkie kobiety,
które płacą za twoje usługi?
- Jeśli chciałeś, żebym cię pieprzył, wystarczyło
powiedzieć. Nie ma sprawy. Tylko zdejmij mi tę opaskę z oczu, rozwiąż ręce i
mogę brać się do roboty.
- Nie, nie. To nie ja będę pieprzony... -
zawiesił głos, pozwalając by sens tego zdania dotarł do siedzącego obok
chłopaka
Dan zamarł nagle, kiedy zrozumiał. Co to miało znaczyć?!
- Tego nie ma w umowie – powiedział chłodno. -
W moim kontrakcie jest jasno napisane, że przyjmuję tylko kobiety. Łamiesz
warunki mojej umowy. Nie zgadzam się.
- Ile kobiety płacą twojemu pracodawcy? Ile ty
z tego dostajesz? - spytał praktycznie bez cienia zainteresowania.
- Płacą mu po pięć tysięcy za noc, ja dostaję
trzy. - Tyle zarabiali ludzie w ciągu miesiąca pracy, on dostawał to po jednej
nocy.
- Czyli 60 procent jest dla ciebie, tak? Zatem
policz sobie - 60 procent z 25 tysięcy wynosi 15 tysięcy. Plus dodatkowe 10
tysięcy tylko dla ciebie, jeśli będę z ciebie zadowolony. Nie przekonuje cię to
do tego, by nieco nagiąć dla mnie warunki twojej umowy?
- Nie potrzebuję w tej chwili takich
pieniędzy. Zarabiam wystarczająco. - Gdyby zaproponował mu to kilka lat temu, to
pewnie by się zgodził. Ale teraz nie musiał. W jego życiu nie było sytuacji bez
wyjścia.
- Tak, to by było zbyt łatwe – Blake prychnął,
po czym przysunął się do niego i polizał go po policzku, a nożem znów przesunął
po jego podbrzuszu, jednak zaczął przesuwać ostrze w stronę krocza.
Dan szarpnął się, czując gdzie zmierza nóż. Nie, seks z
facetem mu nie przeszkadzał. Lubił męskie ciała. Prawdopodobnie nawet bardziej
od tych kobiecych. Ale zawsze był topem. To się nigdy nie zmieniało.
- Nie podoba ci się? Twój pracodawca
powiedział, że nie będziesz miał nic przeciwko mężczyznom. - Za ostrzem noża
wędrowała dłoń mężczyzny.
- Niespodzianka – warknął. - Mój pracodawca
nie wie o mnie wszystkiego. Poza tym, od teraz może się czuć byłym pracodawcą.
- Spróbował uwolnić dłonie.
- A to szkoda. - Blake powiedział to tonem,
który wyraźnie wskazywał, że wcale mu szkoda nie było i pomasował mu penisa
przez materiał spodni. Delikatnie, bez nacisku. Dan zacisnął zęby, nie pozwalając sobie na jakąś większą
reakcję, choć oczywiście reakcji ciała nie mógł powstrzymać.
- Widzisz? Wcale nie musi być tak źle –
szepnął mu do ucha, całując po szyi, zwiększając nacisk na kroczu.
- Pewnie, że nie. Będzie wręcz idealnie, jeśli
tylko zatrzymasz ten cholerny samochód i mnie wypuścisz! - Chyba właśnie
przekroczył swoją granicę opanowania. Denerwował się.
- Zapłaciłem za ciebie i sobie skorzystam, i
nie myśl, że będzie inaczej. Pamiętaj, że nie uciekniesz. A jeśli będziesz
szalał, to nie dość, że będę musiał cię związać, to jeszcze wezmę na sucho.
- Nikt nie kazał ci płacić! Sam pójdę do szefa
i zażądam zwrotu pieniędzy tylko mnie stąd wypuść!
- Och, jesteś cudowny. Nawet nie wiesz jak
cudownie będzie się z tobą pieprzyć. Jestem pewien, że jesteś ciaśniutki. Nie
miałeś jeszcze chuja w swojej szparce, prawda? - Blake zawiesił wzrok na
mięśniach brzucha chłopaka. Były niesamowicie wyrzeźbione.
Nie odpowiedział mu, za to przez głowę przebiegło mu kilka
nerwowych myśli. Jak ma się wywinąć z tej porąbanej sytuacji? Tymczasem limuzyna wjechała na teren posesji Blake'a
Rifgarda i zatrzymała się pod drzwiami. Blake odetchnął ciężko i zsunął
materiał z oczu Dana.
- Posłuchaj. Masz dwie opcje. Albo pójdziesz
ze mną po dobroci, albo zostawię cię tu na krótką, acz intensywną rozmowę z
Troyem. Nie myśl że uciekniesz, ponieważ cały teren mojej posesji jest
ogrodzony. Są tu strażnicy i przyjemna gromadka agresywnych psów. Jaka jest
twoja decyzja?
- Świetnie. Przynajmniej wiem, że jesteś
bogaty i raczej nietrudno będzie znaleźć twoją posiadłość, kiedy już wrócę tu z
policją. - Pierwsze co musiał zrobić, to uwolnić jakoś ręce. - Możesz mnie
uwolnić?
- Jaką decyzję podejmujesz? Rozkucie kajdanek
jest zależne od twojej odpowiedzi na to pytanie.
- Pójdę z tobą. - Nie bardzo miał wyjście w
tej sytuacji. Z kajdankami nie mógł nic zrobić.
- Troy, wprowadź go do jego pokoju i rozkuj -
rzucił do mężczyzny, a następnie skierował wzrok na chłopaka.
- Zobaczymy się później. - Powiedziawszy to,
wyszedł z auta. Troy posłusznie złapał Dana za skute ręce i wyszarpnął z
limuzyny. Wiał wiatr, więc ciało chłopaka momentalnie pokryło się gęsią skórką.
Ochroniarz popchnął go w stronę wejścia do rezydencji zdecydowanie mało
delikatnie.
Dan zaklął pod nosem.
- Może by tak delikatniej, ty kupo mięsa? -
Tak, Dan zawsze miał cięty język, a kiedy był zdenerwowany trudniej było mu go
powstrzymywać.
Troy bez słowa kopnął go w tył prawego kolana, sprawiając
że chłopak zachwiał się. Zaklął ponownie już nic nie mówiąc. Chciał mieć w końcu
wolne ręce. To mu wystarczyło do ucieczki. Troy tymczasem popychając chłopaka, przeprowadził go przez
drzwi zabezpieczane kodem. Następnie otworzył kluczem kolejne, za którymi kryły
się schody w dół. Po ich przejściu ochroniarz wprowadził chłopaka w mały
korytarz, na końcu którego znajdowały się drzwi z umacnianymi framugami i
trzema zamkami. Troy otworzył je i wepchnął chłopaka do pokoju, momentalnie
zamykając je za nim. Dan znalazł się w wysokim pokoju, w którym jedyne okna
znajdowało się pod samym sufitem, na dodatek zabezpieczone kratami. Czyli okno odpadało. W porządku, miał jeszcze jeden
pomysł. Wyjął z kieszeni telefon, który wcześniej schował i wybrał numer.
- Tony, możesz namierzyć moją komórkę? Chyba
wpadłem w kłopoty.
Rozmawiając z kumplem było odwrócony plecami do drzwi,
dlatego nie usłyszał jak wchodził przez nie Blake. Dopiero gdy poczuł na swojej
szyi jego chude palce zrozumiał w jakich kłopotach się znalazł. Mężczyzna
zabrał mu telefon i szybko się rozłączył, a następnie otworzył klapkę i
wyciągną kartę ze środka.
- Rozczarowałeś mnie, wiesz? Bardzo mnie
rozczarowałeś. - Schował szczątki telefonu do kieszeni i podszedł do Dana,
sprawiając że ten cofał się do momentu gdy uderzył plecami w ścianę. Mężczyzna
wbił mu pięść w splot słoneczny, po czym wyprostował go i znów złapał za szyję,
zaczynając go podduszać.
- Nie zastanawiałeś się dlaczego Troy nic nie
mówi? - rzucił wciąż nie podnosząc głosu.
Dan zakaszlał przez to uderzenie i złapał go za ręce,
próbując rozluźnić jego uścisk.
- Niespecjalnie mnie to... obchodzi – wykrztusił.
- Powinno. Nie ma języka. Wyrwałem mu go, bo
zbytnio nim mielił. Pomyśl o tym. – Mężczyzna ciągle dociskał go do ściany.
- Ja nie jestem... twoim sługusem. - Kopnął go
w brzuch, odpychając od siebie i biorąc gwałtowny wdech. Cholera. Ten facet nie
był normalny!
- Jeszcze nie jesteś. - Blake spojrzał nie
niego złym wzrokiem i na odlew trzasnął go w twarz.
Dan ugryzł się w język zanim powiedział coś jeszcze. Wolał
go nie prowokować. To tylko ta noc, tak? I będzie mógł wrócić do swojego życia.
A przy okazji zarobi mnóstwo kasy. Blake podszedł do niego korzystając z tego, że niczego nie
mówił i wpił się w jego usta całując go agresywnie. Ręce przełożył na jego
pośladki.
Dan oddał pocałunek po chwilowym bezruchu, choć mięśnie
miał spięte. Facet nie wyglądał na delikatnego, a jakby nie patrzeć, on nigdy
nie był na dole. Blake wciągnął głośno powietrze przez nos. Jego penis
momentalnie zesztywniał. Ten chłopak totalnie go zaskoczył! Odsunął się
minimalnie i spojrzał na niego ze zmarszczonymi brwiami, po czym na próbę
polizał go w kącik ust.
Rozchylił je lekko, ale nie zrobił nic więcej. Czekał na
jego ruch. Mężczyzna skubnął delikatnie jego wargi i nie czując oporu
pogłębił pocałunek dotykając jego języka swoim. Ręce z pośladków przesunął na
łopatki chłopaka i delikatnie docisną do siebie. Dan dołączył do zabawy swój język, wciąż jednak obserwując
go czujnie. Zaskoczył go. Nie wiedział czego miał się teraz spodziewać.
Blake tymczasem przeniósł się z pocałunkami na jego szyję,
całując ją i delikatnie podgryzając. Odchylił lekko głowę w tył. W porządku. Jeśli ma to
zrobić, to wyciągnie z tego tyle przyjemności ile zdoła. Ten facet był całkiem
seksowny. Nie w jego typie, ale seksowny.
Blake czuł narastające podniecenie, ale musiał
przeprowadzić swój plan do końca. Ugiął kolana i zassał się na jednym sutku
chłopaka, drugi muskając opuszkiem palca. Z jego warg wyrwało się ciche westchnięcie. To było
wrażliwe miejsce. Objął go za kark rękoma, które do tej pory spoczywały
bezwładnie przy jego ciele. Mężczyzna uśmiechnął się w ciało chłopaka, przesuwając
usta na drugi sutek, a ręką zawędrował w stronę krocza chłopaka.
- Masz... jakiś żel? - Instynktownie spiął
się, kiedy jego dłonie zawędrowały na niższe partie jego ciała. Nie wiedział
ile mężczyzna będzie chciał się w ten sposób bawić.
- Jak będzie potrzebny, to będę miał. Nie martw
się o to. - Rozpiął jego spodnie i zsunął je razem z bielizną, butami i
skarpetkami. Penis Dana był już półsztywny gdy Blake objął go delikatnie swoim
szczupłymi palcami i cmoknął delikatnie w sam czubek.
Dan wciągnął powietrze. Cholera, tego się nie spodziewał.
W dodatku nie wiedział co robić. Nie był pasywnym partnerem, ale nie miał
pojęcia jak się zachowywać względem tego faceta. Blake tymczasem zaczął go całować po całej długości
penisa, zaczynając masować jego pośladki. Jęknął cicho, przymykając oczy. Dłonie na jego pośladkach
nie były komfortowym uczuciem, ale to, co brunet robił swoimi ustami skutecznie
odsuwało te myśli na bok. Blake przerwał pieszczoty i wstał.
- Wrócę za godzinę. Wtedy się pobawimy. – Powiedziawszy to, pocałował go szybko w usta, rzucił tęskne spojrzenie na jego
penisa w pełnym wzwodzie i wyszedł z pokoju upewniając się, że telefon chłopaka
nadal znajduje się w kieszeni. Kiedy zamknął drzwi oparł się o nie czołem i ciężko
oddychając próbował myśleć o wszystkim byle nie o jego własnym członku pulsującym z podniecenia. Tymczasem Dan
został w pokoju sam. Mimo tego, że pokój znajdował się w piwnicy miał ściany
pomalowane na jasno brązowy kolor, a na całej powierzchni podłogi leżał dywan.
Jednak na jednej ze ścian widać było przytwierdzone łańcuchy, a za szafką z
hartowanego szkła leżały pejcze, kneble i kajdanki.
Blondyn odetchnął głęboko, uderzając lekko głową o ścianę.
Cholera. Nie zamierzał się masturbować w tym pokoju. Jednak, kiedy spojrzał na
rzeczy w pomieszczeniu jego wzwód skutecznie opadł. Nie, nie dlatego, że to nie
było podniecające. Ale dla Dana więcej było w tym strachu niż podniecenia. No
tak. Kto normalny płaci dwadzieścia pięć tysięcy dla zwykłego seksu?
Tymczasem Blake przywołał do siebie Troya.
- Co myślisz o tym nowym?
Troy wzruszył ramionami.
- Myślisz, że tym razem się uda?
Troy zrobił minę wyrażającą nadzieję.
- Podoba mi się. Nie dość że jest naprawdę
dobrze zbudowany to jeszcze ma charakter.
Troy pokiwał głową w geście wyrażającym zrozumienie. Blake
podszedł do niego i przytulił się. Troy objął go i pogłaskał po plecach. Prawdą
było, że nie miał języka, ale nie było to dzieło mężczyzny, którego trzymał w
objęciach. Po jakimś czasie Blake westchnął ciężko
- Idę pod prysznic. Zorganizujesz coś do
jedzenia dla Dana? Troy znów pokiwał głową, a mężczyzna wyszedł z kuchni.
Po starannie odmierzonej godzinie Blake wraz z
ochroniarzem zeszli po schodach. Mężczyzna trzymał tacę na której znajdowała
się potrawka z kurczaka, frytki i sałatka, oraz butelka wody mineralnej.
Ochroniarz powoli otworzył drzwi, wchodząc do pokoju. Dan siedział na ziemi przy ścianie z zamkniętymi oczami i
rozmyślał. Już się uspokoił. Był też w pełni ubrany. Spojrzał w stronę drzwi,
kiedy się otworzyły. Troy przepuścił Blake'a w drzwiach, a ten spojrzał szybko
na chłopaka zanim podszedł do stolika i położył na nim jedzenie. Kiwnął głową
do Troya, a wyszedł z pokoju
- Przyniosłem ci coś do zjedzenia. I widzę, że
się przebrałeś. Widzisz, mówiłem ci, że lepiej będzie jeśli spakujesz kilka
ubrań na zmianę.
- Nie jestem głodny. - Wiele razy wytrzymał
bez jedzenia dość długo, więc to nie będzie problem. A nie zamierzał brać nic
od niego. Kto wie co w tym jest.
- Dan... Na pewno nie jesteś głodny? - Blake
poruszał się powoli po pokoju po czym usiadł na kanapie.
- Nie jestem – powtórzył. - Za to chętnie bym
zapalił, jeśli masz tu gdzieś fajki. - Nie często palił, ale papierosy pomagały
mu się uspokoić, kiedy był zdenerwowany. A teraz z pewnością był.
- Nie mam. Podejdź tu – powiedział spokojnie
do chłopaka. Wewnątrz był cały spięty, jednak na zewnątrz wyglądał jak
wcielenie spokoju.
Zastanawiał się przez chwilę, ale w końcu wstał i poszedł
do niego powoli.
- Rozbierz się – powiedział Blake, patrząc
prosto w oczy chłopaka.
Parsknął.
- Striptiz bez muzyki? - Ściągnął z siebie
koszulkę i zaczął rozpinać spodnie. Nie bawił się specjalnie. Chciał to już
mieć za sobą.
- Wolałbyś z...? - spytał Blake cały czas
utrzymując kontakt wzrokowy.
- Jest mi to obojętne. - Ściągnął spodnie,
zostając w bokserkach.
- Nie chcesz tego, prawda? - Przez chwilę cień
smutku był widoczny na twarzy mężczyzny, ale momentalnie został zastąpiony
przez maskę uprzejmej obojętności.
Dan parsknął, chociaż była to raczej nerwowa reakcja.
- Zadajesz dość dziwne pytania, biorąc pod
uwagę fakt, że zaciągnąłeś mnie tutaj siłą, twoi goryle mnie pobili, sam
przyłożyłeś mi w twarz i od początku powtarzam ci, że się na to nie zgadzam.
Blake wstał i zdjął marynarkę i koszulę.
- Szkoda – przysunął się do niego i objął jego
twarz obiema dłońmi składając pocałunek obok pocałunku na wargach chłopaka, nie
próbując ich pogłębiać.
To Dan pogłębił pocałunek, obejmując go za kark i
przysuwając się bliżej. Zamknął oczy. Blake odwzajemnił, opierając swoje ręce na biodrach Dana. Mężczyzna nie robił nic więcej, pozwalając chłopakowi niejako przejąć kontrolę
nad tym co się działo. Blondyn czuł się niepewnie, bo nie wiedział czego brunet
od niego oczekuje. Po chwili jednak zaczął rozpinać pasek jego spodni. Blake westchnął niespokojnie. Był ciekaw jak daleko
posunie się chłopak, bez żadnych wskazówek z jego strony. Zsunął je w dół razem z bokserkami, jednocześnie błądząc
wargami po jego szyi i torsie.
Blake odchylił głowę do tyłu. Pragnął go położyć, zadrzeć
mu nogi i pieprzyć do utraty tchu, ale chciał by chłopak oswoił się z nim i z
jego ciałem. Miał też nadzieje, że Dan nie strzepał sobie gdy godzinę temu
wyszedł z pokoju i że czuje to samo napięcie które powoli powstawało w jego
ciele. Dan położył dłoń na jego penisie, drugą przesuwając na
jego pośladki. W tej chwili jego towarzysz nie zachowywał się jak tamten
agresywny facet, który zabrał go z mieszkania. To dodało mu trochę śmiałości.
Blake uśmiechnął się czując jego ręce na swoim ciele. O
tak, ten chłopak zdecydowanie był inny od chłopców których miał to dotychczas.
Czekał na dogodny moment by przejąć kontrolę nad tym co się tu działo. Czuł jak członek mężczyzny twardnieje w jego dłoni. A
widząc, że ten nie robi nic, żeby to przerwać, ścisnął mocniej jego pośladek. I w tym właśnie momencie Blake złapał ręce Dana i zabrał
podniósł je nad jego głowę. Pocałował go w szyję i zaczął ją podgryzać
- Dalej twierdzisz, że ci się to nie podoba? -
spytał, oddychając ciężko.
Dan parsknął.
- Mówiłem, że jeśli mam być na górze to nie
mam nic przeciwko, więc tak, do tego momentu mi się podobało.
- Nadal możesz być na górze, aczkolwiek nie
wiem czy pozycja na jeźdźca jest wygodna jak na pierwszy raz… - wymruczał
wcałowując się w jego obojczyk. Poluzował nieco chwyt na rękach chłopaka,
pozwalając im opaść.
- Po czym wywnioskowałeś, że to mój pierwszy
raz, co? - Ułożył ręce na jego łopatkach, zostawiając na nich zadrapanie.
- Coś mi mówi, że nigdy nie byłeś bottomem,
czyżbym się mylił? - Blake uśmiechnął się drapieżnie, popychając go w stronę
poduszek leżących po podłodze.
- Mogę tego po prostu nie lubić. - Opadł na
nie, ciągnąc mężczyznę za sobą.
- Och, skoro miałeś to już za sobą będzie ci
łatwiej. Nie muszę być zbytnio delikatny, prawda? - Schodził pocałunkami coraz
niżej, przez brzuch, pachwinę, udo i łydkę aż do kostki. Wyciągnął spod jednej
z poduszek linkę i przywiązał jego jedną nogę za kostkę do słupka wbitego w
podłogę. Szybko przeniósł się na drugą nogę i rozkraczając chłopaka i także ją
unieruchomił, sprawiając że Dan był na niego bardzo, bardzo otwarty.
- Co nie zmienia faktu, że dawno nie byłem z
facetem. - Podniósł się na łokciach dość nerwowo. Nie chciał być wiązany. Nie
przy tym facecie.
- Jak dawno? - po czym nie czekając na
odpowiedź pochylił się i ugryzł go boleśnie w sutek, aż Dan zachłysnął się
powietrzem – To za uderzenie w twarz w twoim mieszkaniu – rzucił sucho.
- To była obrona konieczna! Poza tym, już mi
za to oddałeś! I to z nawiązką. - Ach, cholera. Teraz żałował, ze wypalił z tym
pierwszym razem. Ale nie ma mowy, żeby się do tego przyznał.
- Pytałem kiedy ostatni raz miałeś penetrowaną
swoją dziurkę. - Blake dla zobrazowania pytania przyłożył palec do jego otworka
i wsunął na sucho nie więcej niż pół paznokcia. - Jesteś taki ciasny i
spięty... naprawdę pierwszy raz masz już za sobą? Trudno w to uwierzyć… -
wsunąłby jeszcze odrobinę ale mięśnie Dana zacisnęły się niesamowicie mocno.
- Dawno! - warknął zły na siebie i na niego. W
tej chwili chyba nawet nie wiedział na kogo bardziej. - Weź jakiś poślizg!
- Czyli chcesz bym cię spenetrował, co mały?
Inaczej kazałbyś zabrać rękę, a nie szukać nawilżenia. – Mężczyzna zaśmiał się
cicho. Pocałował go w pachwinę, po czym odsunął twarz i zaczął dotykać jego
penisa.
- Dość jasno dałeś mi do zrozumienia, że nie
mam co liczyć na to, żebyś sobie odpuścił. Muszę pracować, a nie uśmiecha mi
się pieprzyć jakiejś panny z rozjechanym tyłkiem!
- Musisz pracować? Przecież mówiłeś, że nie
potrzebujesz dodatkowych 25 tysiączków, czyż nie? - Blake świetnie się bawił.
Zauważył, że Dan pod wpływem stresu gada różne dziwne rzeczy, które za cholerę
nie zgadzają się z zebranymi przez niego informacjami. Pochylił się nad jego
penisem i chuchnął na niego.
- Bo nie potrzebuję. Ale muszę pracować. -
Jęknął cicho. Jego męskość twardniała i nic nie mógł na to poradzić.
- A kto ci każe? Poza tym jest dużo innych
zawodów oprócz męskiej prostytutki. A może ty po prostu lubisz się pieprzyć,
co? - Blake wystawił język i polizał delikatnie jego skórę u nasady członka.
- Ach, cholera, nie będę z tobą o tym rozmawiać!
- Musiał nauczyć się trzymać język za zębami. W zdenerwowaniu za dużo gadał.
- Ha, ha. Grozisz, czy obiecujesz? - Znów
zaśmiał się złośliwie i przekręcił twarz na bok i przejechał zębami po całej
długości jego chuja. Nie starał się być delikatny, a i tak zauważył, że pojawiła
się przezroczysta kropelka. Zlizał ją szybko.
Oddech Dana nieznacznie przyspieszył. To było przyjemne,
nie zaprzeczał. Podniecenie się w nim kumulowało, doprowadzając go do szału. Blake włożył mu dwa palce do ust.
- Pośliń.
- Pośliń.
Dan zmarszczył brwi. Wiedział do czego to zmierzało.
- Ślina nie wystarczy.
- Chcesz zamiast palców mojego penisa w swoich
ustach? Powiedziałem pośliń! To nie było pytanie, a poza tym… czy nie
odgrażałeś się, że nie będziesz ze mną rozmawiał? - pocałował go w bok twarzy,
poruszając palcami w jego ustach.
Dan najchętniej odgryzłby mu te palce, ale obawiał się, że
gorzej skończy się to dla niego niż dla tego dupka. Zassał lekko jego palce,
zwilżając je śliną.
- O tak... widzisz, jak współpracujesz od razu
jest lepiej. Zassij się na nich, tylko mocno. I pracuj językiem.
Zassał je mocniej, pomagając sobie językiem i nie patrząc
na tego faceta. Mało co go zawstydzało, ale to było poniżające.
- Świetnie to robisz, mały. Świetnie, wiesz?
Jesteś jakby stworzony do takich rzeczy. – Blake mówił poważnie. Co jakiś czas
kupował sobie chłopaków na dzień, ale ten był jedyny w swoim rodzaju.
- Okay, wystarczy. - wyjął palce z jego ust. -
Unieś biodra.
Posłuchał go niechętnie. Doskonale wiedział, że ślina nie
była wystarczającym nawilżeniem. Nawet on nie pozostawał tylko przy tym, kiedy
miał w łóżku jakieś chłopaka, który był doświadczony. A co skoro on nigdy w
życiu nic tam nie miał?
Blake przesunął wilgotnymi palcami po członku Dana.
Sięgnął po dwie poduszki i włożył je chłopakowi pod plecy. Sięgnął do jego
pośladków i rozchylił je. Nie robił nic więcej, po prostu się przyglądał. Jego mięśnie cały czas były spięte i nie pomagało to, że
bardzo chciał się rozluźnić. Po prostu nie potrafił. Blake bez słowa pochylił się i zassał na jego penisie w
taki sam sposób w jaki Dan wcześniej nawilżał jego palce. Poruszał językiem i
zaczął mocniej ciągnąć.
Blondyn jęknął, wyginając nieco ciało. Minimalnie się
rozluźnił dzięki tej przyjemności jaką dawały mu usta Blake'a. Brunet zassał się, połykając penisa jeszcze głębiej.
Jednocześnie sięgnął po lubrykant, który leżał wcześniej pod poduszką, a podczas
wyciągania spod niej linki przesunął się prawie że pod nogi leżącego chłopaka.
Trzymając penisa tylko ustami otworzył tubkę i wylał sobie trochę na palce, po
czym jedną ręką odchylił pośladek. Zassał się mocniej na penisie, a gdy Dan
głośno westchnął włożył pół palca wskazującego do jego ciasnej dupci.
Chłopak jęknął, natychmiast znowu się spinając. Odetchnął
jednak na uczucie lubrykantu. Dzięki niemu będzie przynajmniej mniej boleśnie. Blake wysunął penisa z ust, zasysając się krótko na samym
czubku, a następnie zaczął całować jego jądra delikatnie je liżąc. Nie ruszał
palcem, pozwalając by chłopak przyzwyczaił się do uczucia rozpierania.
Odetchnął po chwili, rozluźniając się nieco. I tak musiał
przez to przejść. Im szybciej tym lepiej.
- Dajesz radę? - Blake spojrzał na niego
wyczekująco.
- A jak powiem, że nie to mnie zostawisz? -
Posłał mu ironiczny, choć nieco nerwowy uśmiech. Nie łatwo było go złamać.
A jak powiem, że tak to uwierzysz? Możemy
zrobić pół godziny przerwy - powiedział to, błagając w myślach, żeby na to nie
przystał. Jego penis potrzebował wbić się w jego ciasną dupcię. Im szybciej tym
lepiej. A i wątpił czy chłopak chciałby leżeć przez dodatkowe pół godziny w
rozkraczonymi nogami.
- Po twojej minie wnioskuję, że żadnemu z nas
by to nie odpowiadało. Kontynuuj – powiedział po prostu.
Brunet wyciągnął palec po czym oblał lubrykantem całą
szparkę Dana. Teraz bez problemu mógł wsadzić cały środkowy palec, nawet przy
zaciśniętych mięśniach zwieracza blondyna.
- Spróbuj się rozluźnić, będzie ci lepiej.
Naprawdę. - Mówiąc to, wiercił palcem w jego wnętrzu dopóki ni znalazł jego
prostaty. Pomasował ją leciutko. Dan jęknął, czując ten ruch i szarpnął się lekko. To było
takie inne. Dziwnie przyjemne. Czy to właśnie czuli jego kochankowie?
- Nie ułatwiasz. A moja cierpliwość się kończy. Współpracuj, albo wejdę w twoją dupę
bez rozciągania - Blake syknął przez zęby.
- Gdybym był w stanie się rozluźnić to bym to
zrobił, a takimi „ostrzeżeniami” też wcale nie ułatwiasz – prychnął, ale
odetchnął głęboko. Miał rację. W końcu on też powtarzał swoim kochankom, żeby
się rozluźnili. Ale to była inna sytuacja!
- Ponoć masz doświadczenie, co mam ci niby
ułatwiać?
- Nie mówiłem, że jest ono duże. - I owszem.
Miał doświadczenie, ale w obserwowaniu swoich kochanków i w sprawianiu im
przyjemności. Nie w byciu na dole.
Blake włożył do końca środkowy palec, a wskazującym
pomasował jego dziurkę, szykując się do jego wsunięcia. Obserwował twarz
chłopaka. Starał się nie okazywać dyskomfortu, choć bez wątpienia
taki odczuwał. Ale im dłużej mężczyzna pocierał ten punkt w środku, tym większą
czuł przyjemność. Blake powoli wiercił drugim palcem, a gdy cały znalazł się
w środku rozkrzyżował i skrzyżował palce. Przez chwilę robił tylko to, po czym
znów zaczął muskać prostatę blondyna. Zauważył że chłopak zamknął oczy i zacisnął usta. Wsunął
trzeci palec i zakręcił nimi wszystkimi. Gdy Dan syknął przez zęby znów trącił
go w odpowiedni punkt w jego wnętrzu. Pochylił się nad nim i pocałował go w
brzuch.
- Źle ci? Mam przestać?
Dan miał już powiedzieć, że tak, ale w końcu nie
powiedział nic tylko jęknął głośniej. Ach, cholera. Nie chciał, żeby
przestawał. Blake uśmiechnął się złośliwie pod nosem i zabrał palce.
- Rozumiem, że ten jęk miał znaczyć, żebym
przestał? Blondyn zmierzył go co najmniej zirytowanym spojrzeniem. Chyba nie
oczekiwał, że zacznie go błagać, żeby go tutaj przeleciał?
- Nic nie powiesz? - Brunet ścisnął jego penisa
i pociągnął. Mocno i mało delikatnie.
Dan znowu jęknął, ale tym razem nie było to oznaką
przyjemności.
- A co mam ci powiedzieć?!
- Już nic. - Blake wstał, zostawiając
skrępowanego za nogi chłopaka i przeszedł do drugiej części pokoju. Stanął
przed przeszkloną gablotką i wpatrywał się w wystawione tam zabawki. Blondynowi nie podobało się to, na czym mężczyzna zawiesił
swój wzrok. Zdążył się już przekonać, że ten facet nie jest normalny. Blake otworzył gablotkę kluczykiem który wyjął z leżących
na podłodze spodni i wyjął jakąś tubkę. Podszedł Dana i ukląkł między jego
nogami.
- To, mój mały, jest mocno rozgrzewający żel
intymny. Zamierzam popracować nad tym, byś chciał tego seksu równie mocno jak
ja. - Jego uśmiech znów nie objął oczu. Nabrał sporą ilość żelu i wkładając od
razu dwa palce do wnętrza chłopka roztarł go po jego ściankach.
Dał poczuł zimno. Przez chwilę nic więcej się nie działo,
ale w końcu żel zaczął się rozgrzewać. Zacisnął mocno zęby, patrząc z
nienawiścią na mężczyznę. Blake wyraźnie widział po oczach skrępowanego chłopaka, że
żel zaczyna działać. Wyciągnął palce i nasmarował tym samym żelem, tylko w
mniejszej ilości swojego nabrzmiałego penisa i przystawił główkę do jego
otworka.
- Mam to zrobić szybko czy wolno?
Nie odpowiedział. Nie zamierzał wdawać się z nim w
rozmowy, bo wcale dobrze na nich nie wychodził. Jego mięśnie mimo żeli znowu
spięły się z nerwów, a oddech nieznacznie przyspieszył.
- Tak chcesz się bawić? Dobrze... ale
pamiętaj, że miałeś wybór – ostatnie słowo wyrzucił z siebie wchodząc szybko,
jednym gwałtownym ruchem wbijając się po same jądra.
Dan krzyknął, zaciskając mocno zęby. Ach, kurwa. Bolało.
Bolało jak cholera. I nawilżenie w niczym nie pomogło. Blake pochylił głowę by Dan nie zauważył jego pełnego
tryumfu uśmiechu. Miał nadzieję, że w końcu chłopak zacznie z nim rozmawiać.
- Mam się zacząć poruszać czy dać ci chwilę na
przyzwyczajenie? - rzucił, głaszcząc chłopaka.
- Pierdol się – warknął i chyba nawet sam nie
do końca zdawał sobie sprawę z tego co mówił. W tej chwili był obezwładniony
bólem. To był jego pierwszy raz, do cholery!
Blake westchnął głośno z irytacją.
- Przecież pytałem czy chcesz szybko czy
powoli. Miałeś wybór. To co teraz czujesz osiągnąłeś swoim głupim uporem.
Przyszło ci coś z tego? Nie. Zastanawiające jest, czy będziesz w stanie
wyciągnąć nauczkę na przyszłość z tego co się teraz stało - rzucił wściekle,
wyszedł z niego, wstał i naciągnął na siebie bokserki, spodnie, skarpetki i
buty. Upewnił się, że gablotka jest zamknięta i trzymając w ręku koszulę wyszedł
z pokoju. Chłopak nie powinien mieć problemu z rozwiązaniem więzów na kostkach.
Szybko przeszedł do swojego pokoju i złapał za telefon, wybierając numer do
alfonsa Dana. Czekając na połączenie chodził po pokoju. Żywił tyle nadziei
odnośnie tego blondyna, a tak sromotnie się rozczarował. Oczywiście, lubił
łamać opór, ale w tym chłopaku było coś co go pociągało. Nie byłby w stanie
przerżnąć go dla samego aktu. Gdy usłyszał głos w słuchawce przystanął i
rzucił:
- Chcę zwrotu kasy. Twój chłopaczek absolutnie
nie zna się na rzeczy. - Nie czekając na reakcję mężczyzny rozłączył się i
uderzył ręką w ścianę.
- Kurwa! - wrzasnął sfrustrowany i wyszedł z
pokoju na poszukiwanie Troya.
Dan podniósł się, rozwiązując więzy i ubrał się szybko.
Wciąż czuł ból, ale nie było to coś, czego nie byłby w stanie znieść. Chwycił
swoją torbę i wyszedł z pokoju. Blake wciąż miał jego telefon, ale wolał stąd
wyjść zanim się rozmyśli. Nie doszedł jednak nawet do schodów, gdy stanął przed nim
Troy. Ochroniarz złapał go za rękę, wciągnął na schody, wpisał kod dostępu w
drzwiach, po czym wyprowadził go na zewnątrz. Skuł mu ręce i zarzucił jakiś
materiał na głowę, po czym wepchnął do samochodu.
Oparł się o fotel z westchnięciem. Świetnie. Miał jechać z
workiem na głowie. No cóż, może przynajmniej odwiozą go do domu. Troy jechał szybko, zaciskając palce na kierownicy.
Udzieliła mu się wściekłość Blake'a, ale nie mógł nic powiedzieć. Po
zatrzymaniu się przed hotelem wyciągnął go równie niedelikatnie, zdjął materiał
i rozkuł kajdanki. Odjechał szybko, nie dając chłopakowi możliwości spojrzenia
na tablice rejestracyjne.
Oto świeżutki rozdział nowego opowiadania. Nie martwcie się, obiecujemy, że Peccatum zostanie dokończone. I mamy nadzieję, że Lust, którego pierwszy sezon jest już właściwie zakończony, spodoba się wam, tak jak nam.
Oto świeżutki rozdział nowego opowiadania. Nie martwcie się, obiecujemy, że Peccatum zostanie dokończone. I mamy nadzieję, że Lust, którego pierwszy sezon jest już właściwie zakończony, spodoba się wam, tak jak nam.
Hmmmm....mam mieszane uczucia po tym rozdziale.
OdpowiedzUsuńCiekawi mnie czego chciał/szukał Blake od Dana. Mam nadzieje że w następnym rozdziale uchylicie rąbka tajemnicy.
Mega minus to opisy. A raczej ich brak ;/ Naprawdę dziewczyny zwróćcie na to uwagę. Bo klimat "pokoju" popsuł właśnie brak opisu. Wiadomo tylko ze były tam kajdany, szklana szafka i okienko pod sufitem. Powinnyście wcześniej napisać o tych poduszkach i słupkach. To mogło bardziej podminować sytuacje.
To wsio ode mnie. Czekam na dalszy ciąg :)
Podoba mi się. Czekam na kolejną część. ^^
OdpowiedzUsuńZgodzę się z Floo jeśli chodzi o brak opisów, musicie nad tym popracować (ja też mam z tym problem ;p). Było też parę błędów, brak literki czy złe słowo, przeczytajcie może jeszcze raz i poprawcie.
OdpowiedzUsuńAle poza tym... To opowiadanie spodobało mi się nawet bardziej niż to z Tokio Hotel. Klimat inny, postacie bardziej przypadły mi do gustu i od samego początku jest jakaś akcja.
Serio, świetne opowiadanie.
Może opiszcie trochę dokładniej wygląd Troya, myślę, że to by pomogło w wyobrażeniu sb tych scen ;p
Aha, podobają mi się dialogi, a raczej te kropki z boku. To bardzo ułatwia mi czytanie, jest jakoś ładniej i wyraźniej... Fajny pomysł.
Nie mogę się doczekać dalszej części ;)
Nie wiem czemu, ale bardzo lubię Blaka :D i koniecznie chcę się dowiedzieć co będzie dalej. Mam ogromną nadzieję, że ich ścieżki znów się skrzyżują i to w wielu równie ciekawych sytuacjach.
OdpowiedzUsuńNie będę pisać o poprawkach, bo już zostały wymienione. Przy odrobinie pracy, to będzie wspaniałe opowiadanie. Podziwiam cię za bezpośredniość z jaką piszesz.
Pozdrawiam cieplutko i mam nadzieję, że zajrzysz do mnie. Zreszta zapraszam wszystkie wielbicielki M/M
Bardzo spodobał mi się Blake. Niby taki ostry, to mimo wszystko nie potrafi naprawdę Dana skrzywdzić. A to jak przytulił się do ochroniarza sprawiło, że pojawiła się d niego ta moja sympatia.
OdpowiedzUsuńJuż chcę wiedzieć co będzie dalej. Dlatego błagam o rozdział.
Elis
Floo, okay, popracujemy nad opisami. A przynajmniej się postaramy. :)
OdpowiedzUsuńAnonimowy, dobrze wiedzieć, że opowiadanie przypadło do gustu. To cieszy ^^
Another, kropki wyszły przypadkiem, ale skoro się spodobały. Trudno było by z nimi walczyć. I naprawdę fajnie że się podoba bardziej niż Peccatum. Bo tamto... cóż, to taka rozgrzewka była.
AkFA, Blake jest trudnym facetem. Ma swoje odchyły i dziwne reakcje. I bywa mało konsekwentny, niestety ;/
Elis, super, że i Tobie się Blake spodobał ^^ Rozdział już jest, ale od razu mówię, że z regularnością będą jeszcze problemy.