Bill wracał do domu prosto ze studia tatuażu. Był nieco obolały, ale
chciał przeprosić Toma. Liczył, że mu się spodoba. Jednak to, co zastał
po powrocie, nie było tym, czego się spodziewał.
Stanął w drzwiach jak wryty, upuszczając na ziemię filmy, które trzymał w dłoni. Tego widoku nigdy nie chciał zobaczyć.
- Przepraszam... nie chciałem wam przeszkadzać. - Wyszedł szybko, zatrzaskując drzwi i idąc przed siebie.
Stanął w drzwiach jak wryty, upuszczając na ziemię filmy, które trzymał w dłoni. Tego widoku nigdy nie chciał zobaczyć.
- Przepraszam... nie chciałem wam przeszkadzać. - Wyszedł szybko, zatrzaskując drzwi i idąc przed siebie.
Tom westchnął. Bill miał cudowne wyczucie czasu. Sam teraz nie
wiedział, czy ma kończyć czy nie. Uprawiał seks z niezłą laską, z
drugiej strony czuł że powinien iść za Billem. Sprawę rozwiązała Claire:
- Tom, co się przejmujesz takim emo chłopcem? Twój braciszek musi kiedyś dorosnąć, pewnie nawet nie wie jak wygląda naga kobieta - wymruczała.
Tego Tomowi było za wiele. Sam mógł mówić o Billu co mu się żywnie podobało, ale innym wara od niego. Puścił ją i rzucił sucho, wskazując na drzwi:
- Wypierdalaj.
- Ale...
- Powiedziałem, raus!
- Tom, co się przejmujesz takim emo chłopcem? Twój braciszek musi kiedyś dorosnąć, pewnie nawet nie wie jak wygląda naga kobieta - wymruczała.
Tego Tomowi było za wiele. Sam mógł mówić o Billu co mu się żywnie podobało, ale innym wara od niego. Puścił ją i rzucił sucho, wskazując na drzwi:
- Wypierdalaj.
- Ale...
- Powiedziałem, raus!
Bill usiadł na jakieś ławce, czując, że kręci mu się w głowie. Cholera. Wziął głęboki oddech. Nie czuł się najlepiej.
Kiedy oburzona Claire wybiegła z domu, Tom oparł się o ścianę i ucisnął
palcami nasadę nosa. Poczuł się źle, ale zrzucił to na reakcję po tej
posranej sytuacji. Odetchnął głęboko trzy razy i wyszedł z domu razem z
psem, by znaleźć Billa.
Zamknął na chwilę oczy. Było gorzej. Powinien się teraz położyć, ale
nie zamierzał wracać do domu i im przeszkadzać. Tak, pójdzie do
jakiegoś hotelu, kiedy choć trochę mu przejdzie.
Tom podskórnie czuł że coś jest nie w porządku. Przyspieszył kroku,
rozglądając się nerwowo na boki. Dostrzegł Billa słaniającego się na
ławce. Podbiegł do niego szybko i przytulił.
- Bill, co się dzieje? - wyszeptał nerwowo.
- Bill, co się dzieje? - wyszeptał nerwowo.
Pokręcił głową.
- Za chwilę przejdzie. - Odetchnął jeszcze kilka razy. - Muszę się położyć. - Było mu niedobrze. Nie wiedział tylko czy to przez to, co zobaczył, czy przez coś innego.
- Za chwilę przejdzie. - Odetchnął jeszcze kilka razy. - Muszę się położyć. - Było mu niedobrze. Nie wiedział tylko czy to przez to, co zobaczył, czy przez coś innego.
- Jasne, pewnie. Oczywiście. Możesz wstać? Chodź do domu, tam odpoczniesz, zaprowadzę Cię, dobrze?
- A... ona? Nie chciałem wam przeszkodzić, pójdę do hotelu - szepnął.
- Bill, przestań. Ona to było nic, chodź do domu, proszę. - Tom był przerażony. Brat praktycznie lał mu się przez ręce.
Czarnowłosy skinął głową i wstał z pomocą brata.
- Nie martw się, nic mi nie jest. To tylko osłabienie.
- Nie martw się, nic mi nie jest. To tylko osłabienie.
- Jak to jest osłabienie, to ja jestem królowa angielska. Jak tylko
dotrzemy do domu wzywam lekarza. - Ton głosu Toma nie pozostawiał
wątpliwości, że tak właśnie zrobi
- I co mu powiesz? Że zasłabłem, bo zobaczyłem jak się z kimś pieprzysz? Przejdzie mi jak się położę.
- Powiem, że zasłabłeś gdy wyszedłeś na spacer. Billy, ty wyglądasz jak śmierć! Claire nie ma tu nic do rzeczy.
- Claire? To zaskakujące, że znasz jej imię. Zatrułem się czymś, to minie.
- Bill, czy my naprawdę nie mamy o czym rozmawiać? Powiedziałem, że
zadzwonię do lekarza to tak właśnie zrobię. - W czasie całej tej rozmowy
Tom trzymając brata w pasie zaciągnął go do domu
- Byłem już dzisiaj u lekarza. Zadowolony? Nie czułem się najlepiej,
więc się z nim spotkałem. Powiedział, że się zatrułem i kazał mi
odpocząć.
- To dlatego musiałeś iść do miasta? Bo miałeś wizytę u lekarza? Czemu
mi tego nie powiedziałeś od razu? Myślałem, że kogoś masz! - Zdjął
bratu buty i zaprowadził go do swojego pokoju. Rozebrał go do bielizny
i odchylił kołdrę, dając mu znak by się pod nią schował.
- Potrzebujesz czegoś?
- Potrzebujesz czegoś?
Bill parsknął cicho.
- Mam ciebie. Nic nie mówiłem, bo nie chciałem, żebyś się martwił. Tak jak teraz. - Kiedy Bill wsuwał się pod kołdrę, Tom mógł dostrzec na jego biodrze nowy tatuaż: Für immer dein.
- Mam ciebie. Nic nie mówiłem, bo nie chciałem, żebyś się martwił. Tak jak teraz. - Kiedy Bill wsuwał się pod kołdrę, Tom mógł dostrzec na jego biodrze nowy tatuaż: Für immer dein.
- Bill... Kolejny tatuaż? Zrobiłeś go dzisiaj? Może to dlatego źle się
czujesz? Może coś było nie tak w studio...? - zasypał pytaniami brata
pochylając się nad nim i pogłaskał jego policzek
- Ze studiem wszystko w porządku. Chciałem cię przeprosić. - Przymknął
oczy. - To już nieważne. - Przykrył się szczelniej kołdrą.
- Przeprosić? Ty mnie? To chyba raczej ja jestem winien Ci przeprosiny
za całą tę chorą sytuację - Tom zaczął głaskać Billa po włosach,
składając delikatnie pocałunki na jego czole i policzkach
- Nie musisz mnie przepraszać. Po prostu... nie przyprowadzaj ich do
domu, proszę. A przynajmniej nie, jeśli wcześniej mnie nie uprzedzisz.
Tom położył się obok brata, tuląc go do siebie.
- Proszę, obiecaj mi, że nigdy więcej nie będziesz mnie trzymał w takiej niepewności, okay? Wiesz równie dobrze jak ja, że niewiedza bywa mordercza.
- Proszę, obiecaj mi, że nigdy więcej nie będziesz mnie trzymał w takiej niepewności, okay? Wiesz równie dobrze jak ja, że niewiedza bywa mordercza.
- Nie mógłbym nikogo mieć. Nigdy bym cię nie zdradził, wiesz o tym. Jestem tylko z tobą.
- Mhm... - Tom mając w ramionach swojego młodszego braciszka zapadł powoli w sen.
Bill po chwili również zasnął spokojnie, zmęczony.
Rano czarnowłosy obudził się z wyraźnym bólem żołądka. Do tego czuł mdłości. Tom wciąż spał, obejmując go mocno. Wyplątał się ostrożnie z jego objęć i szybko poszedł do łazienki. Zwymiotował, pochylając się nad muszlą. Jeśli tak to miało wyglądać, to okłamywanie Toma będzie jeszcze trudniejsze niż sądził.
Tom poczuł pustkę obok siebie. Wyciągnął się z głośnym ziewnięciem gdy
nagle zmarszczył brwi. Zza drzwi łazienki dobiegł go odgłos zwracania
treści pokarmowej. Siadł na łóżku i nasłuchiwał. Usłyszał westchnienie
brata
- Bill...? Co się dzieje? - krzyknął zaniepokojony
- Bill...? Co się dzieje? - krzyknął zaniepokojony
- Nic! - odkrzyknął, spuszczając wodę i opłukując usta. - Za chwilę
przyjdę! - Zaczął myć szybko zęby. Że też musiał się obudzić właśnie
teraz. Przelotnie spojrzał na zegarek. Była dopiero szósta. Jeszcze
wcześnie.
Tom wyszedł z łóżka i zapukał do drzwi.
- Mogę wejść? Martwię się o ciebie...
- Mogę wejść? Martwię się o ciebie...
Znowu opłukał usta, wypluwając pastę i dopiero wtedy otworzył bratu drzwi, stając przed nim.
- Wszystko w porządku. Po prostu wcześnie się obudziłem.
- Wszystko w porządku. Po prostu wcześnie się obudziłem.
Tom spojrzał na niego nieufnie.
- Wracasz jeszcze do łóżka?
- Wracasz jeszcze do łóżka?
- Nie, już nie, ale ty sobie nie przeszkadzaj. Zjem jakieś śniadanie i
zabiorę Scotty'ego na spacer. Możesz spać dalej. - Ominął brata i
podszedł do szafy, wyjmując z niej jakieś ubrania.
- Oj Bill... jest po szóstej! A bez Ciebie w łóżku jest zawsze zimno. -
Tom podszedł do niego i wtulił nos w jego włosy, głaszcząc go
jednocześnie po torsie.
Czarny przymknął na chwilę oczy, a potem zaczął się ubierać, odsuwając od siebie Toma.
- Idź weź gorący prysznic, jeśli ci zimno.
- Idź weź gorący prysznic, jeśli ci zimno.
Tom zdrętwiał. Nic nie mówiąc patrzył jak jego brat się ubiera. W jego
oczach dostrzec można był urazę. Jeszcze NIGDY jego brat go nie
odtrącił, czyżby zatem doszedł do wniosku, że to koniec ich relacji?
Ale przecież ten tatuaż i te słowa, że zawsze będzie go kochał
świadczyły o czymś zupełnie innym... Czyżby naprawdę chodziło o Claire?
Nie, to niemożliwe, przecież Bill sam proponował mu, by znalazł sobie
dziewczynę. Czyli naprawdę musiało chodzić o to, że Bill mimo wszystko
nie chciał ciągnąć tego, co było między nimi.
Bill westchnął cicho i spojrzał na niego.
- Przesiąkłeś jej perfumami, Tom. Naprawdę, możesz robić z kobietami co chcesz, ale nie dobieraj się po tym do mnie, dopóki nie weźmiesz prysznica.
- Przesiąkłeś jej perfumami, Tom. Naprawdę, możesz robić z kobietami co chcesz, ale nie dobieraj się po tym do mnie, dopóki nie weźmiesz prysznica.
Tom uśmiechnął się smutno. Wiedział, że to nie o to chodziło, ale
podziwiał Billa za hart ducha i umiejętność wymyślania wymówek. Wciąż
się nie odzywając poszedł w stronę łazienki. Czuł dziwny smutek, ale
rozumiał postępowanie brata i był z niego dumny. Skoro Bill postanowił,
że nie będą się już do siebie zbliżać, miał zamiar uszanować jego
decyzję.
Reszta wolnego tygodnia minęła im w dość przygnębiających nastrojach. Pierwszy raz od bardzo dawna spali w osobnych pokojach, kiedy byli w swoim domu. I nie zbliżali się do siebie. Na dodatek, Bill z dnia na dzień czuł się coraz gorzej. Łatwiej było to przed Tomem ukrywać, kiedy właściwie się nie widywali, ale był pewny, że bliźniak w końcu to wyczuje, jeśli już nie wyczuł. A dzisiaj był dzień, w którym wracali do pracy. Jost miał po nich przyjechać koło dziesiątej. W tej chwili, jak co rano, Bill wymiotował.
Tom natomiast jak praktycznie każdego ranka od tamtej pamiętnej rozmowy
umierał z powodu kaca. Każdego wieczoru pił do upadłego znieczulając
się i siłą powstrzymując się od tego, by nie pobiec do pokoju brata, ale
uważał, że skoro ten go odtrącił pierwszy to powinien też pierwszy
przyjść do niego kiedy zatęskni. Jeśli w ogóle zatęskni. Jednak teraz
musiał wejść do jego pokoju, bo ostatnim razem zostawił tam pasek. Wchodził
do pomieszczenia z duszą na ramieniu, jednak odetchnął z ulgą
zauważając iż brata tam nie było. Rozejrzał się dookoła szukając
wzrokiem zguby, ale nie widząc go na pierwszy rzut oka pochylił się i
zajrzał pod łóżko. Ta pozycja sprawiła, że poczuł mdłości. Trzymając
się ręką za usta otworzył drzwi do łazienki, a jego wzrok padł na
bladego Billa kucającego obok sedesu. Na policzkach miał popękane
żyłki, od zbyt intensywnych wymiotów. Naczynia krwionośne pod ich
wpływem popękały i zdecydowanie nie dodawały mu urody. Tom w ogóle tego
nie zauważył przerażony stanem brata.
Bill w końcu oparł się o ścianę, spuszczając wodę i przymykając oczy.
Wiedział, że Tom jest w środku, ale nie zamierzał się odzywać.
Właściwie nawet nie miał wiarygodnego wytłumaczenia swojego stanu. Nie
wiedział, co miałby mu powiedzieć. W dodatku nie miał pojęcia dlaczego
jego brat tu przyszedł.
Tom bez słowa podszedł do niego i przytulił go do siebie rozpaczliwie.
Był zły na siebie, że przez swoje picie nie zauważył oznak choroby
Billa. Zaczął go kołysać w swoich ramionach, odgarniając włosy ze
spoconego czoła i całując go w skroń.
- Nic mi nie jest, Tom - mruknął cicho. - Jost niedługo przyjedzie,
musimy się uszykować, a ja nie jestem jeszcze nawet do końca ubrany.
- Nic ci nie jest? Billy, spójrz na siebie. - Z oczu Toma leciały łzy, z czego nawet nie zdawał sobie sprawy. - Jesteś chory!
- Nie płacz, Tom - mruknął. - Nie jestem chory, zatrułem cię czymś, to wszystko. Byłem u lekarza i dostałem leki.
- Co to za leki które nie działają? Pójdę zaraz do tego konowała który
ci je przepisał i spiorę mu facjatę na perłowo. - Tom przyciskał Billa
coraz mocniej do siebie. Jak mógł przez tyle czasu nie zauważyć, że coś
się dzieje? Wyciągnął z kieszeni telefon i zadzwonił do ich managera.
- Jost? Przywieź ze sobą jakiegoś lekarza. Tylko kompetentnego!
- Jost? Przywieź ze sobą jakiegoś lekarza. Tylko kompetentnego!
Bill wyrwa mu telefon z ręki.
- Nikogo nie przywoź, David. Nic nam nie jest - powiedział do menadżera i rozłączył się. - Leki JESZCZE nie działają. Minie kilka dni.
- Nikogo nie przywoź, David. Nic nam nie jest - powiedział do menadżera i rozłączył się. - Leki JESZCZE nie działają. Minie kilka dni.
- Bill! Nie wkurwiaj mnie! Dlaczego aż tak bardzo bronisz się przed innym lekarzem?
- Bo wszystko jest w porządku! Każdy od czasu do czasu choruje! A mój
lekarz jest dobry. - Wstał z ziemi i zaczął myć zęby. Przez te ostatnie
dni przyzwyczaił się do ciężkich poranków.
- Jakbyś był babą powiedziałbym, że jesteś w ciąży - zaśmiał się
histerycznie. Śmiech zszedł mu z twarzy, kiedy zdał sobie z czegoś sprawę
- Bill... - zaczął, patrząc na niego ze zmarszczonymi brwiami
- Bill... - zaczął, patrząc na niego ze zmarszczonymi brwiami
- Co? - Uniósł brwi, patrząc na niego, kiedy już wypłukał usta. - Przypominam ci, że facet w ciążę zajść nie może.
- Bill, czemu mi nie ufasz? Przecież kilka dni temu też słabo się
czułeś. Nie wspomniałeś mi o niczym ani słowem. Dlaczego? Zrobiłem coś
nie tak...?
- Mówiłem, że to zatrucie. Poza tym, kilka dni temu miałem też inny powód. Przestań się zamartwiać, Tom. Jestem zdrów jak ryba.
- Jak zepsuta ryba - prychnął pod nosem. - Zaraz, zaczekaj... jak to - inny powód? Jest coś jeszcze?
- Nie, nic nie ma. Przez inny powód mam na myśli Clarie. A teraz naprawdę, muszę się jeszcze pomalować.
- Bill! Frustrujesz mnie! - krzyknął Tom, zabierając mu swoją komórkę i
wychodząc z łazienki brata. Będąc w swoim pokoju zadzwonił raz jeszcze
do Josta i powiedział mu o problemach zdrowotnych Billa, prosząc by
zabrał ze sobą jakiegoś lekarza. Opisał mu też nerwowe zachowanie brata
na wieść o potrzebie powtórnego zbadania.
W końcu Bill był już pomalowany, włosy też ułożył. Tak
więc, kiedy Jost przyjechał, był gotowy. Wyszedł z pokoju.
Wpadł prosto na swojego brata który stał pod jego drzwiami z tajemniczą miną.
- Mamy gości - powiedział.
- Mamy gości - powiedział.
Billowi wystarczyło jedno spojrzenie na Toma, żeby zorientować się o co chodzi. Spojrzał na niego ostro.
- Zadzwoniłeś do Davida. Cholera, Tom! To jest moja sprawa!
- Zadzwoniłeś do Davida. Cholera, Tom! To jest moja sprawa!
- A skoro ty jesteś mój, jest to też i moja sprawa! Jost przywiózł
lekarza, nie zaszkodzi Ci, jeśli obejrzy cię ktoś jeszcze. - Tom oderwał
się od ściany, idąc w stronę salonu.
Jesteś mój.
Bill westchnął cicho i niechętnie poszedł za Tomem. Cała nadzieja w
tajemnicy lekarskiej. Wszedł za bratem do salonu i spojrzał na doktora.
- Witam, panie Kaulitz. Z relacji pana brata wynika, że coś panu
dolega. Jakie są objawy? - Lekarz był w średnim wieku, przystojny,
uśmiechnięty. Nie wydawał się być zbytnio speszony faktem, że rozmawia
ze sławnym piosenkarzem. Zdawał się być bardzo opanowanym, spokojnym
człowiekiem.
- Absolutnie nic mi nie dolega. Mój brat to paranoik. - Spojrzał zły
najpierw na Toma, potem na Josta. Z nim sobie później jeszcze
porozmawia.
- Rozumiem zatem, że nie chce pan rozmawiać w otoczeniu innych ludzi,
to całkowicie zrozumiałe. Możemy przejść do jakiegoś pokoju, gdzie
będziemy mogli porozmawiać w cztery oczy? - Lekarza dostrzegł popękane naczynka na twarzy chłopaka mimo warstwy makijażu. Domyślił
się, że za ich powstaniem stoją gwałtowne torsje.
- W porządku, możemy iść do mojej sypialni. David, dopilnuj, żeby Tom
siedział tutaj, a nie pod moimi drzwiami. - Poszedł z lekarzem do
siebie.
Tom westchnął w duchu. Gdy Bill zniknął rzucił do Josta:
- Ty też myślisz, że jestem paranoikiem?
- Ty też myślisz, że jestem paranoikiem?
- To się okaże, kiedy lekarz go zbada. Rzeczywiście Bill nie wygląda najlepiej, ale może naprawdę czymś się zatruł?
- Jasne... i rzygałby jak kot przez cztery dni? Jost, on kłamie! Nie
poszedłby do lekarza dobrowolnie, znam go! - Tom włożył ręce do
kieszeni obszernych bojówek i chodził od ściany do ściany niczym tygrys
zamknięty w klatce. Po kilku minutach odetchnął głęboko i zwrócił się
do siedzącego na kanapie mężczyzny
- Jakie mamy plany na ten tydzień? Jakieś sesje i wywiady, tak?
- Jakie mamy plany na ten tydzień? Jakieś sesje i wywiady, tak?
- Tak, ale jest ich dość sporo. Nie chciałbym ich odwoływać, jednak
jeśli Bill nie czuje się na siłach, to chyba nie będziemy mieli wyboru.
- Jakby co, część wywiadów można przeprowadzić w hotelach... - Tom
wykalkulował szybko, że nie stać ich na to by odwołać wszystkie
zobowiązania. Nie chodziło o pieniądze, po prostu musieli pokazywać się
w mediach by wciąż być na topie.
- Niczego nie będziemy odwoływać ani przeprowadzać w hotelach. - Bill
wszedł do salonu razem z lekarzem. - Zadowoleni? Nic mi nie jest.
Tom spojrzał na lekarza:
- Naprawdę nic mu nie jest?
Lekarz, który po wcześniejszych słowach Billa zrobił zaskoczoną minę spojrzał na Toma.
- Obowiązuje mnie tajemnica lekarska, nie mogę nic powiedzieć. Panie Kaulitz, odprowadzi mnie pan do drzwi? - Ostatnie słowa wypowiedział w kierunku Billa
- Naprawdę nic mu nie jest?
Lekarz, który po wcześniejszych słowach Billa zrobił zaskoczoną minę spojrzał na Toma.
- Obowiązuje mnie tajemnica lekarska, nie mogę nic powiedzieć. Panie Kaulitz, odprowadzi mnie pan do drzwi? - Ostatnie słowa wypowiedział w kierunku Billa
- Oczywiście. - Odprowadził mężczyznę, ciesząc się, że nic im nie powiedział. Chciał to zachować w tajemnicy.
Medyk spojrzał na niego i powiedział:
- Miał pan szczęście, że pana brat po mnie przysłał. Mam nadzieję, że zdaje pan sobie z tego sprawę? Proszę na siebie uważać... do widzenia panie Kaulitz.
- Miał pan szczęście, że pana brat po mnie przysłał. Mam nadzieję, że zdaje pan sobie z tego sprawę? Proszę na siebie uważać... do widzenia panie Kaulitz.
- Wiedziałem o tym, zanim Tom cokolwiek zobaczył. Biorę leki, to przez nie. Mimo wszystko, dziękuję za wizytę. Do widzenia.
Tom wszedł do przedpokoju w momencie, gdy za lekarzem zamknęły się drzwi. Wyglądał na nieco zmieszanego.
- Naprawdę nic ci nie jest? - Podszedł do niego na wyciągnięcie ręki, ale nie dotknął go.
- Naprawdę nic ci nie jest? - Podszedł do niego na wyciągnięcie ręki, ale nie dotknął go.
Bill odwrócił się do niego ze złością wypisaną na twarzy.
- Uwierz, że potrafię sam iść do lekarza, jeśli tego potrzebuję. I nie, nic mi nie jest, co powtarzam już po raz kolejny.
- Uwierz, że potrafię sam iść do lekarza, jeśli tego potrzebuję. I nie, nic mi nie jest, co powtarzam już po raz kolejny.
- Bill.. przepraszam,że ci nie wierzyłem, okay? Martwię się o ciebie, chyba to rozumiesz?
- W porządku, Tom, rozumiem. Ale naprawdę, nie musisz. Kiedy będę
umierał, dowiesz się pierwszy - zażartował i przechodząc obok, lekko
musnął jego wargi. Potem wszedł do salonu, gdzie wciąż siedział Jost.
Tom poszedł za nim.
- To nie było śmieszne, wiesz? Poza tym, wydaje mi się, że zostawiłeś coś w moim pokoju.
- To nie było śmieszne, wiesz? Poza tym, wydaje mi się, że zostawiłeś coś w moim pokoju.
- Tak? W takim razie, David, musisz nam jeszcze na chwilę wybaczyć. -
Bill uśmiechnął się, rozbawiony i skierował się do sypialni Toma.
Für immer dein - Na zawsze twój
Für immer dein - Na zawsze twój
Raus - pot. wynoś się
Ojeeeeeej. Zastanawiające. Bill jednak bierze jakieś leki, ale nie dobrze że one wywołują torsje... Czyżby to faktycznie była ciąża i poranne mdłości? Zaintrygowałyście mnie! Już mnie skręca z ciekawości :D Kiedy kolejny rozdział??
OdpowiedzUsuńCiąża? Hahaha, to byłby zdecydowany zwrot w akcji, ale to nie mpreg. Chyba. :)
OdpowiedzUsuńJeżeli Bill jest chory, to dlaczego ukrywa to przed Tomem? On ma prawo wiedzieć, że może jego brat umiera.
"- Nie mógłbym nikogo mieć. Nigdy bym cię nie zdradził, wiesz o tym. Jestem tylko z tobą." Jakie to piękne. Wzruszyłam się dziewczyny.
Nareszcie przeczytałam. Koszenie trawy na podwórku nie sprzyja siedzeniu w necie.
OdpowiedzUsuńCzyli miałam rację, że Bill jest chory. Tylko co takiego mu jest, że nie che tym obarczać swojego brata. Tabletki, torsje... Zabawny był fragment z ciążą "- Bill... - zaczął, patrząc na niego ze zmarszczonymi brwiami
- Co? - Uniósł brwi, patrząc na niego, kiedy już wypłukał usta. - Przypominam ci, że facet w ciążę zajść nie może." Już widziałam Billa z brzuszkiem... Dobra usuwam myśl z głowy. :))
Bill, może nie mieć nic przeciw spotkaniom Toma z kobietami, ale faktycznie niech on nie przyprowadza ich do domu i niech bierze prysznic. Ciekawe jak on by się zachował gdyby wiedział, że Bill pieprzył się z inną i taki "brudny" przyszedł TO zrobić z nim.
"- Nie mógłbym nikogo mieć. Nigdy bym cię nie zdradził, wiesz o tym. Jestem tylko z tobą." Też się wzruszyłam. Ogólnie takie ciepło poczułam. Uwielbiam przytulanki, głaskanki i takie tam, więc czekam też na takie sceny pełne ciepła.
Elis
Oh...co jest Bill'owi? To chyba coś poważnego. Dlaczego to ukrywa przed Tom'em?
OdpowiedzUsuńŚmieszny ten fragment o ciązy :D Przez chwilę nawet uwierzyłam, żę te poranne mdłości to objawy ciąży xD
czekam na ciąg dalszy :**
Floo, kolejny rozdział w poniedziałek :D
OdpowiedzUsuńLuana, nie - to zdecydowanie nie będzie mpreg! I dzięki za komentarz, dobrze poznać nową Czytelniczkę :)Mam nadzieję, że Ci się u nas spodoba :)
Elis, ja też uwielbiam przytulanki i inne czułostki więc na pewno będzie tego więcej :)Mam nadzieję, że się spodoba
Czarny Billy, Bill ma swoje powody by nie mówić Tomowi, że coś się z nim dzieje. Niedługo się okaże co i jak :)
Teraz moja dusza jest spokojna...Dzieciaki nie zaciążyły to mogę dalej czytać xD Ta "nieznana" choroba nadaje dreszczyku emocji! Wszystko wokół niej się kręci :D I myśli Toma i czytelniczek xD
OdpowiedzUsuńO.
Ciekawe... Heh, w ciąży raczej nie jest ;p Ale zastanawiam się co to za choroba, bo to na pewno jakaś choroba.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że niedługo wszystko się wyjaśni :)