Dan
wszedł do rezydencji zmęczony, ale już spokojny. Rozładował się. W tym samym
momencie zobaczył Lydię, która wychodziła z gabinetu Blake'a. Szła
przygarbiona, zataczając się nieco; jej ubranie było poszarpane, a włosy w
nieładzie. Jednak - co najdziwniejsze - wyglądała na zadowoloną.
Dan podszedł
do niej szybko i podtrzymał ją, widząc w jakim jest stanie.
- Co się
stało?
- Słucham?
Jej warga
była opuchnięta.
- Co ci się
stało? Blake... coś ci zrobił? - zapytał, marszcząc brwi.
- A dlaczego uważasz, że to twoja sprawa, hmm? Zdaje się, że
ostrzegałam cię, że jest w złym humorze, a ty jeszcze bardziej go czymś
rozsierdziłeś, mam rację? - Wyrwała się z jego ramion i zaczęła iść do swojego
pokoju, który był w sąsiedztwie kuchni.
- To on ci to
zrobił? - powtórzył swoje pytanie.
Gniew znowu w
nim narastał. Nie miał prawa!
- Przestań
zadawać głupie pytania.
Odetchnęła
głęboko i odwróciła się do niego.
- Odpowiedz
mi, Lydia. Zrobił ci coś, bo go rozwścieczyłem?
Przymknęła oczy, przypominając sobie,
co właśnie wydarzyło się za zamkniętymi drzwiami.
- To nie
powinno cię interesować.
- Nie powinno
mnie interesować?! Nie miał prawa!
- O czym ty
mówisz?
- Nie miał
prawa karać cię za to, co ja zrobiłem!
- Dan,
opamiętaj się. Nie ma tu mowy o żadnej karze.
- Więc
powiedz mi o co tu chodzi!
- O nic! Nie
rozumiem dlaczego pytasz.
- O nic?!
Lydia, spójrz na siebie!
- Spojrzałam!
Wielkie mecyje, mam pogięte ubranie. Zaraz się przebiorę.
- Nie, to nie
jest tylko pogięte ubranie! Nie jestem głupi!
- Uchhh! -
Lydia fuknęła sfrustrowana – O co ci chodzi?
- Dobrze
wiesz, o co mi chodzi!
- Ta rozmowa
robi się śmieszna, jak pragnę zdrowia – dziewczyna parsknęła śmiechem.
- Chyba tylko
dla ciebie! - spojrzał na nią jeszcze raz z dziwną zaciętością w oczach i znowu
skierował się do wyjścia. Jeśli w takim stanie pójdzie do Blake'a to nic mu to
nie da.
- Dan,
poczekaj!
Wyszedł, nie
słuchając jej.
Wybiegła za
nim, wołając jego imię. Potknęła się i zsunęła ze schodków, kalecząc przy tym
nogę, ale wstała i ruszyła za nim. On obejrzał się za siebie i przystanął z
westchnięciem.
-Wracaj do
środka.
- Dan! -
krzyknęła, a po jej policzku spłynęła łza.
- Nie płacz -
podszedł do niej i podtrzymał ją. - Muszę iść się wyładować.
- Nie płaczę,
ale ty jesteś taki, taki.... - oparła głowę o jego klatkę piersiową - ...taki
ciepły – westchnęła ze zdziwieniem, najwyraźniej wcześniej chcąc inaczej
zakończyć to zdanie.
Objął ją
delikatnie.
- Powiesz mi
co się tam stało?
Lydia
przytuliła się do niego mocno, czując jego zapach i słysząc bicie jego serca.
Wziął ją na ręce i wszedł z nią do rezydencji.
Kiedy niósł
ją do jej pokoju, wpadł na Troy'a. Spojrzał na ochroniarza.
Ten popatrzył
na dziewczynę przytuloną do chłopaka i odwrócił głowę w kierunku gabinetu
Blake'a.
- Tak, stamtąd wracała. - minął Troy'a i wszedł do pokoju
dziewczyny.
Pokój
wyglądał, jakby nikt tam nie mieszkał. Pod oknem stało biurko z przystawionym
do niego krzesłem, łóżko było zaścielone, a szafa ozdobiona jednym rysunkiem
narysowanym niewprawną ręką dziecka. Położył dziewczynę na łóżku i przykrył
kołdrą.
- Powinnaś
odpocząć.
Ta jednak
usiadła i pokręciła głową. Położyła mu dłonie na policzkach i przysunęła się bliżej
patrząc mu w oczy.
- To miłe, że
się o mnie martwisz, ale to naprawdę nic takiego. Zapytaj Troy'a.
- Nie wiem
czy zauważyłaś, ale ja nie potrafię jeszcze tak dobrze dogadać się z Troy'em -
westchnął cicho. - Ale dobrze, zapytam go. A ty odpocznij.
Lidia, nie
chcąc kłócić się z upartym chłopakiem, przyłożyła głowę do poduszki i
przymknęła oczy. Dan pogłaskał ją po głowie, a potem wyszedł z jej pokoju. Gdy
dziewczyna usłyszała, że drzwi się zamknęły, odchyliła kołdrę i podeszła do
szafy w poszukiwaniu świeżych ubrań.
Chłopak
rozejrzał się za Troy'em. Ochroniarz stał niedaleko kuchni, podszedł więc do
niego.
- Lydia powiedziała, żebym zapytał cię o to, co się stało -
stwierdził zdecydowanym tonem.
Troy uniósł
brwi i poklepał go pocieszająco po ramieniu.
- Wiesz co? Ja chcę, żeby mi to ktoś po prostu wytłumaczył. I
wiesz, że cię nie rozumiem. Macie tu coś do pisania? Troy potrząsnął ramionami
w bezgłośnym śmiechu. Pokazał mu drzwi do gabinetu Blake'a.
- Obawiam
się, że gdybym teraz tam wszedł, mogłoby się to skończyć tragicznie.
Troy spojrzał
pytająco, jednak cały czas kierował go w stronę pomieszczenia..
- Albo ja
zabiję jego, albo on mnie.
Ochroniarz
wyglądał na rozbawionego, ale na takie słowa ruszył w stronę kuchni. Z jednej z
szuflad wyciągnął zeszyt i długopis.
- Nie śmiej się. Może nie jestem tak silny jak on, ale
szczęka pewnie boli go do dzisiaj - powiedział chełpliwie Dan, ruszając za
Troy'em.
„Z czym masz
problem?” napisał i podsunął Danowi zeszyt
- To Blake
jej to zrobił?
„O tym pogadaj
z Lydią albo z Blake'm.”
- Lydia
kazała mi zapytać ciebie.
„Raczej chyba
chciała, bym potwierdził, iż to nic takiego.”
Dan
westchnął.
- Może ty mi
powiedz, bo przestałem rozumieć. Czego Blake ode mnie chce?
Troy
popatrzył na niego z rezygnacją.
'To, co jest
pomiędzy Blake’m a Lidią, to ich prywatna sprawa. Tak było zawsze. A o reszcie
pogadaj z Blake’m”
Podsunął mu
zeszyt i wyszedł z kuchni.
Dan westchnął cicho i wyszedł z rezydencji. Obawiał się, że
tej nocy nie będzie w stanie spędzić z Blake’m. Czekała go więc noc poza domem.
Wrócił z
rana, kiedy na dworze już się przejaśniło. Wszedł do środka, ziewając cicho, i
skierował się do kuchni. Natknął się w niej na dziewczynę, której nigdy
wcześniej nie widział. Ona też ziewała co rusz. Spojrzał na nią z zaskoczeniem,
stając w progu.
- Dzień
dobry. Pan ...?
- Tak, a pani
to...?
- Zwykła
kucharka. Czekam na moją zmienniczkę, zaraz idę. Chce pan coś do jedzenia? A,
właśnie! - poderwała się nagle. – Pan Rifgard pana szukał.
- Kiedy?
- Cały
wczorajszy wieczór i pół nocy. Ze dwie godziny temu wrócił i zamknął się w
gabinecie.
- Dzięki.
Poszedł do
gabinetu Blake'a i wszedł tam po chwili. Zastał mężczyznę siedzącego sztywno za
biurkiem.
- Podobno mnie szukałeś - zamknął za sobą drzwi, ale nie
wszedł do pomieszczenia dalej niż na krok.
- Zgadza się
- mężczyzna popatrzył na niego z czymś nieokreślonym w oczach, jednak nim Dan
zdążył się zorientować, co to takiego, Blake spuścił wzrok na stolik. Gdy
spojrzał z powrotem w jego oczach nie było nic oprócz chłodu. Dan patrzył na
Blake'a z chłodną rezerwą i tak też się do niego odnosił.
- Chciałeś
czegoś konkretnego?
- Godzina na
zewnątrz, co?
- Nie podałeś
dokładnego czasu. Godzina padła z mojej strony.
Blake
zacisnął pięści i odetchną głęboko.
- Martwiłem
się.
- Doprawdy?
Wybacz, ale nie zauważyłem - uśmiechnął się tak samo cynicznie, jak on.
- Wyszedłeś
bez słowa.
- Nie
wiedziałem, że muszę ci się spowiadać. Następnym razem powiem Troyowi albo
Lydii, że wychodzę.
Blake
denerwująco powoli podszedł do Dana i dotknął jego ramienia pochylając się nad
jego uchem. - Myślałem, że nie wrócisz.
- Faktycznie
przeszło mi to przez myśl. Ale potem przypomniałem sobie, że nie zabrałem
swoich rzeczy.
- Chcesz
odstąpić od naszego... porozumienia? - Blake cofnął się o krok.
- Raczej
układu. I nie, nie chcę. Powiedziałem tylko, że przeszło mi to przez myśl.
Mężczyzna
przetarł twarz dłonią.
- Czemu
zniknąłeś?
- Musiałem
ochłonąć.
- Ochłonąć?
Ty?
- Tak, ja.
Może nie zauważyłeś, ale byłem na ciebie wściekły.
- To jestem w
stanie zrozumieć. Ale Lydia odchodziła od zmysłów, gdy zniknąłeś bez słowa -
zakomunikował mu, zauważając u niego cienie pod oczami
- O tym nie
mam zamiaru z tobą rozmawiać.
- O Lydii?
Dlaczego?
- Bo nie mam
ochoty. Jeszcze jakieś pytania?
- Ja nie mam,
ale odczuwam dziwne wrażenie, że ty chcesz mi jakieś zadać
- Obawiam
się, że to skończyłoby się kolejnym uderzeniem.
- Śmiało.
- Czy właśnie
dałeś mi przyzwolenie na to, żebym cię uderzył?
-
Powiedziałem, że możesz zadać mi pytanie, nawet jeśli miałoby się skończyć to
uderzeniem.
- A ty potem
wyżyjesz się na Lydii? - w jego oczach błysnęła złość.
- Skąd
pomysł, że wyżywam się na Lydii?
- To, w jakim
stanie wyszła z twojego gabinetu, daje wiele do myślenia.
- Powiedziała
ci, że ją uderzyłem?
- Powiedziała
mi, że to nic takiego. Ale wcale tak nie wyglądało.
- Myślę
zatem, że zanim zaczniesz wyciągać jakiekolwiek wnioski, powinieneś z nią
porozmawiać - odwrócił się i usiadł na kanapie, po czym wyciągnął rękę w jego
stronę, jakby nalegając by ten podszedł do niego.
- Ona nie
chce mi nic powiedzieć - podszedł bliżej po chwili zastanowienia.
- Lydia
słynie z tego, że trzyma język za zębami, tak? - Blake wskazał miejsce obok
siebie
Prychnął pod
nosem i usiadł obok niego.
-
Najwyraźniej w tym temacie tak.
- I nie dało
ci to do myślenia? - położył rękę na oparciu kanapy za plecami chłopaka
- Na temat
wszelkich twoich grzechów Lydia milczy jak zaklęta.
- Grzechów? -
Blake podniósł brwi ze zdziwieniem.
- Po tym, co
mi powiedziała wczoraj, inaczej patrzę na kwestię jej zwolnienia. Poza tym, ona
broni cię we wszystkim.
- A tobie to
przeszkadza, bo...? - pochylił się nad nim, a rękę przełożył na jego ramię. Dan
odsunął się od niego.
- Złość dalej
mi nie przeszła. A przeszkadza mi to, bo nie rozumiem.
Blake
przysunął się do niego i jedną ręką złapał jego dłoń, a drugą na powrót położył
na jego ramieniu. O wiele, wiele mocniej.
- Nie
wszystko da się zrozumieć, a większość rzeczy nie jest taka, za jaką uchodzi.
- To może
wytłumacz mi czemu wyszła stąd, słaniając się na nogach?
Blake
zacisnął usta i pochylił się nad Danem patrząc na niego z zastanowieniem.
Blondyn nie ruszył się z miejsca, ale czekał na to co zrobi Blake. Mężczyzna
jednak przygarnął go mocno do swojej klatki piersiowej.
- Więc jak?
Powiesz mi? - Dan nie wyrywał się.
Blake
westchnął, a jego oddech musnął włosy Dana.
- Nigdy
więcej nie wychodź bez słowa... - mruknął
- Przecież
wiesz, że wrócę. Nie mogę zrezygnować.
- Nie możesz
czy nie chcesz? - Blake zaczął głaskać go po plecach, naciskając jednocześnie,
by siadł mu na kolanach.
- Przede
wszystkim nie mogę - przesunął się na jego uda - ale myślę też, że nie chcę. W
każdym razie nie musisz martwić się o to, że nie wrócę.
Blake znów go do siebie przytulił i wtulił się w jego szyję.
Martwił się o tego krnąbrnego idiotę i to bardzo. Bał się, że uciekł, że już
nie wróci. Mniej zależało mu na pieniądzach, ale ten chłopak coś w sobie miał.
Coś co sprawiało, że nawet, gdy mu ulegał, był hardy i zdecydowany. Coś co
sprawiało, że mężczyzna był gotowy na wiele, byle by go tylko przy sobie
zatrzymać. Jego zniknięcie na całą noc kompletnie wytrąciło go z równowagi.
Dan przeczesał jego włosy, zamyślony.
- Blake...
Powiedz mi, czego ode mnie chcesz? Bo przestałem to rozumieć. Nie wiem czy mam
się starać w jakiś sposób do ciebie dotrzeć czy po prostu przeczekać te trzy
tygodnie, nie zbliżając się do ciebie i zniknąć.
Ten jednak
nie odpowiedział, całując go po szyi i zmierzając do jego ust. Dan odsunął
głowę, patrząc na niego poważnie.
- Odpowiedz.
- A czego ty
byś chciał?
- Nieważne. Powiedz
mi czego oczekujesz Blake.
- Właśnie to,
czego ty chcesz, jest tu dość istotne - mężczyzna nie uśmiechał się. - A zdaje
się, że sam nie raz wspominałeś o tym, że chcesz jak najszybciej wrócić do
swojego stałego trybu życia. Nie mam prawa cię zatrzymywać nawet, jeśli bym
chciał,.
- Nigdy tego
nie powiedziałem. A ty odepchnąłeś mnie, kiedy zaproponowałem ci coś więcej.
- Nie ty
powiedziałeś, że chciałbyś ze mną spróbować, ale sytuacja ci nie pozwala?
- Wiesz, że
to prawda. Tłumaczyłem ci dlaczego.
- Wiem i
rozumiem, dlatego nie chcę powiedzieć czegoś co mogłoby sprawić, że trudniej
byłoby wracać ci do stałego trybu życia. Nie możemy po prostu... cieszyć się
tym, co jest? - Blake pocałował go w podbródek.
Dan parsknął
cicho.
- A co jest,
Blake? Teraz jesteś miły, a później znowu spróbujesz mnie uderzyć?
Blake
prychnął.
- Nie wiesz,
że odrobina ryzyka dodaje życiu smaczku? Szczególnie w łóżku? - słowa Blake'a
wydały się Danowi dziwnie znajome.
Zmarszczył
brwi.
- Lydia
powiedziała dokładnie to samo. I nie, nie uważam tak. Mam złe doświadczenia.
- Złe.
- Tak, złe.
Blake
odchylił głowę do tyłu. Zrozumiał, że czeka go zdecydowanie dłuższa przeprawa z
tym chłopakiem. Do głowy wpadła mu jednak inna myśl, którą postanowił
rozważyć.
- Nie lubisz
być zdominowany?
Dan
zmarszczył brwi, zastanawiając się chwilę.
- Nie lubię
dominujących facetów.
- Ale sam
lubisz dominować?
- Może tak.
Kiedyś lubiłem facetów, którzy potrafili mnie zdominować, później się do takich
nie zbliżałem.
- Nie lubisz
tak? - Blake pocałował go mocno, a jedna z jego dłoni przeniosła się na
pośladki chłopaka.
- Lubię... -
mruknął, oddając pocałunek. - Nie lubię, kiedy się mnie do czegoś zmusza.
- A ja cię
zmuszam, hmm? - przesunął nosem po jego policzku, masując jego pośladek.
- Teraz nie.
Ale nie pozwolę też na to, żebyś mnie bił. Już to przerabiałem. I teraz się nie
dam.
- A na co mi
pozwolisz? - Blake zaczynał kąsać go po szyi.
- Na nic
więcej, dopóki nie powiesz mi, czego ode mnie chcesz - spojrzał na niego. -
Jestem uparty.
- Chcę ciebie
- usta Blake nie odsuwały się od jego szyi
- Mojego
ciała?
- Też... -
mruknął cicho mężczyzna.
- Więc czego
jeszcze?
Ręka Blake'a
wślizgnęła sie pod materiał spodni i muskała rowek chłopaka, a zęby na szyi
zostały zastąpione przez rozgrzane usta.
- Czego jeszcze,
Blake? - Przygryzł płatek jego ucha.
Mężczyzna
czując jego zęby na uchu westchnął głośniej i zauważalnie drgnął, unosząc nieco
biodra, jednak cały czas skupił się na pieszczotach szyi.
- Odpowiedz -
chłopak zsunął wargi na szyję mężczyzny i zaczął ją lekko podgryzać.
-
Odpowiedzieć... na co? - jego czy były już zamglone, a całym sobą skupił się na
pocałunkach i pieszczotach Dana.
- Czego
chcesz... poza moim ciałem? - Nacisnął dłonią na jego penisa.
- Chcę...
ciebie... całego - szarpiąc się pod chłopakiem sięgnął dłonią do zapięcia jego
spodni i zaczął je rozpinać.
- To
dobrze... - złapał jego dłoń i odciągnął ją od swoich spodni. - Bo nie będzie
seksu dopóki nie wyjaśnisz mi tej sytuacji z Lydią - szepnął mu do ucha i wstał
z jego kolan.
- Chyba sobie
żartujesz! - Blake spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- Jestem
całkowicie poważny - poprawił ubranie.
Blake
westchnął.
- I żebyś nie
mówił, że wyszedłem bez słowa. Dzisiaj też znikam. A teraz idę się przespać. -
Wyszedł z jego gabinetu.
Blake wybiegł
za nim.
- Dan!
Zatrzymał się
i odwrócił w jego stronę.
- Co? Jestem
zmęczony.
- Musisz
wychodzić?
- Tak, dopóki
mi tego nie wyjaśnisz.
Blake zmrużył
oczy i patrzył na niego przez chwilę, po czym odwrócił się bez słowa i zniknął
w swoim gabinecie.
Dan westchnął
cicho i poszedł położyć się do sypialni. Jednak gdy tylko postawił nogę na
pierwszym ze schodów poczuł dźgnięcie w okolicy krzyża.
- Ty idioto!
Gdzieś się szlajał?
Odwrócił się
w stronę Lydii ze śmiechem.
- No wiesz.
Od razu idioto?
Uderzyła go w
pierś znów popychając.
- Mało że
idiota! Bezmózg totalny! Nie wrócić na noc! Zniknąć bez słowa! Chcesz żebym
osiwiała ze zmartwienia? Czy ty jesteś poważny? - krzyczała coraz głośniej, a
Dan zauważył jej podkrążone oczy.
- Hej, hej -
objął ją lekko. - Nic mi nie jest, wiesz ile nocy spędziłem na dworze?
- Co mnie to
obchodzi? - szamotała się chwilę w jego ramionach, ale już po chwili wtuliła
się w niego mocno, rozpaczliwie zaciskając swoje ręce na jego plecach -
Martwiłam się o ciebie! Nikt nie wiedział, gdzie byłeś! Zrobiłam dla Ciebie
kakao, upiekłam ciasto, były gofry...! A ty..? A ty co? Taki jesteś?
Westchnął
cicho.
- Wolałaś,
żebym pobił się z Blakiem? Jestem cały.
- Pobił? -
wyrwała się z jego ramion - Jeśli też chcesz się bić z panem Rifgardem to nic
mi do tego, ale... - zmrużyła oczy i wymierzyła w jego stronę wyprostowany
palec - ...ale jeśli jeszcze raz, znikniesz bez słowa to nie ręczę za siebie. -
wyglądała jak wcielenie furii, mimo niskiego wzrostu. Z całej jej postawy
emanowało święte oburzenie i uraza.
- Dobrze,
dobrze - uniósł ręce w geście poddania się. - Więc mówię, że dzisiaj też
wychodzę. - Pocałował ją w policzek.
- O nie, nie,
nie! Niby po co? I że gdzie? - Lydia zmierzyła go wzrokiem, po czym złapała za
rękę i pociągnęła w stronę kuchni.
- Lydiaaa! -
Jęknął. - Chciałem się przespać. Jestem zmęczony.
- Trzeba się
było nie szlajać po nocy, to byś nie był zmęczony - powiedziała głosem nie
znoszącym sprzeciwu - marsz na porządne śniadanie!
Westchnął,
idąc za nią. Uznał, że lepiej się z nią nie kłócić.
- Jajecznica
na bekonie, omlet z szynką? - dziewczyna nieco spuściła nieco z tonu
- Omlet -
usiadł przy stole i zamknął oczy, starając się nie zasnąć.
Dziewczyna
szybko przygotowała danie i postawiła przed nim.
- Gdzie
byłeś? - usiadła obok niego kładąc mu dłoń na ramieniu.
- U znajomych
i na mieście. - Zaczął jeść.
- Na mieście,
huh? Aż tak ci tu źle?
Chłopak nie
odzywał się, jedząc. Lydia westchnęła i pogłaskała go po głowie, a następnie
usiadła obok niego. - Dlaczego zniknąłeś bez słowa? - spytała cicho.
- Bo byłem
wściekły. Gdybym tu został, pobiłbym się z Blakiem. Musiałem się wyżyć.
- Wyżyć? U
znajomych? Dan, proszę cię...
- Mój znajomy
ma klub bokserski. - Uśmiechnął się lekko.
- Mógłbyś
mnie kiedyś tam zabrać - powiedziała cicho i odwróciła się uśmiechając lekko. -
Proszę, nie wychodź więcej... martwiłam się o ciebie.
- Wychowałem
się na ulicy, Lydia. To moje życie, nie musisz się martwić - potargał jej
włosy.
- Nie muszę,
nie muszę... nie bądź taki mądry. - prychnęła - jestem kobietą, mam taki gen z
napisem "zamartwianie się", jak prawie każda kobieta.
Zaśmiał się
cicho.
- To będziesz
miała ciężkie życie przez te trzy tygodnie.
- Dan... -
oparła ręce na biodrach - nie tylko ja się martwiłam tym, że znikłeś bez słowa,
zdajesz sobie z tego sprawę?
- Z Blakiem
już rozmawiałem.
- I...?
- I nic. -
Dokończył jedzenie. - Dzięki za śniadanie.
Wstał z
miejsca.
- Proszę
bardzo. Na zdrowie... - poczochrała go po włosach. - A dzisiaj czemu
wychodzisz? -rzuciła szybko widząc, że chłopak zmierza w kierunku wyjścia.
- Żeby
uświadomić coś Blakowi.
Wyszedł z
kuchni i poszedł do sypialni.
Lydia
wychyliła się z kuchni i zawołała za nim:
- Masz
świadomość, że nie tylko ty masz umowę z panem Rifgardem?
Wróciła do
kuchni, ale nie wiedziała, czy Dan ja usłyszał. Usłyszał, ale nie miał siły już
do niej schodzić. Zasnął niemal od razu po tym jak się położył.
Blake,
siedzacy w swoim gabinecie, potarł zmęczone oczy. Nie spał tej nocy, a teraz
czuł się jeszcze sfrustrowany zachowaniem Dana. Odchylił się do tyłu na fotelu
i przymknął oczy. Był cholernie niewyspany. Zaklął pod nosem i położył się na
kanapie stojącej w rogu gabinetu. Usypiając poczuł, że ktoś wchodzi do pokoju i
przykrywa go kocem. Nie otworzył oczu nawet, gdy poczuł delikatny dotyk na
ramieniu.
- Dobranoc,
panie Rifgard.
Cichy głos
Lydii przebił się do zmęczonego mózgu mężczyzny. Odpłynął w sen.
Dan obudził
się w nocy. Spał dłużej niż przypuszczał. Podniósł się z łóżka. Zauważył, że na
stoliku przy łóżku stał kubek z kakao i świeżo upieczona bułka. Napój był
jeszcze ciepły. Uśmiechnął się delikatnie i zjadł bułkę, a potem wypił kakao.
Wyszedł z sypialni poszukać Blake'a. Mężczyzny nie było ani w salonie, ani w
kuchni. Nie mógł też znaleźć nigdzie Lydii, która pewnie sprzątała pokoje.
Drzwi do gabinetu były lekko uchylone. Wszedł tam cicho, nie chcąc narobić
hałasu. Blake leżał na kanapie, a koc zsunął się na podłogę. Na jego twarzy,
mimo snu, widoczna była duża zmarszczka pomiędzy brwiami, jakby martwił się
nawet przez sen. Dan westchnął cicho i podniósł z ziemi koc, okrywając
mężczyznę. Usiadł obok niego, przyglądając mu się. Mężczyzna poruszył się przez
sen i jęknął. Wyraźnie słyszalne było w tym jęknięciu imię Dana. Zawahał się
przez chwilę, a potem przeczesał jego włosy palcami i uśmiechnął się lekko.
Blake westchnął, jednak nie obudził się.
Dan nagle
stracił ochotę na jakiekolwiek wychodzenie. Był ciekaw o czym śnił Blake.
Brunet poruszył się znów niespokojnie otwierając powoli oczy. Bez słowa popatrzył na przyglądającego mu się chłopaka.
- Chodź ze mną do szpitala - powiedział nagle Dan.
Brunet poruszył się znów niespokojnie otwierając powoli oczy. Bez słowa popatrzył na przyglądającego mu się chłopaka.
- Chodź ze mną do szpitala - powiedział nagle Dan.
- Gdzie? - mina Blake'a wyrażała całkowite zdezorientowanie.
- Do mojego przyjaciela. - wyjaśnił chłopak.
- Dlaczego chcesz bym tam z tobą poszedł? - Blake'e usiadł powoli, przecierając ręką twarz.
- Opowiadałem mu o tobie. Chciałby cię poznać.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł.
- Do mojego przyjaciela. - wyjaśnił chłopak.
- Dlaczego chcesz bym tam z tobą poszedł? - Blake'e usiadł powoli, przecierając ręką twarz.
- Opowiadałem mu o tobie. Chciałby cię poznać.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł.
Blake
przypatrywał sie uważnie twarzy blondyna.
- Dlaczego? - Dan nie dawał za wygraną
- Dlaczego? - Dan nie dawał za wygraną
- Po prostu
tak uważam. Może innym razem. - uciął Blake i pochylił się w jego stronę, jakby zamierzając go pocałować, ale najwidoczniej
zrezygnował z tego pomysłu, prostując się i wstając z kanapy.
- Więc wyjdź gdzieś ze mną. - Dan też wstał z miejsca.
- Wczoraj nie byłeś taki chętny do jakiejkolwiek kooperacji. Już ci się odmieniło? - Blake prychnął nie wiedzieć czemu zirytowany.
- Rozumiem, że mam dotrzymać obietnicy i sobie pójść? - Skierował się do wyjścia.
- Dan... - mężczyzna zaczął i urwał.
Chłopak odwrócił się w jego stronę, wyczekując ciągu dalszego.
- Nie lubię szpitali - powiedział krótko brunet, odwrócił się i podszedł do okna.
- Powiesz mi dlaczego czy nie powinienem dopytywać?
- Wczoraj nie byłeś taki chętny do jakiejkolwiek kooperacji. Już ci się odmieniło? - Blake prychnął nie wiedzieć czemu zirytowany.
- Rozumiem, że mam dotrzymać obietnicy i sobie pójść? - Skierował się do wyjścia.
- Dan... - mężczyzna zaczął i urwał.
Chłopak odwrócił się w jego stronę, wyczekując ciągu dalszego.
- Nie lubię szpitali - powiedział krótko brunet, odwrócił się i podszedł do okna.
- Powiesz mi dlaczego czy nie powinienem dopytywać?
- Po prostu
nie lubię - powiedział Blake zimno, mimo że w środku aż skulił się od wspomnień.
- W porządku. Ale wiesz co? Dalej chcę ci pokazać miejsce, gdzie możesz się wyładować. Pójdziesz ze mną?
- Do łóżka? - podniósł brew i uśmiechnął się sugestywnie. Dan prychnął.
- W porządku. Ale wiesz co? Dalej chcę ci pokazać miejsce, gdzie możesz się wyładować. Pójdziesz ze mną?
- Do łóżka? - podniósł brew i uśmiechnął się sugestywnie. Dan prychnął.
- Nie, nie do
łóżka.
- Nie znam lepszego sposobu na wyładowanie niż intensywny, ostry seks - powiedział prawie że pieszczotliwie, co w połączeniu z treścią zdana zabrzmiało zdecydowanie dziwnie.
- Nie znam lepszego sposobu na wyładowanie niż intensywny, ostry seks - powiedział prawie że pieszczotliwie, co w połączeniu z treścią zdana zabrzmiało zdecydowanie dziwnie.
- Cóż, kilku
gejów się tam znajdzie, więc jeśli nic innego nie pomaga...
- Kilku gejów? Przecież mam ciebie, nie potrzebuję nikogo innego.
- Kilku gejów? Przecież mam ciebie, nie potrzebuję nikogo innego.
- Widzisz, mamy pewien problem. Ja nie pomogę ci się
wyładować. Nie przepadam za ostrym seksem.
- A
próbowałeś? - uśmiechnął się Blake, unosząc lekko kącik ust.
- Nawet nie zamierzam. - Podszedł do niego powoli. - Może do tej pory z nikim nie byłem, ale jakieś doświadczenia z czasów, kiedy byłem naiwnym smarkaczem mam i nie przemawiają na korzyść twojej propozycji.
- Może pora zdobyć nowe doświadczenia? - zapytał Blake. - Może miałeś złego partnera?
- Cóż, nie wątpię w to, był prawdziwym sukinsynem. Ale wciąż mi nie odpowiedziałeś, czy gdzieś ze mną wyjdziesz.
Blake odwrócił się zrezygnowany.
- Niby gdzie?
- Zobaczysz - uśmiechnął się tajemniczo.
- Nie ma "zobaczysz gdzie". Mówisz, gdzie chcesz iść, a ja się zastanowię. Chyba nie myślałeś, że na serio zgodzę się na coś w ciemno?
Dan westchnął cicho.
- Nawet nie zamierzam. - Podszedł do niego powoli. - Może do tej pory z nikim nie byłem, ale jakieś doświadczenia z czasów, kiedy byłem naiwnym smarkaczem mam i nie przemawiają na korzyść twojej propozycji.
- Może pora zdobyć nowe doświadczenia? - zapytał Blake. - Może miałeś złego partnera?
- Cóż, nie wątpię w to, był prawdziwym sukinsynem. Ale wciąż mi nie odpowiedziałeś, czy gdzieś ze mną wyjdziesz.
Blake odwrócił się zrezygnowany.
- Niby gdzie?
- Zobaczysz - uśmiechnął się tajemniczo.
- Nie ma "zobaczysz gdzie". Mówisz, gdzie chcesz iść, a ja się zastanowię. Chyba nie myślałeś, że na serio zgodzę się na coś w ciemno?
Dan westchnął cicho.
- Do klubu
bokserskiego.
Blake otworzył szeroko oczy.
Blake otworzył szeroko oczy.
- Nie ma mowy - ton jego głosu nie pozostawiał złudzeń. Mężczyzna oparł się
lekko o ścianę, przypominając sobie jak ojczym ćwiczył z nim boks. A raczej na
nim. Złamany nos i wielokrotnie obite żebra goiły się zbyt długo, by zapałał
sympatią do tego typu sportu.
- Dlaczego?
To świetny sposób na wyładowanie się. A ja mam cały klub dla siebie.
- Droga wolna, mnie w to nie mieszaj. - na czole Blake'a pojawiły się kropelki potu, które szybko otarł. Czuł jak jego oddech przyśpiesza, co sprawiło, że był zły na siebie i swoje zdradzieckie reakcje.
Dan obserwował go przez chwilę, ale odpuścił. - W porządku.
- Masz jeszcze jakieś inne pomysły na spędzenie wieczoru? - mężczyzna odetchnął głęboko, uspokajając się powoli.
- Nie, poza tym nic nie przychodzi mi do głowy.
- Na pewno?
- Obawiam się, że tak.
- Szkoda - powiedział krótko Blake i usiadł przy biurku.
- Droga wolna, mnie w to nie mieszaj. - na czole Blake'a pojawiły się kropelki potu, które szybko otarł. Czuł jak jego oddech przyśpiesza, co sprawiło, że był zły na siebie i swoje zdradzieckie reakcje.
Dan obserwował go przez chwilę, ale odpuścił. - W porządku.
- Masz jeszcze jakieś inne pomysły na spędzenie wieczoru? - mężczyzna odetchnął głęboko, uspokajając się powoli.
- Nie, poza tym nic nie przychodzi mi do głowy.
- Na pewno?
- Obawiam się, że tak.
- Szkoda - powiedział krótko Blake i usiadł przy biurku.
- Cóż,
najwyraźniej będę musiał iść sam.
- Najwyraźniej tak - głos Blake'a pozbawiony był wszelkich emocji.
- Najwyraźniej tak - głos Blake'a pozbawiony był wszelkich emocji.
- Młody
naprawdę chcę cię poznać - mruknął, siadając na jego biurku.
- Nie zawsze
dostaje się to co się chce - na czole starszego mężczyzny znów pojawiła się zmarszczka.
- Nie lubisz
szpitali. Ale jakbyśmy spotkali się z nim poza nim?
- Czemu
drążysz ten temat? - spytał cicho, nie patrząc na niego
- Mówiłem ci,
że jestem przewrażliwiony na jego punkcie. A on chciałby poznać kogoś, dzięki
komu będzie mógł mieć normalne życie.
- Ciebie
chyba już zna? To tobie wszystko zawdzięcza.
- To twoje
pieniądze.
- Ale ty je
zdobyłeś. Swoim "poświęceniem" - rzucił z ironią.
- Jeśli
właśnie próbowałeś mnie zniechęcić do rozmowy z tobą, to ci się udało. A on o
tym nie wie. Nie wie, czym się zajmuję.
- Więc co mu
o mnie mówiłeś, jeśli nie to, że ze mną mieszkasz i zawarłeś swojego rodzaju -
zakasłał cicho - układ?
- Że jesteś
znajomym znajomego, który był tak dobry i pożyczył mi pieniądze.
- Znajomym
znajomego...? Ciekawe wytłumaczenie. Uwierzył? - Blake popatrzył na niego
sceptycznie.
- Nie miał
powodów, żeby nie wierzyć. - wyjaśnił Dan.
- Ale to i
tak nie zmienia faktu, że nie czuję naglącej potrzeby by poznać tego twojego
"młodego" - odpowiedział stanowczo, czując, że potrzebuje kawy.
- Ma na imię
Matthew.
- No jasne,
znajomość jego imienia sprawiła, że poczułem nieprzepartą ochotę by go poznać -
Blake parsknął z ironią, kręcą głową.
Dan prychnął
pod nosem.
- Naprawdę za
każdym razem, kiedy czegoś chcę, muszę cię czymś przekupić?
- Przekupić?
To takie... brzydkie słowo. Bardzie podoba mi się "przekonać" -
brunet uśmiechnął się kpiąco.
Blondyn
parsknął i wychylił się, całując go mocno. Mężczyzna sapnął zaskoczony, oddając
pocałunek. Dan przesunął językiem po jego wardze i pogłębił go. Blake położył
dłoń na jego policzku i pogłaskał go niemalże czule. Niemalże, bo w jego
oczach wciąż błyszczała stanowczość. Oderwał się od niego po chwili.
- To jak?
Pójdziesz?
- Masz jakieś
błędne przekonanie o mocy swoich pocałunków. - poklepał go protekcjonalnie po
policzku. - Powiedziałem, że nie interesuje mnie ten twój cały Matthew i to się
nie zmieniło.
- Pocałunek
miał być jedynie zapowiedzią. Ale skoro nie chcesz…
Zszedł z
biurka.
- Wszystko
robisz interesownie, co? Myślisz, że to jest udany sposób na życie? Ciągłe
"coś za coś"? - spytał zdegustowany Blake.
- Sam
powiedziałeś, że ci to odpowiada.
- Przywykłem
do takiego trybu życia. - rzucił lakonicznie. - To nie do końca jednoznaczne z
tym, że się mi to podoba. Poza tym... Twoje pocałunki są już "wliczone w
pakiet" innej umowy, czyż nie? - zasygnalizował cudzysłów, robiąc palcami
obu rąk haki w powietrzu.
- Nie
powiedziałbym. Do dopełnienia umowy zostało mi tylko mieszkanie tutaj. Nie
wyraziłeś się wtedy zbyt jasno, Blake.
Mężczyzna
zamyślił się na chwilę.
- Cóż,
obawiam się że masz rację. Ale mieszkanie tutaj też nie wychodzi ci najlepiej,
skoro preferujesz noclegi poza moim łóżkiem.
- Mieszkanie
tutaj nie oznacza spania w twoim łóżku. Musisz nauczyć się lepiej formułować
umowy. I odpowiadając na twoje wcześniejsze pytanie. Nie uważam, żeby to był
dobry sposób na życie. Ale co innego, jeśli się tego życia nienawidzi.
Wyszedł.
Blake
pokręcił głową. Czuł, że zdecydowanie traci kontrolę nad sytuacją. Był ciekaw
jak to wszystko się potoczy dalej.
Dan poszedł
do kuchni. Czasami rozmowy z Blakiem były bardzo męczące. Gdy wszedł do
pomieszczenia pierwsze, co rzuciło mu sie w oczy, to ziewająca raz po raz
Lidia, polerująca widelce.
- Zmęczona? -
Usiadł przy stole, przyglądając się jej.
- No, nie
każdy mógł sobie pozwolić na całodzienną drzemkę - spojrzała na niego z ukosa.
- Nie spałem
w nocy - uniósł ręce w obronnym geście.
- A kto ci
bronił? - w jej głosie brzmiała nutka złości, jednak na jej twarzy jak zwykle
błąkał się delikatny uśmiech.
- Miałem
przynajmniej czas na rozmyślanie.
- I co
wymyśliłeś? - odłożyła sztućce i położyła ręce na stole, kładąc na nich
policzek i przymykając oczy.
- Niestety
nic. Raczej rozmyślałem o tym co będzie potem, jak to się już skończy.
- Naprawdę
chcesz by to się skończyło? - spytała mamrotliwie.
- Nie ma
znaczenia czego ja chce. I tak się skończy.
- Czy ty
naprawdę musisz być taki durny? "Nie ma znaczenia czego ja chcę" -
zaakcentowała zmienionym głosem. - Właśnie to ma największe znaczenie! Idź do
Blake'a i daj mu to, co tylko ty możesz mu dać - tony złości były coraz lepiej
słyszalne.
- To nie jest
takie proste, Lydia. To jak się wczoraj o mnie martwiliście... Oboje. To było
miłe, wiesz? Nikt nigdy nie przejmował się nawet tym czy jeszcze żyję. Chyba,
że miałem u tego kogoś jakiś dług. Ale Blake'owi zależy na seksie. A ja tego
nie chcę.
- Tak samo
jemu zależy tylko na seksie, jak mi na tym, by zdobyć doktorat z chemii
gospodarczej - prychnęła, prostując się i wpijając w niego spojrzenie jasnych
oczu.
- Wybacz, nie
potrafię czytać ludziom w myślach. A Blake nie jest łatwym człowiekiem.
Lydia
podniosła się i zbliżyła, tylko raz lekko się potykając. Gdy podeszła bliżej,
Dan mógł wyczuć zapach alkoholu. Oczy Lydii błyszczały. - Martwiłam się o
ciebie, bo cię lubię. A Blake'owi zależy na tobie. Myślisz, że jakby tak nie
było to bym tak mówiła? Trochę go znam, pamiętaj o tym. On nieprędko odkryje
się ze swoimi uczuciami o ile w ogóle to zrobi. Ale to nie powód, żeby sobie
utrudniać, nie sądzisz?
- Moje życie
jest skomplikowane. - Spojrzał na nią uważnie. - Nie powinnaś pić.
- Nie mów, że
cię nie ciągnie do niego?
- Nie mówię,
że nie. Ale ja potrzebuję zapewnienia.
- No to sobie
poczekasz! - prychnęła i wróciła na swoje miejsce, poświęcając całą uwagę
wykonywanej czynności.
- Dzięki za
zrozumienie. Myślisz, że tylko Blake miał trudne życie? Dla mnie okazywanie
uczuć jest równie trudne.
- Obaj
jesteście siebie warci... - westchnęła cicho i zaczęła jeszcze raz - Dan.
Litości. Czemu tak bardzo się upierasz by nic nie robić? Stoicie w miejscu i
żaden z was nie zrobi choćby małego kroczku. Blake'a znam i wiem, że jest
niereformowany, ale ty...?
- A mi nie
wystarczą twoje słowa. Przykro mi. Nie zrobię nic jeśli Blake nie powie mi, że
chociaż chce spróbować.
- Posłuchaj.
Spróbuj. To nie boli. A ja ci gwarantuję, że jeśli użyjesz odpowiednich słów to
Blake zrobi dla ciebie wiele. I pamiętaj co ci mówiłam o jego kręgosłupie -
puściła mu oczko.
- Jasne -
mruknął sceptycznie i wstał. - W porządku, ale ty będziesz odpowiadać za moje
załamanie nerwowe. - Wyszedł z kuchni i wrócił do Blake‘a.
Ten siedział
w takiej samej pozycji w jakiej kilka minut wcześniej zostawił go chłopak.
Zastanawiał się, czy faktycznie powinien zgodzić się na to całe spotkanie z tym
kalekim chłopakiem, na którym Danowi tak bardzo zależało.
Wszedł do
niego i oparł się o drzwi.
- Co, gdybym
chciał z tobą spróbować?
Blake wstał i
podszedł do niego gwałtownie.
-
S-spróbować? - zająknął się. Jeszcze nikt go w życiu tak nie zaskoczył.
- Tak,
spróbować. Co wtedy?
Blake
wpatrywał się w niego wielkim oczami. Czuł totalny mętlik w głowie. Pochylił
się nad nim i położył mu rękę na ramieniu. - Wtedy... podejrzewam, że wtedy
wszystko by się zmieniło - zawiesił wzrok na jego oczach. Tak bardzo chciał go
teraz pocałować!
- Więc
chciałbym tego. Ale musiałbyś mi pomóc.
Pocałował go
lekko. Blake westchnął.
- Pomóc?
- Potrzebuję
pieniędzy, mówiłem ci. Więc dopóki nie znajdę jakiejś pracy...
Blake wciąż
był w głębokim szoku. Przytulił Dana mocno do siebie, pieszcząc oddechem jego
ucho. - Wszystko, czego będziesz potrzebował... - szepnął. Zdawał sobie sprawę,
jak bardzo irracjonalne jest jego zachowanie, jak bardzo niepodobne do niego,
ale to co czuł było zupełnie mu nieznane.
Dan objął go
za szyję.
- Nie chcę
tylko seksu Blake. Chcę gdzieś z tobą wyjść, rozmawiać...
Blake
zesztywniał lekko. Czuł się ogłuszony tą sytuacją. Już pół roku temu, odkąd
wszedł do mieszkania Dana poczuł coś do tego chłopaka. Coś co nie pozwoliło mu
go po prostu wykorzystać seksualnie. Od początku go intrygował, ciekawił i
podniecał. Te wszystkie ich dotychczasowe utarczki słowne w żaden sposób nie
sugerowały takiego rozwoju sytuacji.
- Mogę tego
od ciebie oczekiwać?
Mężczyzna
pokiwał powoli głową. Nie do końca był pewien, czy sprosta oczekiwaniom Dana,
ale miał zdecydowany zamiar spróbować.
- I nie
możesz do niczego mnie zmuszać, ani choćby próbować się na mnie wyżywać.
Blake
pochylił się nad nim, obejmując jego twarz dłońmi i zaczął go całować.
Stanowczo, ale delikatnie. Dan oddał pocałunek, przymykając oczy. Powoli
przesunął ręce na jego plecy, zaczynając je masować. Oderwał się od niego po
chwili.
- Muszę
zadzwonić do szefa.
Blake, który
dotkliwie czuł swój wzwód napierający na zamek jego spodni oparł brodę na
czubku jego głowy. - Koniecznie teraz...?
- Teraz.
Potem mogę zrezygnować.
Blake jęknął
w duchu, wypuszczając chłopaka w objęć. - Nie chciałbym żebyś zrezygnował. -
jego głos zabrzmiał wyjątkowo cicho.
- Więc nie
daj mi powodu. - Wyjął komórkę z kieszeni i wybrał numer.
Mężczyzna
klął w duchu, jednak jego twarz pozostawała spokojna.
- I zrób coś
z tym - spojrzał znacząco na jego krocze. - Ja ci nie pomogę.
Blake
zdębiał.
- Co? -
spytał, czując się wybitnie głupio.
- Słyszałeś.
To, że chcę spróbować nie znaczy, że od razu zgadzam się na ciągły seks.
- Ciągły? -
Blake poczuł się jakby zrobiono go w balona.
- Mam dość
seksu na jakiś czas. Są inne rozrywki.
Mężczyzna
przetarł twarz dłonią i potarł nasadę nosa.
- Idę pod
prysznic - jego głos był spokojny, jednak w jego wnętrzu coś się zdecydowanie
burzyło.
Dan
uśmiechnął się rozbawiony.
- Nie martw
się. Nie będę okrutny i nie będę tego przeciągał. - Pocałował go w policzek i
zaczął rozmowę z szefem.
Jednak Blake
zamiast do łazienki skierował się do kuchni. Zastał tam przysypiającą Lydię.
- To twoja
sprawka, tak?
Dziewczyna
popatrzyła na niego ciepło, jednak nie powiedziała ani słowa. Mężczyzna
podszedł do niej i przytulił lekko, całując w skroń.
- Nie wiem
czemu to robisz, ani tym bardziej JAK udało ci się przekonać Dana do takiego
zachowania, ale ... dziękuję.
Dziewczyna
wtuliła się lekko w jego ramiona, jednak po chwili odsunęła się. - Nie schrzań
tego, co? - po czym wstała i wyszła z kuchni.
Mężczyzna po
kilku minutach wyszedł z pomieszczenia, tym razem faktycznie kierując się w
stronę łazienki.
Dan skończył
już rozmawiać z szefem i sam wyszedł z gabinetu.
Blake idąc po
schodach rozpiął koszulę, którą zostawił na oparciu fotela, przechodząc przez
sypialnię do łazienki. Tan rozebrał się już do naga i wszedł pod natrysk.
Ustawił letnią wodę i pozwolił, by ta spływała po jego ciele.
Dan był tam
po chwili. Stanął w drzwiach, opierając się o framugę i przyglądając się mu.
Blake sięgnął
po szampon i zaczął myć włosy, ustawiając się tak by woda spływała po jego
naprężonym członku.
Uśmiechnął
się lekko, nic nie mówiąc.
Gdy wypłukał
pianę, przetarł zamknięte do tej pory oczy i zauważył stojącego w drzwiach
Dana. Wychylił głowę zza przezroczystej zasłonki - Załatwiłeś?
- Taaaak.
Musiałem odsuwać telefon od ucha.
- Czyżby twój
pracodawca nie był zadowolony, że rzucasz tę fuchę? - jego głos był trudno
słyszalne przez szum wody.
- Niestety. -
Uśmiechnął się lekko.
- Musiałeś
być opłacalnym pracownikiem, czyż nie? - czy jemu się tylko wydawało, czy w
swoim głosie usłyszał lekką nutę zazdrości?
- Dobrze
wiesz, że tak. - Przyglądał mu się przez chwilę, a potem rozebrał się szybko.
- No, nie
jestem pewien, czy wiem to AŻ tak dobrze, jakbym chciał - uśmiechnął się
kpiąco, zauważając z ukontentowaniem, że mężczyzna się rozebrał. Schował głowę
z powrotem za zasłonkę i nalał na dłoń żel, który zaczął rozsmarowywać po
ramionach i torsie.
- Doprawdy? -
Wszedł do niego i objął go ramionami od tyłu. - A jak dobrze chciałbyś
wiedzieć?
Blake spiął
się lekko czując Dana za plecami. Nie wiedział, czy ten znów nie chce go tylko
dręczyć. Zdecydowanie nie lubił takich zabaw, które polegały na rozbudzeniu
jego podniecenia i zostawieniu samemu sobie.
- Tak dobrze
jak to tylko możliwe - odpowiedział z pewną dozą dystansu.
- Jesteś
spięty... - mruknął mu cicho do ucha.
- Tylko
trochę. To przez pracę. - mruknął, wyślizgując się z uścisku Dana i
podstawiając się bardziej pod strumień wody.
- Już mnie
nie chcesz?
- Bzdury
opowiadasz. Sam mówiłeś, że nie chcesz seksu.
- Że nie chcę
tylko seksu. Powiedzmy... Oddam ci się, jeśli potem gdzieś ze mną wyjdziesz.
- Nie musisz
mi się oddawać. I możemy wyjść na miastu jutro. Zresztą, już jest jutro. Do
rana zostało raptem kilka godzin.
- Wiesz co?
Zaczynam odnosić wrażenie, że nie rozumiesz moich insynuacji.
- Nie
utrudniaj, co? Skoro mam nie nalegać to nie nalegam - zaśmiał się Blake krótko
i nieszczerze.
- Więc chcesz
tego czy nie?
- Tego...? -
odwrócił się i zlustrował spojrzeniem Dana, który wyglądał na
zdezorientowanego. - Chcę mieć cię w łóżku, ale poczekam aż będziesz na to
gotowy - powiedział powoli.
Parsknął.
- Zdefiniuj
wyraz „gotowy”. Już to robiliśmy, nie?
- Na to
pytanie znasz przecież odpowiedź. - spłukał z siebie pozostałości żelu i
zakręcił wodę. Sięgnął po ręcznik i wycierając się rzucił: - Jak już się
umyjesz, i będziesz chciał pogadać czy coś, to będę w salonie.
Dan westchnął
cicho i sam zaczął się myć, rezygnując z próby przekonywania go. Blake
tymczasem przebrał się w strój do spania i przeszedł do salonu. Wlał sobie
whisky i usadowił w swoim ulubionym fotelu. Czuł się dziwnie. Niby wiedział co,
a raczej kto skłonił Dana do wyjścia z inicjatywą, co mu się podobało, ale nie
bardzo wiedział, jak to ma dalej funkcjonować. Te wszystkie dziwne zastrzeżenia
dotyczące dominacji i wiązania w czasie seksu. Nie chciał z tego rezygnować.
Ale najwyraźniej Dan ma nieco inne podejście do pewnych spraw. Nie, żeby tego
nie rozumiał, ale nie podobał mu się przesadny upór chłopaka. Westchnął,
upijając łyk alkoholu. Dan zszedł tam po dłuższej chwili w samych bokserkach.
Usiadł na jego kolanach. Blake spojrzał na niego nic nie mówiąc.
- Tylko nie
wypij za dużo - powiedział rozbawiony, przypominając sobie, jaki Blake był,
kiedy się spił.
- Nie mam
takiego zamiaru - mruknął. Po raz pierwszy od bardzo dawna czuł się nieswojo.
- Dalej jesteś
spięty - mruknął.
- A ty dalej
jesteś spostrzegawczy. Brawo - rzucił z ironią i upił kolejny łyk.
- Powiesz mi
dlaczego?
- Dlaczego
jesteś spostrzegawczy...? Nie wiem, to chyba wrodzone, nie?
- Dlaczego
jesteś spięty.
- Przez
pracę. - skłamał szybko.
- Wcale nie
przez pracę. Nie denerwowałbyś się nią tak bardzo.
- Jestem
zapracowanym człowiekiem. Stresy w mojej pracy są na porządku dziennym -
westchnął cicho, gładząc go po brzuchu
- Ach, tak? -
mruknął cicho na jego dotyk.
-
Zdecydowanie. Czyżbyś miał inną teorię?
- Możliwe.
Ale chyba zachowam ja dla siebie.
- Chyba? -
Blake pochylił się i pocałował go w ramię, cały czas zastanawiając się, jak
teraz będą wyglądały ich relacje.
- Raczej tak.
Chyba na pewno.
Blake
odchylił się na fotelu. I jak on miał rozmawiać z tym chłopakiem skoro z niego
nie dało się wyciągnąć nic konstruktywnego? Ciągłe uniki, jakieś wymówki,
czepianie się szczegółów. Westchnął ciężko.
- Jak chcesz.
Dan spojrzał
na niego uważnie i westchnął.
- Gdybyśmy
mówili wszystko wprost, byłoby dużo łatwiej, nie uważasz?
- I kto to
mówi - mruknął Blake, przecierając kciukiem i palcem wskazującym oczy.
Zaśmiał sie
cicho.
- Wiem.
Blake jednym
haustem dopił zawartość szklanki i pochylił się nad ustami dana, muskając je
lekko własnymi.
- To co chciałbyś
mi powiedzieć?
- Nic, jeśli
ty nie powiesz mi, co cie dręczy.
- Ty mnie
dręczysz, Dan - szepnął, niemalże czule.
- Ja?
Dlaczego?
- Bo nie
jestem w stanie cię zrozumieć. Nie umiem przewidzieć jak się możesz zachować.
Zaskakujesz mnie na każdym kroku i bywa, że negatywnie. Myślę o tobie i nie
jestem w stanie cię jednoznacznie określić
- Taki już jestem. Prawda jest taka, że mnie nie znasz.
- A ty,
znikając na całe noce, nie ułatwiasz mi tego, bym cię poznał. Zatem - jest coś
co chciałeś mi powiedzieć lub o coś zapytać?
- Będziesz mi
to wypominał? Proszę bardzo, ja mogę wspominać to uderzenie.
- Dan... -
Blake zacisnął zęby i przymknął oczy - ... proszę cię, nie wyprowadzaj mnie z
równowagi. I powiedz co takiego zrobiła Lydia, że do mnie przyszedłeś. -
powiedział powoli.
- Nic. Tylko
ze mną rozmawiała. To chyba ja tęsknię do normalności.
-
Normalności, Dan? I zdecydowałeś, że ja będę odpowiednim partnerem do tego? -
spytał, powoli przesuwając dłoń wzdłuż jego nagich pleców
- Normalności
z nuta ryzyka.
Dan powoli
przesunął wargami wzdłuż jego szyi.
- Nutą
ryzyka, co? Ale wiązać się zabroniłeś - wymamrotał, odchylając nieco głowę do
tyłu, a dłoń kładąc nad linią pośladków.
- Aż tak ci
na tym zależy?
- Po prostu
lubię mieć pełną kontrolę nad partnerem - uśmiechnął się oszczędnie i lekko
przytulił Dana do siebie.
- Ja wolę
mieć jakąś drogę ucieczki. Ale od czasu do czasu mogę przystać na twoje
warunki.
- Drogę
ucieczki? To brzmi tak, jakbyś myślał, że mam w planach chłostę i przypiekanie
żywym ogniem - mruknął mu do ucha. Pogłaskał go po ramionach i plecach raz
jeszcze i całując w skroń spytał: - Przechodzimy do sypialni?
- Spodziewam
sie po tobie wszystkiego. - Wstał na nogi.
- A ty... co
preferujesz w łóżku? - spytał wychodząc za nim z salonu i kierując się w stronę
sypialni.
- Myślę, ze
swobodę - wszedł do sypialni, a potem zamknął za nimi drzwi.
- I jak ta
swoboda... miałaby wyglądać? - podszedł do niego od tyłu, kładąc mu ręce na
brzuchu i opierając brodę o czubek jego głowy.
Uśmiechnął
sie lekko.
- Nie sądzę,
żebyśmy dogadali się w tej kwestii. Czuję się lepiej, kiedy mam jakąś drogę
ucieczki. Ale mogę z niej zrezygnować.
- W zamian
za? - szepnął, przenosząc dłonie na jego sutki i zaczynając je pieścić. Blondyn
przymknął oczy.
- Za nic.
- Za nic?
Zaufasz mi? - owionął jego ucho ciepłym powietrzem, po czym wsadził do środka
język i delikatnie polizał.
Zadrżał
lekko.
- Mam
nadzieje ze nie będę tego żałował.
- Żałowałeś
tamtego porannego seksu? - spytał, przechodząc do pieszczot drugiego ucha.
Jedną dłonią nadal pieścił sutek chłopaka, a drugą wsunął w materiał jego
bokserek.
- Nie... ale
to co innego. - Odchylił lekko głowę.
- Powiedziałem, że nie zrobię ci nic wbrew twojej woli.
Pytanie brzmi zatem, czy chcesz być związany. I jeśli tak, to jak? - korzystając
w odchylonej głowy chłopaka Blake pocałował go w szyję. Dłonią zaczął masować
lekko jego penisa.
- Stawiasz
mnie w kłopotliwej sytuacji. Same ręce? - Przygryzł lekko wargę.
Blake zaśmiał
się cicho.
- Jesteś aż
nadto łaskawy... - dłonią którą dotychczas trzymał na jego klatce piersiowej
odwrócił jego twarz nieco bardziej w swoją stronę i pocałował leniwie, ale z
pasją. Dan oddal pocałunek, odwracając się w jego stronę. Blake,
pogłębiając go, przełożył obie ręce na pośladki Dana i przyciskając je, przysunął
chłopaka bliżej siebie. Postąpił kilka kroków do przodu sprawiając, że Dan
zaczął się cofać. Gdy łydki chłopaka zatrzymały się na brzegu łóżka Blake
położył go na nim, rozkładając jego ręce. Przy tym wszystkim nie przerywał
pocałunku. Zamknął oczy, rozluźniając się. Blake wyciągnął nie wiadomo skąd
sznur oprawiony welurem i związał mu jeden nadgarstek, przywiązując wyciągniętą
luźno rękę do ramy łóżka. Drugą rękę przybliżył do swojej twarzy i złożywszy na
jej wierzchu subtelne cmoknięcie włożył do ust jego palec wskazujący i zaczął
ssać.
Dan zaśmiał
się cicho.
- Dawno nie
byłem z kimś, kto byłby tak czuły.
Blake spojrzał na niego i wysunął na chwilę jego palec
z ust.
- Każdy ma jakieś swoje małe zboczenia, młody.
Powiedziawszy to, skupił się na jego środkowym palcu,
również zaczynając go ssać.
- Nie mówię, że to złe - uśmiechnął się.
Brunet przestał ssać jego palec, za to zaczął składać
szybkie, lekkie pocałunki na całej dłoni. Połasił się przez chwilę policzkiem
do jej wnętrza, a następnie pochylił się i również przywiązał ją do ramy łóżka.
- A jeśli już jesteśmy przy tej rozmowie... - siedząc na jego biodrach, zaczął masować jego
klatkę piersiową - ... to kiedy ostatni raz byłeś w związku nie za pieniądze? -
spytał przyglądając mu się uważnie. Spojrzał na węzły, oceniając je.
- Trudno nazwać to związkami. Po prostu sypiałem z
facetami. A w związku byłem chyba kiedy miałem 17 lat.
Blake pochylił się nad nim i polizał po szyi.
- I czemu się skończyło?
- Nie chce rozmawiać o tym, kiedy jestem z tobą w
łóżku.
- A o czym chcesz rozmawiać? - pocałował go krótko,
ale mocno w usta. - Jakieś sugestie, gdzie miałbym cię dotknąć, polizać...
ugryźć? - przypatrywał się jego twarzy, a dłonie zaczęły gwałtowniej go
głaskać.
- Zdam się na ciebie - nie mając dużego pola manewru
przesunął stopą po jego łydce. - Tylko nie przesadź.
Blake ugryzł go lekko w szyję, by za moment zassać się w tym
miejscu. Pogłaskał go po policzku.
- Dan... doceń, że daję ci możliwość decydowania co do
poszczególnych kroków. Coś na kształt swoistej swobody. Rozumiesz? Jesteś
związany, więc jesteś już mój, ale nie tracisz kontroli nad tym co się dzieje -
szeptał szybko.
- Doceniam Blake. Ale mówiłem, że ci zaufam. Powiem,
jeśli coś będzie mi przeszkadzać.
Blake przymknął na chwilę oczy. Policzył w myślach do
trzech i otworzył je z powrotem. Uklęknął nad nim w rozkroku, ale już chwilę
później naparł delikatnie kolanem na jego krocze, pochylając się nad nim i
obcałowując obojczyk. Dan westchnął cicho.
- Lubię twoje pocałunki.
- Lubię całować. Jesteś pierwszym, któremu to nie
przeszkadza - uśmiechnął się do niego.
Zdecydowanie robił to ostatnio częściej niż zazwyczaj.
Zazwyczaj tylko wykrzywiał wargi w marnej imitacji uśmiechu. Ale przy Danie
czuł się inaczej. Fakt, że chłopak mu zaufał dodatkowo go podniecał. Z
obojczyka przesuną usta w bok, zaczynając go całować nad pachą, a paznokciami
delikatnie drapał go po bokach.
- Nie wiem jak komuś mogłyby przeszkadzać twoje
pocałunki.
Patrzył na jego twarz z lekkim zafascynowaniem. Blake
miał ładny uśmiech.
- Moi dotychczasowi... partnerzy - prawie wypluł to
słowo, mając na myśli wszystkich tych, których kupował na dobę - ... uważali że
to zbytnio spowalnia całą akcję. I że jest to... - urwał i spojrzał gdzieś w
bok, pesząc się. Polizał go po ramieniu i pocałunkami zszedł w stronę zgięcia
łokcia, gdzie poświęcił kilka chwil na składaniu pocałunku przy pocałunku.
- Że jest to? - mruknął cicho.
Blake uniósł głowę i zaczął całować jego drugi
obojczyk. Po chwili ciszy przerywanej odgłosami pocałunków Blake niemal niesłyszalnie
dokończył. -... typowo kobiece, niegodne mężczyzny upodobanie. Dan zaśmiał się.
- W takim razie ja też jestem typowo kobiecy.
Blake po raz kolejny uśmiechnął się zaczynając lizać i
podgryzać delikatnie jego żebra. Zaczynał od mostka i systematycznie wychodził
z pieszczotami na zewnątrz. Przesunął się na klęczkach nieco w dół i skupił na
jego brzuchu, od czasu do czasu liżąc jego pępek. Zaczął też masować drażniąco
powoli jego uda. Dan mruknął głośniej,
zginając lekko nogę w kolanie. Wciąż miał na sobie bokserki. Blake aż zapatrzył się na jego nogę, czując gorąco
rozchodzące się po całym ciele. Ten chłopak był po prostu niesamowicie
podniecający w swoich gestach. Wciąż skupiając się na jego pępku, przesunął
dłonie i przez nogawki bielizny pogłaskał go opuszkiem palca po pachwinie.
Dan napiął lekko mięśnie i wciągnął powietrze ze
świstem.
- Tutaj? - spytał cicho, raz jeszcze przesuwając
opuszkami palców po wrażliwej skórze.
- To drażniące uczucie - odetchnął cicho.
- Jeszcze raz? - spytał, odsuwając lekko jedną dłonią
materiał bokserek w dół, i polizał go po podbrzuszu.
- Może już wystarczy.
Blake szybkim ruchem pozbawił go bielizny i klęknął
między jego nogami. Pochylił się i zaczął całować te miejsca, które przed
chwilą głaskał. Nie dotykał ani penisa, ani jąder Dana. Po prostu składał
powoli pocałunek przy pocałunku, od czasy do czasu podszczypując skórę zębami
by za moment wilgotnym językiem zalizać ślady ugryzień.
- Blake... wystarczy - starał się unormować oddech.
- Wystarczy? W sensie, że mam całkiem przestać? -
spytał drażniąc się z nim. Pochylił się i liznął tylko co czubek żołędzi, by po
chwili chuchnąć w to samo miejsce ciepłym powietrzem.
- Przestań się ze mną drażnić.
Blake uniósł się nad nim i włożył mu do ust dwa palce.
- Obśliń - rzucił stanowczo, drugą ręką zaczynając
powoli masturbować chłopaka.
Dan postanowił już się z nim nie kłócić i zassał się
na jego palcach. Brunet przez moment
przebierał palcami w jego ustach, bawiąc się jego językiem, jednak po chwili
zabrał rękę.
- Kolana do klatki piersiowej. Szeroko -
zakomenderował.
- Naprawdę nie lubię tych twoich pozycji - mruknął,
ale go posłuchał.
Usadowił się między jego nogami i zaczął dotykać jego
odkrytą dziurkę zwilżonymi palcami. Nie wkładał ich jednak do środka, a jedynie
masował i głaskał lekko pomarszczone miejsce. - Jakie pozycje lubisz?
- Takie, które nie są tak cholernie żenujące.
- Masz jakąś swoją ulubioną? - spytał, pochylając się.
Zabrał ręce, układając je na jego pośladkach i dodatkowo je rozchylając dotknął
językiem delikatnej skórki wokół zwieracza.
Dan wciągnął gwałtownie powietrze nie odpowiadając.
Blake splunął na jego otworek i rozprowadził
ślinę językiem, delikatnie wsuwając jego koniuszek do środka. Uniósł głowę. -
Pytałem, czy masz jakąś ulubioną pozycję?
- Nie mam...
- Aż dziwne... - westchnął lekko. - A jaki masz
stosunek do zabawek? - mówiąc to naparł palcem na jego wejście. - No... wpuść
mnie..- zamruczał przez zaciśnięte zęby napierając odrobinę mocniej.
- Cholera Blake. Przestań sie bawić.
- Bawić? Wolałbyś, żebym cię szybko przeruchał, dał ci
się spuścić i zostawił w spokoju? Tego chcesz? - spytał głosem, którym
posługiwał się podczas ich pierwszego spotkania.
Poczuł się urażony. Lubił przeciągać grę wstępną, a tu
kolejny chłopak który go ponaglał. A już myślał, że Dan będzie inny. Że
zrozumie.
- Wołałbym, żebyś przestał mnie zawstydzać - mruknął
przez zęby.
- Spytałem, czy tego właśnie chcesz - wysyczał przez
zaciśnięte wargi. Już się nie uśmiechał. Przestał także napierać na jego
otworek palcem. Zawisł nad nim, patrząc mu w twarz.
Blondyn odetchnął cicho.
- Nie, nie tego chcę - spojrzał mu prosto w oczy.
Blake opadł na jego usta, całując go mocno, niemal
agresywnie, jednak jego ręce powróciły do delikatnego, kojącego głaskania.
Związany mężczyzna oddał pocałunek, unosząc się na tyle, na ile mógł.
Blake westchnął i szybko przeniósł swoje gorące
usta na podbródek, szyję, obojczyki, trącił lekko jeden sutek, przesunął
językiem po brzuchu i wziął w usta naprężoną męskość chłopaka. Niemal od razu
zaczął poruszać głową w górę i w dół. Dan
jęknął głośno. Blake zwolnił minimalnie
tempo, palcem znów pracując nad jego otworkiem. Tym razem nawilżył palce
lubrykantem.
- Dan...?
Ten spojrzał na niego pytająco, nie panując nad
oddechem. Blake patrzył na niego
oczekując jakiegoś znaku negacji, gdy powoli wsuwał w niego palec. Rozciągał go
przez kilka minut, a nie wyczuwając sprzeciwu, pochylił się całując po udach i
pośladkach. Naparł na jego wejście drugim palcem, zatrzymując się i znów
spoglądając na twarz leżącego chłopaka. Uśmiechnął
się delikatnie.
- Teraz nie zrezygnuję.
- Chwała ci za to - parsknął śmiechem, czując jak
część napięcia z niego ucieka. Na jego twarzy znów pojawił się swobodny uśmiech
gdy zanurzył w jego wnętrzu drugi palec.
Dan odetchnął cicho, rozluźniając się w miarę
możliwości. Blake rozciągał go powoli,
ale wprawnie i już po kilku minutach z cichym westchnięciem zanurzył w jego
wnętrzu trzeci palec.Zakręcił nimi delikatnie w jego wnętrzu, po czym zaczął
nimi ruszać do przodu i do tyłu. Drugą
ręką głaskał go powoli po pośladkach. Dan
przeklął w tym momencie więzły ograniczające mu ruchy i objął go nogami w
pasie, ściągając niżej, żeby go pocałować. Blake
pozwolił się przysunąć, tym samym jednak mocniej wpychając palce do środka.
Pocałował go mocno, by za moment zacząć delikatnie przygryzać jego wargi.
- Jesteś gotowy? - spytał, przerywając pocałunek i
rozbierając się szybko.
- Tak - jęknął cicho w jego wargi.
Blake przytrzymał jego pośladki i nawilżył swojego
penisa. Zaczął wsuwać się powoli, pokładając się na Danie i masując go
rozluźniająco po podbrzuszu, brzuchu i bokach. Gdy dobił do końca pocałował go
w mostek i zatrzymał się, dając chłopakowi chwilę do przywyknięcia. Dan odetchnął cicho. Wciąż nie był przyzwyczajony do
tego uczucia. Blake zafalował lekko
biodrami, trafiając niemal od razu w odpowiedni splot nerwów. Wysuwał się i
wsuwał w powolnym tempie, za każdym razem trafiając idealnie w ten punkt.
Blondyn zacisnął zęby, powstrzymując się od
jęków. Całe jego ciało drżało.
- Nie musisz się powstrzymywać, Dan - zmienił lekko
kąt wsuwania i przyśpieszył, dostarczając mu jeszcze większej przyjemności.
Zagryzł zęby na swoim ramieniu. Nie czul bólu, chciał
tylko się powstrzymać.
- Taki z ciebie uparciuch? - spytał, zaczynając
poruszać się w jego wnętrzu denerwująco powoli. Wyprostował się i złapał go za
jego penisa, przesuwając kciukiem po jego główce i zaczął go stymulować,
schodząc dłonią do jego jąder i ważąc je w dłoni. Ściskał je i luzował chwyt, a
jego członek wsuwał się w jednostajnym rytmie do ciasnego wnętrza Dana, który
jęczał cicho, nie mogąc wytrzymać napięcia.
- O tak, Dan, o tak - wydyszał Blake, słysząc jęk
chłopaka. - Nie powstrzymuj się... - pchnął mocniej biodrami i przyspieszył
ruchy dłoni.
Jęknął głośniej. Napięcie było zbyt wielkie, już ledwo
wytrzymywał. Blake, słysząc to, poruszał
się coraz szybciej, wyczuwając, jak penis chłopaka drży mu w dłoni. Pochylił
się nad nim, pieprząc bez pamięci i obcałowując górną część klatki piersiowej.
- Dojdź dla mnie, Dan... dojdź - wysapał między jednym
mocnym pchnięciem a drugim.
W końcu doszedł z głośnym krzykiem. Blake, czując zaciskające się na jego członku mięśnie,
doszedł głęboko w chłopaku, spuszczając się obficie. Westchnął ciężko i nie
wysuwając się, opadł na niego prawie że bezwładnie. Dan oddychał szybko, drżąc jeszcze. Blake wyciągnął się na nim, wysuwając z cichym mlaśnięciem
mięknący powoli penis, uwalniając tym samym swoje nasienie które wypłynęło ze
szparki Dana. Rozwiązał jego ręce i oparł czoło o jego obojczyk, wyrównując
oddech. Chłopak rozmasował nadgarstki.
- Teraz znów potrzebuję prysznica.
Blake bez słowa zsunął się z niego. Spojrzał na niego
zdezorientowany. Dan po seksie zamiast na odprężonego wyglądał jakby odrobił
niechciany obowiązek. Mężczyzna usiadł na brzegu łóżka, odwracając się do niego
plecami, nie chcąc się zdradzić wyrazem twarzy.
- Jasne, pewnie. Pójdę zaraz po tobie
Dan podniósł się do klęczek i objął go od tyłu.
- Hmm? Co tam?- odwrócił twarz w jego stronę.
- Chodź ze mną - pocałował go lekko w policzek. - Było
bardzo przyjemnie.
Blake uśmiechnął się jak zwykle, samym tylko kącikiem
ust.
- Miło mi to słyszeć.
Następnie wstał i trzymając sobie na brzuchu dłonie
Dana zaczął iść w stronę łazienki.
- Mógłbyś częściej uśmiechać się tak, jak przed
chwilą.
- Jak przed chwilą? - spytał nie rozumiejąc.
- Mhm. Kiedy byłeś we mnie. Masz piękny uśmiech.
Blake odwrócił się do niego całym ciałem, unosząc
wysoko brwi.
- Naprawdę?
- Naprawdę - uśmiechnął się.
- Jesteś pierwszym, który mi to powiedział - Blake
pogłaskał Dana po głowie i pociągnął go w stronę łazienki. Ten zaśmiał się cicho.
- Widzę, że w wielu rzeczach jestem pierwszy.
- Zapewne nie raz tak będzie. Szczególnie że teraz
jesteśmy... razem.
- To dobrze - weszli do łazienki. - Cieszę się.
- A kiedy ja dowiem się czegoś o tobie? Jak do tej
pory dość skutecznie mnie spławiałeś - zmieścili się razem do kabiny, odwróceni
do siebie twarzami.
- Możesz pytać.
- To o czym zaczęliśmy rozmawiać w łóżku. Twój
związek. Co się stało, że się rozpadł?
- Ten facet był dupkiem. Chciał mnie zmuszać do
czegoś, czego nie chciałem.
Namydlił dłonie i zaczął myć ramiona Blake.
- Do czego?- spytał, pozwalając się namydlać.
- Do seksu. Był gwałtowny a ja byłem głupim szczylem.
W końcu doszło do tego ze chciał mnie zgwałcić.
- Zgwałcić? - Blake posłał mu zaniepokojone
spojrzenie. - Co wtedy zrobiłeś?
- Uciekłem. Wyskoczyłem z 3 pietra. Na szczęście
skończyło się tylko złamaną nogą.
- To dlatego ciągle mówisz o drodze ucieczki, tak? -
Blake przytulił go do siebie, całując w czoło. - To dlatego czujesz się
niekomfortowo podczas naszego seksu? Jestem zbyt natarczywy?
Dan zaśmiał się cicho.
- Nie czuje się niekomfortowo. Ale tak, dlatego tak
potrzebuje jakiegoś wyjścia.
- Trzeba było powiedzieć mi o tym wcześniej. Nie
nalegałbym tak. Ale ... nie odpowiedziałeś mi na jeszcze jedno pytanie - Blake
namydlonymi dłońmi przesunął po plecach Dana.
- Jakie? - spojrzał na niego pytająco.
- Jaki masz stosunek do zabawek? - zapytał spokojnie,
obserwując jego reakcję - Jest w ogóle coś, co cię wybitnie kręci?
- Za rzadko uprawiałem seks dla przyjemności żeby mieć
cos takiego. A zabawki... Nie wiem, nigdy nie próbowałem. Ale to chyba zależy
jakie, bo są takie, których nigdy bym nie użył.
- Jakie to są? - Blake opłukał rękę i pogłaskał go po
policzku.
- Bicz, pejcz...
- Rozumiem. A z... analnych? - miał pewną swoją fantazję, ale nie wiedział, czy mógłby
go o to prosić.
- Nie wiem. To zależy. Chciałbyś czegoś spróbować?
- Chciałbym. Ale to innym razem. I... Dan? Wstrzymam
się przez pewien czas z wiązaniem. Nie chcę, żebyś robił coś wbrew sobie.
Uśmiechnął się delikatnie i pocałował go lekko.
- O ile są to na razie tylko ręce, to mi to nie
przeszkadza.
- Ale mimo wszystko. I biorąc pod uwagę tamto
wydarzenie z przeszłości...
- W porządku, Blake. To tylko przeszłość.
- Przeszłość potrafi wpływać na teraźniejszość
bardziej, niżby się chciało. Szczególnie, że i tak wydaje mi się, że możemy
mieć pewien dysonans na tym polu - mydląc go, przysunął się bliżej.
- Skoro tak uważasz - zsunął dłonie na jego klatkę
piersiowa.
- Jak to u ciebie właściwie jest z seksem? Skoro przez
tyle czasu traktowałeś to tylko jako formę pracy, to chyba trudno jest ci
czerpać z tego przyjemność? - spytał, przyglądając się jego dłoniom.
- Nie. Jestem biseksualny, wiec jakąś przyjemność z
tego czerpałem. Poza tym, spotykałem się z rożnymi facetami.
- Ale mówiłeś, że tylko na seks, że to nie było nic
więcej. A jednak znając moje preferencje chcesz spróbować? - wszedł pod
strumień wody, spłukując z siebie pianę.
- Lubię cię.
Blake potrząsnął z niedowierzaniem głową.
- Kupiłem cię bez twojej wiedzy, próbowałem wziąć cię
wbrew twojej woli, mój ochroniarz rozciął ci ramię, a mimo to mówisz, że mnie
lubisz?
- Sam się nad tym zastanawiałem, ale tak, lubię cię.
- Zaskakujesz mnie, młody, jak słowo daję. Chociaż na
pewno Lydia miała w tym swój udział - westchnął niby ciężko, ale z widocznym
uśmiechem.
- Lydia nie miała wpływu na moją ocenę ciebie.
- Ale jak ją znam była nieocenioną kopalnią plotek,
co?
- Była. Ale gdyby jej słowa miały wpływ na moja
opinie, to najpewniej miałbym cię za potwora.
- I zapewne miałbyś rację - powiedział, wychodząc na
chodniczek i zaczynając się wycierać.
Dan czekał aż Blake wyjdzie. Cóż, miał do umycia
jeszcze jedno miejsce, a nie chciał tego robić przy nim. Blake odwrócił się, zauważając, że chłopak nie wyszedł
razem z nim.
- Idziesz?
- Zaraz przyjdę.
Blake zrozumiał.
- A... to. Jeśli byś nalegał, możemy to robić z
prezerwatywą, ale ja jestem zdrowy, więc... - urwał, wychodząc z
łazienki.
Na szczęście nie zobaczył juz rumieńców Dana. Chłopak
umył się tam szybko i też wyszedł. Zastał
Blake'a stojącego przy oknie. Pościel na łóżku była świeżo zmieniona, a po
sznurach nie było śladu. Na poduszce leżało opakowanie, podobne do tych, w
których kupuje się drogą biżuterię, ale głębsze. Położył się na łóżku, przykrywając do pasa kołdrą i spojrzał na Blake‘a.
- To na poduszce jest dla ciebie. - spojrzał na niego
spokojnie.
I co to jest, to na poduszce? Jak ja się cieszę, że jest kolejny rozdział. Zdecydowanie za rzadko się ukazują.
OdpowiedzUsuńUwielbiam Blake'a. Ma te swoje preferencje co do wiązania itd. ale on potrzebuje tyle czułości. Zapewnień, że to co robi sprawia przyjemność partnerowi. i nie przechodzi od razu dorzeczy, tylko lubi całować, pieścić. Och, chcę tego dużo. A Dan także potrzebuje stałości, zapewnień, bliskości. Cieszę się, że to opowiadanie przyjęło taki obrót i nie jest to jedno z tych pan i niewolnik, pełne brutalności itp. Tylko jest tu masa emocji, krążących uczuć. Dlatego tak je lubię. :)
Mam nadzieję, że tajemnica co wydarzyło się pomiędzy Lydią i Blakiem się rozwiąże.
Poprawcie tylko ten wklejony tekst, bo nawet w pewnym momencie nic nie widać. Gdybym nie zaznaczyła go to bym nic nie przeczytała.
A która z Was kogo pisze?
Elis
Wyszedł jakiś błąd, znaczy, nie widać napisów, bo jest na biało napisane, na białym pasku.
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam mimo tego białego tekstu, zaznaczyłam po prostu jak koleżanka u góry ;p
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział, zresztą zawsze tak tu piszę. Lubię barwność postaci, ich przeszłość, tajemnice i to, że jest tu parę wątków i zawsze po przeczytaniu rozdziału zastanawiam się "Co dalej?!".
Naprawdę dobra robota, choć zauważyłam parę drobnych błędów. Ale to się zdarza zawsze i każdemu ;p
Myślę, że lepiej byście dodawały długie rozdziały, jak te co dotychczas, choć co większą przerwę, niż krótkie częściej. Takim dużym można przynajmniej się jakoś nasycić, a w krótkich to ledwo akcja się rozwija i już kończy ;p
Oby tak dalej ;)
Elis, a co to jest to się okaże w następnym rozdziale. Ciekawa jestem Waszej reakcji... Oby była bardziej entuzjastyczna niż Dana, ale, ale ja nic nie mówię!
OdpowiedzUsuńMój wewnętrzny Blake łasi się jak kocur a jednocześnie łypie surowo wzrokiem na te słowa. Bo to właśnie ja prowadzę Blake'a i Lydię (oraz Troya), a Himitsu Dana.
Hmmm... a z tym tekstem sama jestem zaskoczona. Dziwnie to wyszło, na podglądzie tego nie było. :/
Another, jak widzisz błędy to proszę, daj znać gdzie. Ja ten tekst czytałam tyle razy, że uciekają mi takie błędy jak chociażby 'Blade' zamiast 'Blake'. -.- No i becie jak widzę też co nieco umknęło.
I cieszę się, że lepsze są rozdziały dłuższe a rzadziej niż krótsze a częściej, też jestem podobnego zdania że bardziej satysfakcjonują :)
Mrau! Mnie też ciekawy pakuneczek...Czyżby Blake chciał jakoś oznaczyć Dana,że ten jest jego?
OdpowiedzUsuńSeks wspaniały, zaufanie w nim było najważniejsze! I Lydia powiedziała najważniejsze, te słowa Blake powinien mieć zawsze z tyłu głowy "nie chrzań tego"
O.
Ja też nie rozumiem @_@
OdpowiedzUsuńO co chodzi z Lydią? Co tam się działo? Mam nadzieję że nie zostawiał jej na pastwę Marcusa! Ale z drugiej strony wydaje się że to co się stało jest tylko jego zasługą.
Dan mnie trochę zaskoczył. Szybko postanowił spróbować Balkem. Myślałam że on dłużej będzie chciał to rozwiązać na swój sposób.
Ale dziś dowiedzieliśmy się trochę o Danie. A seks był świetny!
Jak chyba wszystkich zjada mnie ciekawość co jest w pudełku :P?? Nie dajcie długo czekać na odpowiedź
Masz nowego czytelnika
OdpowiedzUsuńMasz nowego czytelnika
OdpowiedzUsuńMasz nowego czytelnika
OdpowiedzUsuńWybacz tyle komentarzy. jestem z telefonu i byl problem z polaczeniem. dlatego tez nie napisze nic dluzszego pod tym rozdzialem.
OdpowiedzUsuń